szukaj w serwisie

Gorące tematy

13 LutegoNasze relacje

13 LutegoNajnowsze wiadomości

13 Lutego Najnowsze plotki

Zakupy

Ocean w Hard Rock Cafe

  A A A
 
2010-02-09, Hard Rock Cafe - Warszawa
Farciarze i pechowcy - (2010-02-10)

Zespół Ocean ma już prawie dziewięć lat działalności na koncie, cztery płyty w dorobku, kilka tras koncertowych i, jak twierdzą sami muzycy, kolejny start za sobą. Nowy początek odmierza udany singlowy przebój „Czas by krzyczeć”. Który oczywiście usłyszeliśmy w Hard Rock Cafe.





ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU


Wcześniej jednak zagrali trzej bardzo zdolni muzycy, którzy mają jeszcze więcej pecha, niż talentu. Zespół Tlen ma podobny staż do Oceanu. Nie ma płyty. Zagrał jedną trasę koncertową i kilka pojedynczych sztuk. Michał Pruszkowski, Krzysztof Nowicki i Michał Żeńca, odpowiednio basista i wokalista, gitarzysta oraz perkusista, są uosobieniem skromności poza sceną i między piosenkami na scenie. Ale kiedy grają to sformułowanie „Power trio” nabiera nowego znaczenia. Zaczęli od najbardziej charakterystycznego utworu, który ma potencjał przebojowości nie mniejszy, niż promowany obecnie singiel Oceanu. „Souvenir” od lat pojawia się znienacka w mojej głowie i „sam się śpiewa”. Na szczęście we wtorkowy wieczór śpiewał go Pruszko. Ten utwór to postgrunge’owy, lekko introwertyczny spazm, który w refrenie płonie żywym ogniem. Życzyłbym takiego połączenia energii i melodyjności wszystkim zespołom rockowym, nie tylko w naszym kraju. A właściwie to życzyłbym tego sobie i fanom rocka:)

Dziewięć utworów Tlenu, z małymi kłopotami technicznymi w „Big Deal”, przeleciało jak jeden numer. „Kłopoty techniczne” dla publiczności HRC niemal niezauważalne, bo kiedy Michał Pruszkowski „pękł strunę” (co u basistów oznacza granie z naprawdę dużym zaangażowaniem), reszta składu z drive’em grała „mielony pasaż” gitarowo-perkusyjny. Po jedynym zaśpiewanym po polsku, z lekko janerkową manierą, „My, reszta świata”, ostatnim „My Real Name” i skromnym „Dziękujemy, wystąpił przed państwem zespół Tlen” zostałem z tą samą myślą, co zwykle po ich koncercie: „Dlaczego to nie są gwiazdy polskiego rocka?”. I jak zwykle odpowiedzieć mogą tylko oni sami…

Po jakichś dwudziestu minutach na scenie Hard Rock Cafe zainstalowała się gwiazda wieczoru. Z lewej strony sceny Michał Grymuza, z rasowym Fenderem Jaguarem, w środku wokalista i gitarzysta Maciej Wasio, z prawej mocno przypominający z twarzy Quentina Tarantino, ruchliwy basista Piotr Wojtanowski. Napędzał ich Bolek Wilczek na perkusji. Na wstępie Tomek Kasprzyk z Antyradia zapowiedział prezentację nowego klipu, do „Wołam Cię”, który wyświetlał się na wszystkich monitorach w lokalu i ekranie na scenie. Pomysł tyleż frapujący, co ryzykowny. Tempo przedstawienia trochę siadło, bo każdy próbował się skupić na obejrzeniu obrazu, co nie jest łatwe w knajpie… Szczęśliwie po kilku minutach panowie zainstalowali się i ruszyli rączo z „Chcę rozsadzić się”. Sadownicy i umiarkowanie licznie przybyli, ale bardzo aktywni fani, byli usatysfakcjonowani. Profesjonalne wykonanie i przyjemne, trochę brudnawe, brzmienie dobrze rokowały na dalszą część sztuki. Po „Obrażasz mnie”, także z najnowszej płyty, nadszedł czas na największe święto dla najbardziej zagorzałych sympatyków grupy. Quentin charakterystycznym basowym wstępem zaczął hit „Czas by krzyczeć”. Potencjał tego utworu naprawdę jest wielki i aż się trochę obawiam o losy kolejnych singli, które mogą nie sięgnąć poprzeczki wysoko ustawionej przez „Czas...”

Album „Cztery” Ocean zagrał praktycznie w całości. I uzupełnił pojedynczymi pozycjami z wcześniejszych płyt, co wydaje się małą niekonsekwencją w kontekście twierdzenia, że dziś są zupełnie innym zespołem, niż na poprzednich albumach, ale dość logiczne i zrozumiałe. Bo co mieliby grać? Covery? Pomysł z zaprezentowaniem starszych rzeczy miałby jeszcze więcej sensu, gdyby je przearanżować na bliższe obecnej stylistyce zespołu. Bardziej wyrazistej, zahaczającej o alternatywny rock spod znaku Queens Of The Stone Age. W końcówce koncertu dało się jednak zauważyć, że „Dzień Dobry” z debiutu, czy „Niekumacje” z drugiego krążka grupy już trochę się zestarzały, a aktywnie oklaskują je już tylko najwierniejsi fani, wyglądający trochę na „zawodowy” fan club Oceanu. Bisy z „Oceanem” i „Elizabeth” z najbardziej zamierzchłej przeszłości to już właściwie „dorzynki”, podczas których muzycy dorzynali publiczność kurtuazyjnie klaszczącą, ale nieźle wymęczoną półtoragodzinną dawką trochę nierównego grania.

Podsumowując, trzymamy kciuki za powodzenie Oceanu, bo muzycy są fajni i najnowsza koncepcja na zespół wydaje się naprawdę obiecująca. Oby tym razem byli konsekwentni i dotrwali w tym stylu do następnego wydawnictwa. Tlenowi życzymy zaś determinacji, na przykład takim trochę wydumanym zdaniem, które być może dotrze do nich i sprowokuje do bardziej zdecydowanych działań: „Ocean jest fajny, szumi i ma wysokie fale. Ale to bez Tlenu nie da się żyć”.

(Zbigniew Zegler)
oceń
0
0
Podziel się

Opinie (1)

Ocena: 0 [0]
~Gość [2010-09-16 01:27]

:)
Świetnie napisany artykuł, pogratulować!

odpowiedz

Polecane: Pogoda | Wyznaczanie trasy | BMI | Tarot | Program tv | Plotki | Moje IP | Wiadomości | Sport | Top News
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska