szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


najpopularniejsze galerie

najnowsze teledyski

Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz

więcej

16 GrudniaNajnowsze wiadomości

16 Grudnia Najnowsze plotki

"USA to w wyobraźni wielu artystów ziemia obiecana. Rzeczywistość okazuje się bardzo brutalna"

2014-01-31   A A A
 

Podczas festiwalu Eurosonic przedstawiciele największych firm zajmujących się promocją artystów za granicą próbowali odpowiedzieć na pytanie: Jak przebić się w Stanach? Goście panelu byli szczerzy do bólu. Kolejno wymieniali problemy, jakie czyhają na rozentuzjazmowanych perspektywą podboju Ameryki młodych wykonawców.

Oto co w skrócie mieli do powiedzenia zaproszeni na panel goście: Wiza? Możecie się starać, ale będzie trudno. Występ na popularnych festiwalach SXSW czy CMJ? Jasne, jest to do zrobienia. Pamiętajcie tylko, że nie dostaniecie żadnego wynagrodzenia, będziecie fatalnie nagłośnieni i najprawdopodobniej nikt nie zwróci na was uwagi. Dołączenie do line-upu Coachelli? Czemu nie, ale musicie mieć na uwadze, że zagracie w samo południe, kiedy wszyscy będą odsypiać poprzednią noc.

Jak realizacja amerykańskiego snu wygląda z polskiej perspektywy? O tym rozmawialiśmy z Michałem Hajdukiem i Krzysztofem Haliczem z Instytutu Adama Mickiewicza, który zajmuje się promocją Polski poza granicami naszego kraju.

Jakie problemy napotykają polscy artyści, którzy chcą wystąpić w Stanach? Otrzymanie wizy rzeczywiście jest takie kłopotliwe?

Krzysztof Halicz:
Problematyczny wydaje się sam pomysł na wyjazd do Stanów po to, by zagrać tam tylko jeden czy dwa koncerty i za dwa dni wrócić do Polski. USA to w wyobraźni wielu artystów ziemia obiecana, tymczasem rzeczywistość okazuje się bardzo brutalna. Przede wszystkim trzeba pamiętać, iż artysta z Polski czy innego kraju, który mimo, iż w swoim środowisku jest rozpoznawalny, w Stanach zaczyna zupełnie od zera. Dotyczy to oczywiście wszystkich innych rynków muzycznych poza własnym, ale rynek w Stanach to chyba najmniej przyjazny dla debiutanta rynek na świecie. Normą jest tam np. płacenie za wynajem klubu, za sprzęt i za obsługę, lub co najmniej, jeśli uda się znaleźć mały klub z właścicielem pasjonatem - dzielenie się przychodami 50/50. To są realia przeważnie w Europie niespotykane. A jeśli chodzi o wizy? Tak, jest to problematyczne i drogie. Artysta, by mógł legalnie zagrać koncert w USA musi posiadać wizę pracowniczą. O taką wizę nie może starać się sam. Wnioskuje o nią amerykański reprezentant artysty – agent lub manager. Ma to na celu zabezpieczenie kwestii podatkowych. Co w takim razie ma począć debiutant nie posiadający amerykańskiego agenta? Może wynająć tzw. fałszywego agenta czyli firmę reprezentującą artystę tymczasowo. Firma taka pobiera od każdego członka zespołu około 1000$ za jednorazowy wstęp do USA. Co jeśli artysta nie ma tyle pieniędzy? Jedzie do Stanów jako turysta ryzykując deportację.

W Instytucie uważamy, że jeśli artysta mimo wszystko chciałby spróbować swoich sił w Stanach powinien rozważyć dwa warianty. Pierwszy: podejść do sprawy biznesowo. Przygotować sobie solidną, co najmniej dwuletnią strategię działania opartą o bazy danych dotyczące wytwórni płytowych, stacji radiowych, blogów internetowych, serwisów recenzenckich, a także konkretne nazwiska z branży: wpływowych dziennikarzy, bookerów, artystów itd. Następnie zacząć pojawiać się na showcasach typu SXSW albo CMJ, być może jeszcze nie z występami tylko po to, by nawiązać osobisty kontakt z wpływowymi ludźmi z wyżej wymienionych baz danych. Dopiero w następnych latach jechać na te festiwale z koncertami, ale już wtedy z odpowiednimi znajomościami i wynajętą agencją PR, która zrobi szum wokół występów.

