szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

27 MajaNasze relacje

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Armia w Warszawie

  A A A
 
Proroctwo się spełnia - Armia w Warszawie - (2009-03-12)

Apokalipsa to proroctwo, które według wielu już się spełnia. Mroczna muzyka i słowa wypełniły Klub Stodoła podczas koncertu Armii. Ale na końcu było światło.






Zaczęli od „Ultima Thule”. Tytułowy utwór z poprzedniej płyty studyjnej znakomicie sprawdza się jako otwierający koncert. Marszowe nabijanie rytmu przez perkusję wabi spóźnialskich. Rafał Giec i Paweł Klimczak potęgują napięcie ściszonymi jeszcze gitarami. Na ekranie za perkusją Krzyżyka pojawia się czarno-biały film – z wnętrza jadącego pociągu obserwujemy uciekające tory…

Kiedy na scenę wchodzi Budzy wszystko ożywa. Publiczność klaszcze, gitary rozbrzmiewają pełniej, a bębny przyśpieszają. Jedyne w swoim rodzaju, gromkie „Przychodzą i odchodzą” powtarzane jak mantra hipnotyzuje widownię.

Tomasz w czarnych bojówkach, koszulce i takiego samego koloru czapce twardo stoi na szeroko rozstawionych nogach i śpiewa do wysoko uniesionego mikrofonu. Tak, śpiewa. Bo punkowy krzyk już dawno ewoluował.

Na sali do końca utworu wyczuwa się skupienie. Mistyczny nastrój stworzony przez zespół udaje się utrzymać do kolejnego, hiperszybkiego, „Złego Porucznika” już z najnowszego albumu, „Der Prozess”. Pojawia się też Banan, choć bardziej słychać jego waltornię, niż go widać. Stoi niemal na samej krawędzi z lewej strony sceny.

Na ekranie pojawiają się kolorowe grafiki Budzyńskiego z okładki do „Ultima Thule”, ale na scenie trwa „Proces”. Jeśli ktoś przyszedł na koncert bez znajomości nowego materiału, to własnie może nadrabiać zaległości. Kilka razy głośniej niż moglibyśmy na domowym sprzęcie, słuchamy albumu „Der Prozess” na żywo.

Kiedy na ekranie wyrasta czarno-biała Godzilla (ta oryginalna, japońska, z 1964 roku) nie mam już prawie wątpliwośći, że usłyszymy najnowszą płytę w całości. „Tego nie można zatrzymać!” śpiewa Budzy, a sądząc po reakcjach publiki, wszyscy cieszą się, że „Statek burz” pojawił się w Stodole i mają nadzieję, że tego nie można zatrzymać!

Prawie bez przerwy i jeszcze bardziej czadowo zaczyna się „Katedra”. Teraz nietrudno zrozumieć Jaz’a Coleman’a z Killing Joke, który już z górą dwadzieścia lat temu zachwycał się ciężarem i intensywnością muzyki Armii. A przecież wtedy jeszcze tak nie brzmieli.

Niesamowicie zabrzmiał też śmiech Budzego na zakończenie „Katedry”. Bezlitośnie, złowieszczo i szyderczo jednocześnie. Żeby osiągnąć taki rezultat nie wystarczy po prostu wypuścić z siebie powietrza, trzeba mieć talent. Zdaje się, że do wielu umiejętności Tomasz może też dopisać grę aktorską.

Po wielobarwnych witrażach „Katedry” ekran za Krzyżaniakiem wypełnił księżyc. Znów czarno-biały. Wraz z pierwszymi dźwiękami „Przed prawem” w jego miejscu znalazło się ogormne oko, z trwogą rozglądające się wokół.

oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~omen [2009-03-18 23:39]

duch
Jest to caś niesamowitego .Armia to naprawdę wyjątkowa grupa w Polsce i na świecie .Uwielbiam Ducha

odpowiedz