szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

27 MajaNasze relacje

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

SUM 41 i Turboweekend na zimowej odsłonie Ursynaliów

  A A A
 
Wrestling z gitarami - (Zbigniew Zegler, 2010-12-03)

Zespoły, które grają wielokoncertowe trasy często wypracowują pewien schemat, który w mniej lub bardziej modyfikowanej formie jest podstawą każdej kolejnej sztuki. Może to się kojarzyć z wrestlingiem…



ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU


Taka refleksja pojawia się po koncercie Sum 41, którzy mają dopracowany do perfekcji „spontaniczny” spektakl... Atmosfera podgrzewana albumem „TNT” AC/ DC, stała się nieopisanie gęsta, kiedy gasły kolejne sekcje świateł po próbie technicznej. Kiedy już byliśmy niemal pewni, że na scenie pojawi się gwiazda wieczoru z głośników usłyszeliśmy… Bona Scotta w tytułowym nagraniu z „TNT”, puszczonego znacznie głośniej, niż wcześniejsze piosenki.

Po nagle zakończonym drugim refrenie, śpiewanym też przez rozentuzjazmowany tłum, pojawiło się wreszcie delikatne intro, które przedzierzgnęło się w hit na dzień dobry, czyli „The Hell Song”! Rozumiem, że to był pierwszy raz Sum 41 w Polsce, też czuję, że ta piosenka wciąż ma moc i naprawdę dobrze bawiłem się, obserwując brykających po scenie Derycka i Jasona… Ale amok, w jaki wpadła większość wyznawców kanadyjczyków, ściśnięta w pierwszych rzędach był lekkim zaskoczeniem. Wiele zespołów ma oddanych fanów, często da się zaobserwować oznaki uwielbienia dla tzw. kultowych artystów, ale to, co się działo podczas koncertu Sum 41 przeszło najśmielsze oczekiwania ich samych i wszystkich, którzy nie poddali się temu szaleństwu. Ludzie płynęli. Sami śpiewali, wyli, gwizdali, klaskali… Deryck ładnie przywitał się i już w pierwszym numerze zrobił pauzę na pogaduchy i fajny trik z wyborem kilkorga szczęśliwców (trochę zdezorientowanych, albo zbyt upojonych szczęściem, bo nawet nie przybili piątek z muzykami…;), którzy koncert mogli oglądać, stojąc z zespołem na scenie.

Swoiste „Best Of”, które składało się na setlistę koncertów w ramach The Antidote Tour 2010, trwało dzięki kolejnym, „We're All To Blame”, „My Direction”, „Walking Disaster”, czy „Skumfuk”. Oglądając i suchając ich w akcji nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przede wszystkim są profesjonalistami, z wyraźnym podziałem ról. Gitarzysta w kapelutku, Thomas Thacker, skromnie stojący z prawej strony sceny, tylko i aż gra, wszystkie wiodące partie gitar. Deryck czasem ma gitarę bardziej dla fasonu, innym razem dogrywa charakterystyczne, metalicznie brzmiące, proste i eneregtyczne motywy, ale czy dodaje od siebie kilka riffów, czy nie, ma fantastyczny kontakt z publicznością. I to jest jego działka. Basista, Jason, wspiera go, dopowiadając czasem coś śmiesznego, ale głównie dośpiewując chórki. Robi też to, co do basisty należy, czyli napędza całą maszynerię wraz z bębniarzem. Stevo miał zaś, poza swoimi zwykłymi obowiązkami, także mikro-solo po „King Of Contradiction” i – przede wszystkim – zamianę z Deryckiem w kończącym cały koncert „Pain For Pleasure”, gdy został głównym wokalistą, a lider zastąpił go za perkusją. Zanim do tego doszli zaliczyliśmy jeszcze m.in. krzyczenie sektorami i razem „Sacriface”, podczas „We're All To Blame”, nową piosenkę z wreszcie ukończonej płyty, „Screaming Bloody Murder”, która ukaże się na początku 2011 roku, thrashową końcówkę „ Motivation”, która zwiastowała największą atrakcję środkowej części występu, w postaci metalowej wiązanki ulubionych piosenek Sum 41 I ich fanów.

Zaczęli od fragmenciku „The Trooper” Iron Maiden, po tym, jak Deryck ustalił, że na sali jest sporo fanów metalu. Przy Judas Priest (zagrali wstęp do “Braking The Law”) można już było nabrać podejrzeń, że grają niezupełnie to, co podpowiadają im z pierwszych rzędów wrzeszczący „Slaaayeeeer”, ale i tak było fajnie;). Po pierwszych riffach metallikowego “Seek and Destroy” Palladium osiągnęło temperaturę wrzenia, a czekała nas jeszcze końcówka „Master Of Puppets”! Kiedy szef zespołu dopytywał „Kochacie Metallikę?” wydawało się, że przeszarżuje, jednak gdy dodał „Ale teraz bedzie Sum41 metal. Zresztą też zerżnęliśmy to od Metalliki” to wiadomo było, że wybrnął bez trudu.

To był występ zamykający tegoroczną koncertową działalność Sum 41. Bardzo godnie kończący The Antidote Tour. Zagrany przezawodowo, mimo zmęczenia i znacznie dłuższej podróży z Niemiec, niż planowano. Zapewne w dużej mierze dzięki idealnej współpracy z rozpaloną do granic publicznością, ale i w wyniku perfekcyjnemu „odegraniu ról” przez zespół. Bo można mieć fajne piosenki i lubić biegać po scenie, ale zrobić show nawet z rozdawania kostek to już naprawdę wyższa szkoła jazdy. A Sum 41 z uśmiechami na ustach jadą, i to po mistrzowsku!
Zbigniew Zegler
oceń
1
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
factiosus [2010-12-03 17:08]

SUM 41
Mnie nie zdziwił szał na koncercie Sum41, lecz Pana opinia odnośnie reakcji publiczności. Cóż dziwnego w tym, że tłum, który przyszedł na koncert reaguje żywiołowo na to, co dzieje się na scenie? Wystarczy choćby przypomnieć wiosenne Ursynalia, wtedy było podobnie. Sum41 jest przede wszystkim zespołem punkowym i w tym stylu odbywają się wszystkie jego koncerty, wystarczy obejrzeć relacje z minionych występów. Ponadto był on długo oczekiwany w Polsce, gdyż na wiosennej edycji Ursynaliów się nie pojawił, zapewne to także wpłynęło na bardziej emocjonalną reakcję tłumu. Jeśli zaś chodzi o ten "dopracowany spektakl" nie oszukujmy się każdy artysta chcąc dobrze wypaść planuje swój występ, zespoły grające muzykę o mocniejszym brzmieniu nie są tu wyjątkiem. Kanadyjski zespół dał profesjonalny występ i uważam, że więcej takiej pozytywnej energii na polskiej scenie muzycznej nam potrzeba, natomiast reakcja tłumu tylko dobrze świadczy o polskiej publiczności.

odpowiedz