




(26.02.2009, Berlin) Judas Priest w klasycznym składzie plus dobrze dysponowany Megadeth i Testament, który tryska energią po wydaniu bardzo udanej płyty. Za zobaczenie tych tuzów metalu wielu dałoby ostatnie pieniądze, nawet wykradzione swoim dzieciom ze skarbonek. A na pewno jeden, który wyznał mi to w kolejce po Berliner Kindl…
Metal Gods
Mialem szczescie byc na tym koncercie, pierwszy raz widzialem Judas Priest, ktorych slucham od blisko 25 lat... bylo FANTASTYCZNIE!!!!
Faktycznie dzwiek bebnowzdmuchiwal wlosy z glowy i zapieral oddech, glos Roba jak zawsze niesamowity chociaz w Green Menalishi "wywinal" sie od najbardziej chyba wyczekiwanego "wycia" i wyreczyl sie publicznoscia, no i zabraklo mi "Diamonds and Rust", no i po cichu liczylem na akustyczne wykonanie Green Menalishi... ale nie ma co narzekac, bylo wspaniale w pelni slowa tego znaczeniu.... do dzis nie do konca moge uwierzyc ze widzialem i slyszalem ich na zywo... dla mnie w przeciwienstwie do autora artykulu wypdl Testament, moze dlatego,że jako pierwsi grali i jeszcze brzmienie nie bylo tak dobre.. zdecydowanie wypadli tez lepiej w starych kawalkach... a Megadeth - tez rewelka, a szczegolnie "Symphony..." - powalil mnie na kolana...
Wiec kto nie widzial niech zalujee.. chociaz Polakow bylo sporo...
METAL GODS rządzą - i tyle!