szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

20 ListopadaNasze relacje

20 ListopadaNajnowsze wiadomości

20 Listopada Najnowsze plotki

Asphyx w Warszawie

  A A A
 
Idźcie już na wódkę! - (2010-03-28)

Wieczory w Warszawie obfitują od pewnego czasu w tyle atrakcji, że trudno wybrać tę jedyną, najbardziej wartościową. Ostatnią marcową sobotę uatrakcyjniły m.in. Gala Koncertowa Fotografia Roku 2009, koncerty The Subways, Buldoga i Asphyx...

Wybór holenderskiego oldschoolowego death metalu był oczywisty. Zespół Martina Van Drunena po reaktywacji trzy lata temu, pograł na żywo, m.in. na letnich festiwalach i wydał udany album, „Death… The Brutal Way”, który promował w Warszawie. Ostatnio grali w Polsce w 1993 roku, na ciechanowskim Sthrashydle, więc na ten koncert czekaliśmy 17 lat!

Wszyscy, którzy punktualnie stawili się w Progresji, po obejrzeniu robiącego postępy Centuriona, wracającego po latach Throneum i trzymających wysoki poziom Pandemonium i Traumy musieli do 23:30 poczekać na gwiazdę wieczoru, której gitary zapodziały się na lotnisku…

44-letni wokalista i lider Asphyx po „Vermin” opowiedział o problemach z bagażami i bez obcego akcentu po raz pierwszy podziękował za znakomitą postawę wyrozumiałej publiczności eleganckim „dziękuję!”.

Charakterystyczny ryk Van Drunnena, który stanowi o oryginalności Asphyx (i jego drugiej formacji, Hail Of Bullets) współgrał idealnie z pancernymi partiami gitary, perkusji i basu.

Wszyscy muzycy byli dobrze nagłośnieni, może z wyjątkiem Boba Bagchusa, który momentami przedzierał się przez riffowiska w szybszych utworach tylko ze „stopą” i werblem. Inna sprawa, że przy jego stylu grania nie potrzeba wiele więcej.

Zespół prezentuje się doskonale od każdej strony. Wizualnie nie może być lepiej. Brzmieniowo jest OK. Kompozycje były zaś sprawiedliwie podzielone na starsze, nowe i prehistoryczne.

Niemal nieustanny headbanging na scenie doceniła publiczność, przez bite dwie godziny zadziwiając swoich idoli fanatycznymi reakcjami. Wśród których były skandowania nazwy kapeli, prośby o konkretne utwory, czy tradycyjne „Napi***ać!”.

Największe wrażenie na muzykach zrobiła wizyta na scenie delegacji złożonej z Marka Laskowskiego, prezesa Klubu Progresja i najwierniejszego fana Asphyx, Pawła Paffki, od którego Van Drunen dostał zamiast wiązanki bezużytecznych goździków zimne piwo. Artystę zachwyciła lojalność fana, który na jego koncerty jeździł po całej Europie.

Po niemal dwóch godzinach i kolejnych „wrzutach” na scenę polskiej flagi z logo Asphyx (która wisiała trochę na perkusji, a później na wzmacniaczu gitarowym) Martin zabrał ją i obiecał powiesić na ścianie w swoim domu. Zapewniał, że wszystkim będzie opowiadał o polskich fanach.

Mile zaskoczył nowy basista, Alwin Zuur, który poza nowym materiałem, miał też znakomicie opanowane mniej oczywiste, starsze utwory. Świetnie wypadł m.in. w znanym z początku lat 90. „The Sickening Dwell”, czy niewiele młodszym „Vermin” z debiutanckiej płyty.

Dobrze wyważone proporcje tradycji i innowacji w ramach wypracowanego stylu wspaniale sprawdzają się w utworach z ostatniego albumu Holendrów. Świetnie ilustrował to na przykład monumentalny „The Krusher”.

Pomiędzy utworami lider zabawiał publiczność krótkimi opowiastkami, lub żartami. Niektórymi mocno niepoprawnymi politycznie jak na Holendra, za co nawet Martin przeprosił. Nie mógł się jednak powstrzymać przed przyrównaniem „Bloodswamp” do „furii, jakiej można się spodziewać po kobietach broczących krwią”... Publiczność skumała dowcip, o czym świadczył gromki śmiech starych metali i piskliwe „fuck off!” kilku pań.

W dużej mierze brawa za bardzo udany koncert należą się gitarzyście Asphyx (oraz Hail Of Bullets i Thanatos), Paulowi Baayensowi, który równie ofiarnie kręcił potężne młyny włosami, co precyzyjnie odgrywał potwornie ciężkie partie gitar.

Zmęczeni dwiema godzinami radykalnego show, muzycy schodzili ze sceny szczęśliwi, a Van Drunen wyganiał publiczność słowami „Idźcie już na wódkę!”, do czego spora część uczestników zabawy zastosowała się ochoczo.

Biorąc pod uwagę wysoką frekwencję, zadowolenie organizatorów i głównych aktorów spektaklu, na kolejne spotkanie z legendarnym Asphyx przyjdzie nam czekać znacznie krócej, niż niemal dwie dekady, jakie upłynęły od ich ostatniej wizyty w Polsce...

Zbigniew Zegler
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Zoso [2010-03-28 16:48]

The Krusher ....
.... nie pochodzi z ostatniego albumu Asphyx!

odpowiedz