Florence Welch miała już okazję odwiedzić nasz kraj - w młodości śpiewała wraz z chórem, a jej głos rozbrzmiewał pod sklepieniami polskich kościołów. Tym razem, po raz pierwszy wystąpiła u nas w, jak to pieszczotliwie określiła, „magazynie”. Koncert wokalistki odbył się 6 marca w klubie Stodoła w Warszawie.
ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU
Przeliczyli się ci, którzy z zakupem biletów na sobotni występ Florence i jej zespołu czekali do ostatniej chwili. Dla wielbicieli talentu Brytyjki wejściówek zabrakło już na dwa tygodnie przed koncertem. Po przyjęciu, jakie wokalistce zgotowała polska publiczność, jest duża szansa, że jeszcze do nas powróci.
Jako support zagrała formacja Sian Alice Group określana mianem jednej z najzdolniejszych gwiazd młodej angielskiej sceny muzycznej. Już po pierwszym, bardzo delikatnym utworze, grupa zdobyła sobie przychylność publiczności. Liryczne fragmenty przeplatały się z dynamicznymi wstawkami, a urocza wokalistka Sian Ahem dodatkowo zaklinała zgromadzonych swoim tańcem. Frontmanka co jakiś czas uderzała w stojący obok bęben lub wprowadzała w ruch przeszkadzajki. Zespół skutecznie umilił czas w oczekiwaniu na Florence.
Wejście na scenę ognistowłosego tornada poprzedziły burzliwe błyski strobo. Na scenie pojawili się gitarzysta Robert Ackroyd i perkusista Chris Hayden. Niczym na szczudłach, na imponująco wysokich obcasach przez scenę przemaszerowała Isabella Summers. Podczas gdy dziewczyna ustawiła się za klawiszami, do stojącej po lewej stronie harfy dosiadł się Tom Monger. Wiosenną zawieruchę rozpętało pojawienie się Florence Welch.
Wokalistka zakręciła pałeczką kilka młynków nad głową i tak od kawałka „Howl” rozpoczął się sobotni koncert. Florence skąpana w ciepłych barwach radośnie hasała po scenie, oddawała się sprężystym podskokom i piruetom wokół obrośniętego polną roślinnością statywu. Publiczność bardzo żywiołowo reagowała na harce Florence, niejednokrotnie zdzierając sobie gardła odśpiewując z wokalistką kawałki z jej jedynego krążka „Lungs”.
Po wspomnianym już „Howl” usłyszeliśmy „Kiss With A Fist”, a następnie „My Boy Builds Coffins”. Pojawiła się rozbudowana wersja kawałka „Drumming Song”, świetne „Cosmic Love”, a tuż przed zejściem - „Dog Days Are Over”. W trakcie tego utworu Florence poprosiła zgromadzonych o przykucnięcie, a na jej znak wszyscy wyskoczyli w górę. Zespół znikał ze sceny wśród grzmiących oklasków.
Po powrocie roześmiana Florence po raz kolejny dziękowała za tak ciepłe przyjęcie. Isabelle skierowała w stronę publiczności dłonie ułożone w kształcie serduszka. Wieczór zakończył się zagranymi na bis „You’ve Got The Love” i „Rabbit Heart (Raise It Up)”. Zespół zniknął ze sceny pozostawiając samą Florence, która jeszcze raz pożegnała się z fanami. Podczas koncertu przyznała, że był to jej najlepszy występ podczas trasy i że musi do nas wrócić. Trzymamy za słowo.
(Karolina Wanat)