Wariant drugi to przeprowadzka do Stanów. To opcja raczej dla ludzi w wieku 18–20 lat, ale mająca głęboki sens, jeśli już w tym wieku wiemy co, chcemy robić w życiu.

Na jakie wsparcie wykonawcy mogą liczyć ze strony Instytutu Adama Mickiewicza?

Krzysztof Halicz:
W tym roku postanowiliśmy strategicznie zrezygnować z naszych showcasów „Don’t Panic We’re From Poland” w Stanach. Wynika to z analizy naszych działań w latach poprzednich i wniosków, które mniej więcej przytoczyłem w odpowiedzi na poprzednie pytanie. Myślimy o działaniu w cyklu dwuletnim, Z większym rozmachu promocyjnym i większym zaangażowaniu samych artystów w to przedsięwzięcie. Natomiast jeśli chodzi o działania europejskie będziemy na najważniejszych festiwalach showcasowych. Zapraszamy do odwiedzania naszego oficjalnego profilu w serwisie Facebook. Informujemy tam o naszej działalności i zbliżających się wydarzeniach.

Michał Hajduk: Pod koniec lutego zorganizujemy w IAM spotkanie informacyjne dla zespołów i ich menedżerów. Chcemy zapoznać wszystkich zainteresowanych z naszą strategią i planami na najbliższe miesiące i lata. Szczegóły również znajdą się na FB.

Krzysztof Halicz: Co do samego wsparcia: „Don’t Panic We’re From Poland” to platforma prezentacji. Nie działamy jak agencja bookingowa. Zgodnie z działalnością statutową Instytutu Adama Mickiewicza, promujemy Polskę poprzez kulturę. Wierzymy, że w naszym kraju są naprawdę utalentowani artyści i staramy się ich wspierać, ale też edukować. Poprzez wsparcie rozumiem działania logistyczne i promocyjne. Poprzez edukację rozumiem aktywizację samych artystów i ich menadżerów do tego by nawiązywali kontakty i uczestniczyli w tzw. networkingu. Nie wystarczy zagrać powalający koncert. Należy być wśród ludzi z branży i nawiązywać z nimi relacje biznesowe, które powinny w przyszłości zaprocentować.

W tym roku ruszamy z cyklem warsztatów master class z zagranicznymi prelegentami adresowanymi w pierwszej kolejności do menedżerów muzycznych i oczywiście samych zespołów.

Jakim zespołom Instytut pomógł do tej pory w wyjeździe do Stanów?

Krzysztof Halicz:
Do tej pory jako „Don’t Panic We’re From Poland” pojawialiśmy się na SXSW, CMJ Music Marathon oraz Culture Collide – trzech największych showcasowych festiwalach w USA. Jeśli chodzi o SXSW to zeszły rok był chyba najbardziej zadowalający z dotychczasowych poczynań. Frekwencja na koncertach była naprawdę dobra, poza tym, co cieszyło nas jeszcze bardziej, artyści sami załatwili sobie koncerty w innych amerykańskich miastach. KAMP! poza Austin objechało jeszcze zachodnie wybrzeże. Napszykłat zagrali w New Jersey, a Brodka w Nowym Jorku i Chicago. W ubiegłym roku wspomogliśmy też Rebekę, The Last Kiss (Fuka Lata) i Izę Lach. Niestety, potem artyści wrócili do swych domów w Łodzi, Poznaniu i Warszawie i nie kontynuowali już podboju Stanów. Może z wyjątkiem Izy Lach, która cały czas systematycznie pracuje na swoją pozycję w USA.

Michał Hajduk: Stąd też u nas, w Instytucie, pojawiła się myśl o zmianie strategii działania. W tym roku KAMP!, Fismoll i Coldair dostali zaproszenie na festiwal SXSW, ale jadą tam na własną rękę przy nieznacznym wsparciu z programu grantowego „Kultura polska na świecie”. Warto dodać, że Tobiasz Biliński (Coldair) objedzie znaczną część stanów grając poza Austin 17 koncertów.

Jak w praktyce wygląda ten amerykański sen? Czy taki wyjazd przynosi jakieś wymierne rezultaty?

