Suffocation ponownie w Polsce!
A
A
A
2010-03-17, Progresja - Warszawa
Zbiorowy obłęd -
(2010-03-18)
Dwudziestolecie istnienia Suffocation może obchodzić tylko w jeden sposób. Grając trasę koncertową i wprowadzając masy w zbiorowy obłęd. Europejska część „Legacy Of Blood Tour” zahaczyła o klub Progresja na warszawskim Bemowie.
Przed jubilatami zaprezentowały się cztery, bardzo głośne i do szpiku kości death metalowe załogi z bardzo różnych części świata. Zaczęli, nadspodziewanie sprawni, Burning The Masses z kalifornijskiego San Diego. Pięciu chłopaczków o wyglądzie gimnazjalistów ma najlepsze perspektywy na godne zastąpienie Suffocation, kiedy już będą za starzy na granie…
Wokalista Cameron Argon ryczał bardzo głębokim growlem, którym popisał się też później w jednym utworze Annotations Of An Autopsy, wspierając ich grindowego krzykacza. Zaskakująco atrakcyjnie wypadli gitarzyści, Chris Valenzuela i Arde Ostowari, którzy są tak samo dobrzy w melodyjnym sianiu solowych popisów, co i generowaniu brutalnych riffiad. Muzycznie wszystko w porządku było też z basistą Jake’iem Pace’em i superprecyzyjnym perkusistą, Chasonem Westmorelandem, tylko te ich włoski w trakcie zapuszczania..:)
Włosi z Fleshgod Apocalypse nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza fragmentem Piątej Symfonii Beethovena w roli introdukcji. Poprawny death metal, z zachowaniem wszystkich reguł gatunku, świetnie się sprawdzał, jako akompaniament do kolacji z kuchni wegańskiej, którą jak zwykle serwowano podczas imprezy Show No Mercy.
Nervecell z Emiratów Arabskich ma już swoich fanów wśród polskiej publiczności. A James, czyli basista i wokalista (naprawdę nazywa się Rajeh Khazaal), niejednokrotnie podkreślał, jak ważna jest dla niego nasza scena death metalowa i wsparcie, jakiego udziela im publiczność z Polski.
Poniekąd cały ten wersal wziął się z obcowania z Patrykiem i resztą ekipy z białostockiego studia Hertz, w którym Nervecell pracują nad nową płytą. Dzięki temu też James naprawdę ładnie mówi „dziękuję Warszawa”. A co z muzyką? Robią postępy. To już nie parodia death metalu, tylko surowy death-thrash z coraz lepszymi gitarowymi solówkami. Po powrocie z trasy i nasiąknięciu białostocką zgnilizną (może zaprzyjaźnią się z Dead Infection) na pewno będzie lepiej:)
Po kwartecie z Dubaju został na scenie banner z ich logotypem, a w foyer Progresji klimat podniecenia po kolejnej bramce Barcelony. Na telebimie przed główną salą można było śledzić na żywo mecz drużyny Messiego z VB Stuttgart. I, szczerze mówiąc, poziom wirtuozerii na boisku, póki co, przewyższał ten na scenie.
Anglicy z Annotations Of An Autopsy zaczęli swoje show dokładnie w momencie, w którym Jens Lehmann dostał żółtą kartkę. Ich twórczość to dość udany miks brutalnego death metalu i grind core’a. Nie było więc żartów, ale i na większe emocje musieliśmy poczekać do występu gwiazdy wieczoru.
Po ubranych w takie same bezrękawniki uporządkowanych synach Albionu niedługo czekaliśmy na spotkanie z ekipą Franka Mullena. Po intrygującym intro zaczęli z właściwą sobie wściekłością od klasycznego “ Liege of Inveracity”.
Mullen do początku machał łysym łbem do gitarowo-perkusyjnych kanonad Terrance’a, Guya i Mike’a (który obciął włosy i zaprezentował mini-afro z czerwoną opaską, przez co wyglądał zza bębnów jak czarny ninja) i ciął powietrze dłonią idealnie trafiając w rytm doskonale znanych utworów.
Legendarny wokalista Suffo dokładnie pamiętał ostatnie spotkanie z warszawską publicznością i co kilka utworów przypominał kolejne szczegóły z tamtego letniego wieczora, kiedy poprzedzali występ mistrzów z Napalm Death.
Po przypomnieniu debiutanckiego „Effigy of the Forgotten” zespół przeszedł do promocji ubiegłorocznej płyty „Blond Rath”, z której zaprezentował „Cataclysmic Purification” (później także tytułowy i „Come Hell Or High Triest”, zabrakło niestety fantastycznego „Provoking The Disturbed”). Zgodnie z przypuszczeniami na żywo nowe utwory wypadają lepiej, choć i tak największe wrażenie robią połamane ciężarówy z lat dziewięćdziesiątych, w rodzaju „Breeding the Spawn”, czy niepowtarzalnego „Jesus Wept”.
Przed niemal każdym utworem Frank serwował owacyjnie przyjmowane przemowy. A to zachęcał do otwarcia się na inne podgatunki metalu (co chyba już nie jest takim problemem, jak kiedyś), a to zapewniał, jak bardzo kocha dzieci (co może wydawać się dziwne, ale ma uzasadnienie w tekście „Breeding the Spawn”), tudzież zapraszał na letnie festiwale, na których będą grać i rozpływał się w zachwytach nad naszą, rewelacyjną reakcją na ich muzykę.
Swoją drogą trzeba by być pniem świeżo zrąbanego drzewa, żeby nie oddać się obłąkaniu podczas ultraprecyzyjnie zagranej jako drugi bis „Catatonii” (pierwszy to „Suspended In Tribulation”). Zbiorowy obłęd na warszawskim Bemowie przeszedł podczas tego utworu w grupową ekstazę. I w tym stanie udaliśmy się do świata ciszy, jakim jawiło się wszystko poza murami Klubu Progresja…
Mimo nienajlepszej frekwencji była to kolejna udana edycja cyklu Show No Mercy. Spotkanie z Suffocation było niemal mistyczne, a przybycie na początek imprezy pozwoliło na poznanie małolatów z Burning The Masses, którzy mogą stać się godnymi następcami brutalnych nowojorczyków.
(Zbigniew Zegler)