szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

23 ListopadaNajnowsze wiadomości

23 Listopada Najnowsze plotki

"Szczęśliwa miłość to nie banał" (rozmowa z Jarkiem Wistem)

2014-02-11   A A A
 

Jarek Wist mówi o sobie, że jest romantykiem, a jedną z jego największych miłości są Włochy. To tutaj wpada w nieposkromiony artystyczny szał. Efektem jest solowy debiut wokalisty - "Jest zapisane".





Jesteś romantykiem?

Jarek Wist:
Tak, zdecydowanie. Romantyczny facet to taki, który nosi swoją kobietę na rękach i ja tak robię (śmiech)! Ale myślę, że romantyzm nie wymaga spektakularnych czynów. Można go okazywać za pomocą drobnych, czułych gestów. Pod warunkiem jednak, że są prawdziwe. Tak jak w piosence „Nieważne co powiesz”. Pisząc ją, przypomniałem sobie zdjęcie pewnej diwy, która wciąż jest w moim sercu, mimo, że ona już tego nie chce.

Romantyczne jest również Twoje zamiłowanie do retro. Podobno najbardziej lubisz muzykę z lat 50. i 60.?

Jarek Wist:
Klimat retro nieustannie mnie urzeka. Lubię stare brzmienia i swingujące wokale. Niektórzy porównują moje piosenki do atmosfery powojennej, warszawskiej Pragi, gdzie artysta śpiewał piękne ballady o miłości, w tle grywał smyczkowy kwartet. Właśnie ten klimat chciałem oddać na mojej płycie.

To fakt, ale na pewno nie wystarczający do podsumowania mojej płyty. Klimat retro, stare, wdzięczne brzmienia i swingujące wokale to niekończąca się pula inspiracji, po które sięgam. Włoskie piosenki lat 50. i 60. to w większości piękne ballady o miłości, utwory na szeroką frazę – oraz takie, w których nie może zabraknąć dźwięków smyków. To brzmienie oddaje całą gamę emocji - i tym samym realizuje wspominaną włoską stylistykę. Niektórzy porównują moje piosenki do atmosfery powojennej, warszawskiej Pragi, gdzie artysta śpiewał piękne ballady o miłości, w tle grywał smyczkowy kwartet. Właśnie ten klimat chciałem oddać na mojej płycie.

O czym są Twoje piosenki?

Jarek Wist:
O miłości. Głównie o miłości szczęśliwej, i to nie jest banał.

Banałem w piosence jest raczej nieszczęśliwa miłość. Większość pisarzy i poetów pisała o takiej.

Jarek Wist:
Gdybym przeżył nieszczęśliwą miłość, z pewnością bym o niej napisał. Płyta nosi tytuł „Jest zapisane”, walczyłem o niego dość ostro. Zapisałem na niej moje myśli i uczucia z ostatnich kilku lat. Opisałem radość, zakochanie, ale też tęsknotę i rozczarowanie - uczucia, które towarzyszą także szczęśliwej miłości. Ciemna strona uczuć zawsze była obecna w muzyce, ale mamy nadzieję, że publiczność jest też gotowa na pozytywny ładunek wiary w piękną miłości. I tak wyszło, że właściwie wszystkie teksty powstały we Włoszech.

We Włoszech dopada cię wena twórcza?

Jarek Wist:
Coś magicznego jest w klimacie Włoch. Tej kraj bardzo twórczo mnie pobudza. Piosenki powstają błyskawicznie. Przechadzam się po urokliwych ulicach Werony i po prostu słyszę w głowie melodię, do której momentalnie słowa układają się jakby same, tworząc historię, która tkwi w mojej głowie. Siadam wtedy na ławce, wyciągam notesik, dyktafon i piosenka sama się tworzy. Czasem by skończyć, wchodzę do baru, np. tego z okładki mojej płyty i zamawiałem Spritz ad Aperol i dopracowuję je, pielęgnuję. We Włoszech jestem jak u siebie, wpadam w twórczy szał i to bynajmniej nie z powodu Aperolu - śmiech. Kocham ten kraj..

Dlaczego akurat Werona?

Jarek Wist:
To była miłość od pierwszego wejrzenia (śmiech). Gdy byłem jeszcze w liceum, pojechaliśmy całą klasą na wycieczkę do Włoch. Pierwszym miastem, w którym się zatrzymaliśmy była Werona. Pamiętam, że wysiadłem z autokaru, zobaczyłem i od razu straciłem głowę. Wiedziałem, że będę tam wracał. Potem były studia w Wenecji, w takcie których dużo zwiedzałem, także region Veneto - do którego należy Werona. Od razu zrozumiałem, dlaczego Szekspir właśnie Weronę wybrał na miasto Romea i Julii.

Uwielbiam Włochów i każdą chwilę spędzaną w ich kraju, ich kulturę, kuchnię, architekturę. Bliska jest mi także włoska mentalność - dlatego tak łatwo jest mi się z Włochami porozumieć. Z czasem Werona stała się dla mnie również miejscem pracy. Uczę Włochów języka polskiego i wierzcie mi - uczenie gramatyki ludzi nie lubiących się zamartwiać szczegółami, bywa większym wyzwaniem niż wspinaczka na Mount Everest.

Lubisz też włoskie piosenki. Na płycie usłyszymy kawałek „Se stasera sono qui” Luigi Tenco. Czemu zdecydowałeś się akurat na ten utwór?