Krzysztof Halicz:
Amerykański sen, pozostanie snem, jeśli nie zainwestuje się w niego relatywnie dużo pieniędzy. Zresztą, na tym właśnie ten amerykański sen polega. To inwestycja, ryzyko, a na końcu ewentualna wygrana. Na początku i przez długi czas o wynagrodzeniu nie może być mowy, także na festiwalach, które artystów same zapraszają. Artyści grają często w kiepskich klubach, na przypadkowym backlinie (jeśli jest backline), sami muszą zadbać o noclegi i wyżywienie. Ale potem, po zagraniu setek koncertów i postawieniu wszystkiego na jedną kartę… Kto wie?

Michał Hajduk: Amerykański rynek jest nie tylko rynkiem najbardziej konkurencyjnym, ale też od lat hermetycznie zamkniętym na muzykę z Europy i innych rejonów świata. Sytuacja ta zaczyna się dopiero powoli zmieniać dzięki internetowi, który daje nowe narzędzia promocji i łatwiejszy dostęp do globalnych zasobów muzyki. Wciąż, jeżeli ktoś liczy na to, że się tam przebije. musi uzbroić się w zaawansowany plan i wizję, a potem nastawić się na wyrzeczenia i pracę popartą wytrwałością i konsekwencją.



Karolina Wanat/ fot. mat. prasowe
oceń
4
4
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +5 [7]
~waleria [2014-02-03 03:21]

Ale sie naczytalam. Od dluzszego czasu mieszkam w USA i zamierzam tu zostac dluzej. Zastanawiam sie dlaczego nasi rodacy w Polsce tak nas nie lubia, dlaczego jest tyle agresji w wypowiedziach, dziwne to. z tego co widze to wiekszosc moich znajomych wysyla do Polski mnostwo pieniedzy, paczek czyli wspiera swoje rodziny. zrozumialym bylo by wykrzesac choc troche wdziecznosci a nie totalna niechec.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: -1 [1]
~satyryk [2014-02-03 04:49]

Dlaczego wolność ma oblicza rasizmu.Usa za darmo sprzedaje swoich astystów a obcym robi pod górke?Poniewaz $ jest waluta wyłacznie na uzytek wewnetrzny i ma wymiar kartek na mieso z okresu stanu wojennego.gdyby tak nie było Prawda o KOmunizmie =Korporacjonizm stałaby sie powszechna.Ukrywany skrzetnie Totalitaryzm Ekonomiczny ujawnia sie własnie w tym artykule.A opieka zdrowia w tym podobno najbogatszym obozie pracy to kabaret dla ekonomistów.

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~Polonista [2014-02-03 04:29]

Napszykłat - Lol ?!!? - :-)

odpowiedz

Ocena: +3 [7]
~unclesam [2014-02-03 02:13]

Niestety taka jest prawda tu zanic sie nie zyje jestem obywatelem emerytem I jak sie nie posiada aby placic extra ubezpieczenie na zdrowie tzw. MEDICARE servis medyczny to klapa wizyta bez tego kosztuje $300 za doslownie kilka minut a juz o szpitalu to zapomniec bylem w 2012 z powodu krwawienia z zoladka cztery dni to tylko $33.000 ale ubezpieczenie pokrywa gdyz placimy z zona po $135.00 miesiecznie za kazde osobno oraz kazda wizyta u specjalisty to znizka $60.00 jak cos nagle to szpital $65.00 wizyta a jak cos powaznego to juz placi ubezpieczenie ale jest wtedy taka oplata $200.00 za tzw.doplata do ubezpieczenia I wtedy juz nic wiecej nie kosztuje jak zabiegi operacje itp. No coz to nie kraj ktory posiada rozwinienta pomoc spoleczna prawie wcale a dlaczego tak pisze. Jest popmoc medyczna darmo tak zwana Obama Care to jest nic innego jak walfare czyli opieka dla ludzi bez pieniedzy w banku kompletnie mozna miec tylko cos okolo $3.000 I grosza wiecej. Taka to jest sprawa zycia w ameryce niech nikt sobie nie mysli ze tutaj daja cokolwiek darmo O nie.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~NoTak [2014-02-03 03:36]

NO tak - a w Polszy za Tu...ka to mamy RAJ ha ha ha. nie rozśmieszajcie (naszego ?) upodlonego Narodu.

odpowiedz

Ocena: +2 [6]
~gosc [2014-02-03 02:58]

Ja jakos nie mialam problemu z wiza i ciesze sie ze mieszkam w USA

odpowiedz

Ocena: +1 [3]
~taaaaaa [2014-02-03 02:26]

okupanci robia wszystko,,,,,,,,polska nie dla polakow..............

