Mimo mrozu na Mazowszu, we wtorkową noc, w Warszawie były roztopy. Od żaru wrocławskiego Öszibarack. Kwartet Agima, Patrisi (znanej też z duetu Husky), Zmazika (także Husky na żywo oraz Los Pierdols) i Dogiela w piąty rok działalności wchodzi dziarskim krokiem.
ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU
Patrycja (tego wieczoru w bluzko-sukience z nie budzącym żadnych wątpliwości napisem „It’s All Organic Baby”) twierdzi, ze śpiewanie sprawia jej przyjemność. To słychać i widać. Podczas godziny z okładem bardzo energetycznego koncertu ostro rywalizowała o uwagę publiczności ze wspaniałą muzyką z trzech „brzoskwiniowych” płyt (troszkę z „Moshi Moshi”, głównie z „Plim Plum Pla” i odrobinkę z szykowanej na wczesną wiosnę trzeciej, jeszcze nienazwanej).
Zaczęli od premierowego „Odlotu”. Tytuł jak najbardziej adekwatny. Nie tylko do tego utworu, ale i do całego koncertu. W przeciwieństwie do sztuki sprzed półtora roku (grali już w HRC w maju 2008) rozkręcili się szybciej i brzmieli tak głośno, że dźwięki z kuchni nie mogły się przebić.
Tylko Patrisia, żeby sprowokować drewnopublikę do tańca musiała uciekać się do sztuczek. A to z powątpiewaniem pytała przed „Twitterem” „No i jak z wami będzie? Zatańczycie?”. A to wbijała się w tłumek, schodząc ze sceny i kołysaniem zarażała fanów. A w końcówce „Polinki” (trzykrotnie dłuższej, niż na płycie, z porażającymi solówkami gitarowymi i jazgotem elektroniki) przewrotnie wykonała siad płaski na scenie, po czym przeszła do pozycji horyzontalnej. Leżąc zakończyła bardzo udany występ.
Spiritus movens Öszibarack, Agim Dżeljilji, przez cały koncert był bardzo aktywny. Mimo, że Tomek Dogiel (basista z drugiej strony sceny) też miał i używał syntezatora, to zestaw laptop, klawisz Virus TI, druga klawiatura i efekty gitarowe Agima niemal płonęły.
Kiedy lider zespołu chwytał za gitarę (szczególnie w kolejnym nowym utworze, „Schizo” i rozimprowizowanej „Polince”) mógł się kojarzyć trochę z Prince’em, a nawet z Jimim Hendricksem. I choć głównie chodzi o podobne emocje, to - nie bacząc na oburzenie wyznawców Kościoła Pod Wezwaniem Electric Ladyland – trzeba przyznać, że umiejętności Agim też ma niemałe.
Po koncercie Öszibarack pozostają dwie refleksje. „Dlaczego oni wciąż nie są megagwiazdami?! I to nie polskimi, ale – biorąc pod uwagę sprawny language Patrisi i klasowe granie zespołu – światowymi!” oraz „Jak to dobrze, że ich nowoczesnej, przebojowej muzyki nie da się zaszufladkować!”
Öszibarack zagrał (rozgrzewając mroźną Warszawę): Odlot, Anchor Up, Toss Your Lass, A Piece Of Work, Stop Calling, Twitter, I Don’t Want Nothing More, Strugacki, Schizo, Motocross, Surfin’ Safari, Point Blank, Polinka.
(Zbigniew Zegler)