szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

24 StyczniaNajnowsze wiadomości

24 Stycznia Najnowsze plotki

"Sentymentalna podróż" (rozmowa z Agą Zaryan)

2013-11-19   A A A
 
Dojście do tej komfortowej sytuacji, kiedy możesz utrzymać się z muzyki, musiało wiązać się z różnymi decyzjami i perspektywami kompromisów. Nie jesteś gwiazdą pop, nie musisz zastanawiać się, na jakiej imprezie warto się pokazać. Ale czy były oferty, np. śpiewania w chórkach, które mogły okazać się twoją przepustką do mainstreamu?

Aga Zaryan:
Na początku miałam kilka komercyjnych propozycji, ale były mi one nie po drodze. Nie chciałam wejść w ten świat muzyki popularnej i widzę z perspektywy czasu, że była to moja najlepsza decyzja. Z bywaniem na imprezach jest tak, że jeśli cię zapraszają, a ty się nie pojawiasz, to z czasem o tobie zapominają. W końcu tam ludzie sami się pchają drzwiami i oknami. Nie muszę i nie chcę dzielić się swoim życiem prywatnym. Oczywiście napływały różne propozycje, np. sesja zdjęciowa w ciąży. Gdybym zaczęła pojawiać się z mężem na okładkach i pokazywać dziecko w mediach, to byłoby o mnie głośno. Tylko, że moi słuchacze na to na szczęście nie czekają. Jestem na obrzeżach tej branży, a moi słuchacze kupują albumy i przychodzą na koncerty. Interesuje ich moja muzyka, a nie życie prywatnie.

Na stałe mieszkasz w Polsce?

Aga Zaryan:
Krążę po świecie, ale mieszkam w Warszawie, na Żoliborzu. W Stanach bywam regularnie. Niebawem lecę tam znowu na koncerty. W Polsce mam poczucie pewnej misji. Jazz był u nas zawsze popularny. Ma się bardzo dobrze już od czasów powojennych. Ta muzyka cały czas dotyka ludzi, bo jest niezwykle organiczna i szczera. Odbiór naszych nowych piosenek jest fantastyczny. W każdym miejscu, gdzie graliśmy, dostawaliśmy owacje na stojąco. Ludzie szukają alternatywy dla miałkich piosenek na jedno kopyto, serwowanych w komercyjnych rozgłośniach.

Nie jest trochę tak, że to środowisko jazzowe w Polsce jest dość skostniałe?

Aga Zaryan:
Mam wrażenie, że ono w dużej mierze nie odnalazło się w nowych realiach. Mamy starszych artystów, którzy zasługują na o wiele większe uznanie. Młodsze pokolenia radzą sobie dużo lepiej. Teraz wyjazd do Nowego Jorku nie jest już problemem. Wystarczy odłożyć trochę pieniędzy. Dla muzyków, którzy żyli za żelazną kurtyną, taki wyjazd graniczył z cudem. Cieszę się, że żyję w czasach, gdzie dzisiaj mogę być w Warszawie, pojutrze w Nowym Jorku, a za kolejne dwa dni w Tokio. Koncertuję od Japonii po Islandię. Występowałam w wielu krajach europejskich, w Chinach, Rosji, Stanach, Turcji. Ta muzyka jest tak uniwersalna, że znajduje odbiorców wszędzie. Nie występowałam w miejscu, gdzie miałabym poczucie, że jazz jest czymś niezrozumiałym. Najdziwniej było w Chinach, gdzie jazz jest zakazany ze względów politycznych. Tam jest to muzyka dla odważnych. To muzyka wolności, a przecież w Chinach wolności nie zaznasz. Zaśpiewałam na jedynym jazzowym festiwalu. Kiedy grupa dzieci zaczęła się kołysać w rytm muzyki pod ogromną sceną w parku. Strażnicy, szybko zabrali je spod sceny. Taka mentalność nie sprzyja jazzowi, która stawia na spontaniczność.



Myślisz już o autorskim materiale?

Aga Zaryan:
Lada dzień ruszamy w trasę koncertową po Polsce, potem po Stanach. W listopadzie i grudniu zagramy kilkanaście koncertów. Później festiwale. W przyszłym roku jest 70-lecie powstania warszawskiego, więc pewnie będziemy grać piosenki z „Umiera piękno” i może przygotujemy jeszcze coś specjalnego z tej okazji. A płyta autorska? Może na czterdziestkę. W sumie to już nie tak długo… Po nowym roku zastanowię się co dalej, pomysłów mam kilka. Teraz żyję nowym albumem i cieszę się, że mogę się nim dzielić.

Wiekiem specjalnie się nie stresujesz?

Aga Zaryan:
Gdybym była gwiazdą popu to będąc przed czterdziestką musiałabym zacząć myśleć o emeryturze, a przynajmniej kilku operacjach plastycznych. Już czułabym na plecach oddech kilku młodszych pokoleń. Cudownie zajmować się jazzem. Mam wrażenie, że najlepsze jest cały czas przede mną. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, będę mogła tak, jak bohaterki tego albumu, śpiewać do końca. Jest to co prawda już mój 8 album, ale mam poczucie, że jeszcze wiele projektów przede mną. Póki co poznajcie nowe oblicze ducha Niny Simone i Abbey Lincoln. To piękne duchy!

Karolina Wanat/ fot. Mateusz Stankiewicz
oceń
18
4
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +2 [2]
~ss [2013-11-23 15:53]

polska jest pełna nieudaczników wystarczy włączyc tvn wejsc na wp wszedzie ich facjaty

odpowiedz

Ocena: +5 [9]
~********YARO********* [2013-11-21 07:31]

W PRZECIWIEŃSTWIE DO NIEJ, JA I ZAPEWNE MILIONY POLAKÓW MARTWIMY SIĘ O EMERYTURĘ.... CZY W OGÓLE BĘDZIE, JEŚLI TAK CZY BĘDZIE GODNA, A JEŚLI NIE CZY DA SIĘ ZA NIĄ PRZEŻYĆ CAŁY MIESIĄC????

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
kaczor8615 [2013-11-23 15:44]

zapraszam na spodkanie fundusz emerytalny AXA ostatnie dane to 11% w ostatnich 6 miesiącach jaki bank nam to zaoferuje ?

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~irek [2013-11-23 15:18]

Mam jej wszystkie płyty !

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~ola [2013-11-23 09:44]

jej czy ja

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~grajek [2013-11-21 09:51]

ja lubię patrzyć na czyjś sukces, jak to często z artystami bywa nie wszystko jest takie kolorowe.... 360 dni ciężkiej pracy i chwila uwagi w mediach :) ale o tym się raczej nie mówi. czy ktoś słyszał jak ona śpiewa?! (to jest powód do dumy narodowej)

odpowiedz

Ocena: -10 [10]
~olo [2013-11-21 08:12]

Mnie niestety martwi przyszła emerytura i to bardzo, z chęcią zaczęłabym oszczędzać tylko nie wiem jak do tego się zabrać. Coraz częściej myślę, że spotkanie z dobrym doradcą finansowym Open Financ byłoby najlepszym wyjściem.

odpowiedz