odpowiedz

Ocena: +1 [9]
~gość [2014-02-03 01:41]

Co jest nie spotykane w Europie?Otóż prawda jest taka,że w Polsce jak chce się gdzieś zagrać,to niestety trzeba za to zapłacić.Trzeba zapłacić za wynajem klubu,akustykowi,ochronie itd.Ewentualne pieniążki jakie dostaje zespół,to ze sprzedanych biletów.Kluby zapraszają ale o zapłacie nie ma mowy,chociaż same podczas imprez kroją grube sianko za alkohol wypity przez gości którzy na imprezę przyjdą.Ciężko nawet o zwrot kosztów podróży.Najlepiej jakby zespół przyjechał za swoje,za wszystko wyłożył,zagrał a potem spakował się i pojechał do domu.Proszę zapoznać się z realiami jakie panują w Polsce a potem pisać artykuły.Pozdrawiam.

odpowiedz

Ocena: +1 [11]
~mogę wszystko [2014-02-03 01:09]

Ziemia obiecana to POLSKA!!!!!!

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -2 [12]
~Polak [2014-02-03 01:14]

Ameryka to już syf, pieniądze i to duże zrobić można w Rosji, Chinach ale pod warunkiem że się ma naprawdę talent, Polakom to na razie nie grozi, bo tu nie ma talentów a jak jakiś przypadkowo wypłynie jak np. Urbańska to nikt nie potrafi się nim zająć albo jest od razu uwalany, Polacy nie myślą jak ludzie z talentem, myślą jak niewolnicy

odpowiedz

Ocena: -2 [6]
~gosc [2014-02-03 01:04]

Mój wujek był wstanach ponad 20 lat temu , miał nie wrócić , wrócił po 2 miesiącach ,pracował jako roznośićiel gazet , zarobił tyle co nic, tyko na bilet powrotny mial, kiedy wrocił powiedział Ameryka to dla byka dodał tu jest ameryka, poprzez ciężka prace w samochodowym/warsztatowym biznesie , odklądąjac kaądy grosz przez wiele lat dorobił się wielu rzeczy ,mimo tego nie odbiłu mu od nadmiaru $ i dalej pracuje i wklada grosz w interes :)

odpowiedz

Ocena: -1 [15]
~jedrek [2014-02-03 01:04]

dymac usa, i hate usa, Canada gora nawet na mapie czyz nie ?

odpowiedz

Ocena: +1 [11]
~Optymista [2014-02-03 01:02]

kochani polscy artysci jezeli nie przyjezdrzajcie tutaj no i po co ? zyjcie i tworzycie w Polsce u siebie dla swoich fanow a tutaj dla kogo bedziecie spiewac ? dla Amerykanow ? przepraszam tzn dla kogo bialego murzyna Azjaty albo moze Meksyka czy Polonusa z Lomzy albo Bialegostoku ? ten caly "American dream " to jedne wielkie oszustwo zycie tutaj w USA to ciagla walka i tylko niektorym sie uda wygrac reszta to wielkie rozczarowanie i porazka no ale po powrocie do Polski zaden znany polski artysta o tym nie wspomni no bo i po co ? a szkoda dobrze by bylo znac cala prawde ,a samym talentem i ciezka praca do sie donikad zajdzie bez kontaktow ukladow kumoterstwa nie ma zaden artysta szans tu chodzi o pieniadze a tu sentymentow nie ma tu jest brutalna walka i tylko w Tv wszystko wyglada tak ladnie pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia .

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~Taka prawda [2014-02-03 00:42]

Prawda jest taka, że w USA trzeba ciężko pracować na sukces! Tatuś na partyjnym stołku to za mało żeby się wybić! Trzeba mieć jeszcze talent!!! Układy to za mało! W USA rządzi realny kapitalizm. Nie to co w POlszy! Sockapitalistyczm dla wybranych!!! Gdybyśmy zaadaptowali amerykański cud, to mordy które oglądamy w sejmie od roku 80-tego, dawno przykryłaby patyna niepamięci! Prawda jest taka, że od upadku "komuny" POlską rządzi partyjny układ mafijny... Nie uchwali żadnej ustawy przeciw sobie!!! Tylko rewolucja może uratować Polaków od nędzy i ekonomicznej zagłady!!! Taka prawda!!!

odpowiedz