




Skin ma tyle zalet, że tylko nimi można by wypełnić całą relację z koncertu Skunk Anansie. Towarzyszą jej muzycy, o których też można pisać w samych superlatywach. A razem komponują i grają piosenki równie głośne, co piękne. Jeśli miewacie mdłości od nadmiaru lukru, to nie czytajcie dalej;)

Podczas koncertu Jamiroquai wszyscy, którzy nie mieli szansy tego doświadczyć, bo nie było ich jeszcze na świecie, mogli poczuć klimat disco lat 70. Nieocenione uczucie i znakomita zabawa towarzyszyły nam przez pełne dwie godziny...
Oczywiście, że nie mogłem nie zauważyć sukienki Natu, która była drugim "planem B" na scenie podczas występu Sistars. Gdyby dziewczyny źle zaśpiewały, a chłopcy krzywo zagrali i tak większość by tego nie zauważyła...
Zarąbisty koncert, Skin po prostu wymiata. Generalnie "dziadki" czyli Skunk i Moby górą.