Jarek Wist:
To był bardzo trudny wybór, Luigi Tenco ma masę wspaniałych piosenek. Gdy studiowałem italianistykę we Włoszech i stopniowo nasiąkałem fascynacją tym miejscem, zacząłem słuchać włoskiej muzyki. Od zawsze interesowałem się muzyką swingową, po Franku Sinatrze (który ma włoskie korzenie!) przyszedł czas na rodzimą, włoską muzykę z południa. Wtedy trafiłem na płyty Luigiego Tenco i Roberto Carosone. Obaj są mało znani w naszym kraju, mimo, że ich najbardziej znane utwory docierają i tu - pewnie każdy kojarzy hit Tu vň fa l'Americano - a to nikt inny jak właśnie Roberto Carosone. We włoskich utworach z dawnych lat jest jakiś magiczny klimat, wytwornie ubrani panowie śpiewający romantyczne piosenki o swoich ukochanych. Dobrze się odnajduje w takiej stylistyce. Moim kolejnym marzeniem jest nagrać kolejną płytę we Włoszech. No - śmieje się - może wystarczy chociaż jedna piosenka. Na przykład w duecie z Elisą, kolejną włoską gwiazdą estrady.

Ale - odpowiadając na Twoje pytanie — uwielbiam piosenki Luigiego Tenco i wybór jednej z nich do płyty był bardzo trudny. Długo szukałem takiej, która najbardziej przystawać będzie do mojej natury, ale ostateczna decyzja zapadła na próbach, a pomogli mi w tym muzycy współtworzący płytę.

Uważasz, że jest teraz czas na melodyjne piosenki? Myślisz, że to się spodoba polskim fanom muzyki?

Jarek Wist:
Nie analizowałem trendów po prostu postanowiłem zrobić coś, co mi się podoba. Ta muzyka jest we mnie. Ten album to prawdziwy debiut Jarka Wista. Najpierw byłem polskim Michaelem Buble, potem Andrzejem Zauchą i ostatnio Frankiem Sinatrą. Na tej płycie mogę być w końcu sobą. Uważam zresztą, że każdy kolejny album może być nowym debiutem dla artysty. „Jest zapisane” pojawia się teraz jako obecne podsumowanie moich doświadczeń. Ta płyta jest taka jak ja.

Czyli jaka?

Jarek Wist:
Pokazuje mnie takiego, jakim jestem. Są utwory wesołe i smutne, które pokazują moje doświadczenia, jest piosenka Oszalej – czasem mam ADHD i jest utwór włoski, bo kocham włoską muzykę i wykonawców z tamtych lat. Wpływ na płytę miał Piotr Siejka, Łukasz Borowiecki a przede wszystkim Robert Amirian, który nadał jej właściwy ton. W pisaniu tekstów pomogła mi też moja menadżerka Ewa Bem-Wiśniewska. Ona od początku wiedziała, co mi w duszy gra i bardzo mnie wspiera.

Skończyłeś italianistykę, mogłeś więc zostać m.in. tłumaczem, nauczycielem włoskiego w Polsce. wybrałeś niełatwą karierę artysty - dlaczego?

Jarek Wist:
Ponieważ od dziecka miałem duszę muzyka - śmieje się. Gdy miałem dwa, trzy latka, wyciągałem garnki, robiłem z nich perkusję. i udawałem gwiazdy z Opola. Brałem wałek do ciasta i wyobrażałem sobie, że śpiewam do ludzi. To musiało mnie jakoś ukierunkować, ponieważ pewnego dnia zaśpiewałem w Szansie na sukces w odcinku z Varius Manx i Robertem Janosem. Piosenka Małe Szczęścia przyniosła mi tego szczęścia ogromnie dużo, ponieważ wygrałem. Od tego zaczęło się moje profesjonalne śpiewanie.

7 lutego w warszawskim klubie BASEN odbędzie się Twój koncert promocyjny. Masz tremę?

Jarek Wist:
Zawsze jest stres. Na szczęście mija po pierwszej piosence. To będzie wyjątkowy koncert, bo zagra większość muzyków, którzy brali udział w tworzeniu płyty. Będzie kwartet smyczkowy, wiolonczelistka, trębacz i akordeon. Może będzie też włoski Aperol - śmieje się.

I włoskie jedzenie? Podobno jesteś w tym mistrzem.

Jarek Wist:
Jeśli chodzi o menu włoskie, potrafię przygotować każde danie. Gdy jeszcze podczas studiów wyjechałem do Włoch, mieszkałem u arystokratycznej rodziny, w pięknym XII-wiecznym zamku. Pomagałem im przy posiadłości, malowałem framugi okien, podlewałem gaje pomarańczowe. Oni wciąż wyprawiali huczne przyjęcia, na których stoły uginały się od przysmaków włoskiej kuchni. Pewnego dnia poprosiłem: „Nauczcie mnie tak gotować”. I uczyli. Potem tę wiedzę zgłębiałem, zgłębiałem i teraz mogę zrobić wszystko, na co masz ochotę - pizzę, lasagnę, pastę.

A co byś przygotował na romantyczną kolację?

Jarek Wist:
Gdybym zaprosił cię na romantyczną kolację, zrobiłbym spaghetti con le cozze - to prawdziwy afrodyzjak, podałbym do tego białe wino, a na deser - tiramisu i muzyka Luigiego Tenco. Ideał.

Jadwiga Kadłuczka QLCITY/ fot. mat. promocyjne
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!