szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

9 GrudniaNajnowsze wiadomości

9 Grudnia Najnowsze plotki

"Miley Cyrus jest jak wypadek samochodowy" (rozmowa z Billy Talent)

2013-11-05   A A A
 

Chłopaki z Billy Talent grają już ze sobą ponad 20 lat. Na koncie mają cztery płyty, a w ramach promocji tej ostatniej - "Dead Silence" - w listopadzie znów odwiedzili Polskę. Z basistą formacji, Jonathanem Gallantem, rozmawialiśmy o życiu w trasie, sytuacjach, kiedy ma się już wszystkiego dość i wielkim, czarnym dildo, które wyrosło mu przed ustami zamiast mikrofonu.



Gracie już razem od ponad 20 lat. Brzmi to jak całkiem poważny związek. Prawie jak małżeństwo.

Jonathan Gallant:
Coś w tym rzeczywiście jest…

Dorośliście przez ten czas?

Jonathan Gallant:
Kiedy zaczynaliśmy, byliśmy jeszcze gówniarzami. Zebraliśmy mnóstwo doświadczeń: tych mniej i bardziej muzycznych. Wydorośleliśmy, ale duchem wciąż pozostajemy młodzi. Najważniejsze, że nadal kochamy to, co robimy.

Z Benem znaliście się zanim powstał Billy Talent.

Jonathan Gallant:
Był jeszcze z nami Aaron. Kiedy mieliśmy 15, może 16 lat, założyliśmy razem zespół. Trochę pograliśmy, a później zwerbowaliśmy Iana i tak powstał Billy Talent.

Od samego początku graliście punk-rocka?

Jonathan Gallant:
Kiedy jesteś młody, czerpiesz inspiracje z najróżniejszych źródeł. Na początku sporo eksperymentowaliśmy. W repertuarze mieliśmy na przykład covery Rage Against The Machine. Dorastaliśmy w erze grunge’u, kiedy wszyscy słuchali Pearl Jam, Soundgarden czy Stone Temple Pilots. Siłą rzeczy te zespoły miały na nas olbrzymi wpływ. Pomału zaczęliśmy poznawać punk-rock.

Trasy koncertowe pochłaniają sporo waszego czasu. Bycie na scenie to na pewno przyjemność, ale czasami musi dopadać was też zmęczenie związane z ciągłym podróżowaniem.

Jonathan Gallant:
To prawda. Są chwile, kiedy po prostu masz już dość. Nigdy jednak nie wpływa to na nasze występy. Koncerty to czysta przyjemność. Zdarzają się jednak momenty, kiedy przyjeżdżamy do kolejnego miasta, a ja myślę tylko o tym, że wolałbym być w domu. W weekend graliśmy w Detroit. Mój syn miał wtedy urodziny, moja mama trafiła do szpitala. Chciałem być wtedy przy nich.

Był taki moment, kiedy fizycznie nie wytrzymałeś ciągłego życia w trasie?

Jonathan Gallant:
Nie. Aaron miał problemy z kręgosłupem, później przeszedł operację serca. Staram się dbać o siebie, dobrze się odżywiać i odpoczywać. Nie imprezujemy już tak, jak kiedyś. Dopiero kiedy wracam do domu, zdaję sobie sprawę, jaki jestem zmęczony.



Ile z tego, co dzieje się pod sceną, rejestrujesz podczas koncertu?

Jonathan Gallant:
Na scenie jestem trochę zagubiony. Z jednej strony czerpię radość z tej chwili i odbieram docierające od publiczności bodźce. Jednocześnie muszę skupić się na graniu. Mamy wspaniałych fanów, więc zawsze jest na co popatrzeć.

Masz jakieś wyjątkowe wspomnienie z koncertu?

Jonathan Gallant:
Podczas koncertu w Warszawie stałem się ofiarą żartu. Wyszliśmy na bis, a mój mikrofon został zastąpiony wielkim, czarnym dildo. Nie zauważyłem tego, dopóki nie zacząłem śpiewać. Robimy sobie takie żarty żeby rozładować atmosferę. Trzeba sobie jakoś radzić, kiedy podróżuje się z 12 facetami.

Zdarza się, że macie się nawzajem serdecznie dość?

Jonathan Gallant:
Cały czas. Dlatego sporo czytam. Obecnie - piątą część „Gry o tron”.

Myślicie już o nowym materiale?

Jonathan Gallant:
Ian ma już kilka pomysłów. Kiedy skończymy trasę weźmiemy kilka miesięcy wolnego, a potem zaczniemy pisać kolejny album.

Śledzisz to, co dzieje się w muzycznym show-biznesie?

Jonathan Gallant:
Czasami ciężko jest się od tego odciąć. Tak jak teraz niemożliwe jest trzymać się z dala od Miley Cyrus. Jest wszędzie. Nawet poważne gazety podejmują jej temat. Jeśli chodzi o pop kulturę, to są pewne jej aspekty, które uwielbiam. Jak filmy Marvela. Ale pop to zupełnie nie dla mnie. Spodobał mi się list, który Sinead napisała do Miley.

Dlaczego nagość wciąż prowokuje takie dyskusje? Wydawałoby się, że w kwestii golizny widzieliśmy już przecież wszystko.

Jonathan Gallant:
Wydaje mi się, że w Stanach, w przeciwieństwie do Europy, nagość to wciąż głośny temat. Dla was to nic wielkiego, a Amerykanów obnażanie się wciąż szokuje. Pamiętasz jak Justin odsłonił sutek Janet Jackson? Rozmawiałem wtedy z moimi znajomymi z Niemiec i dla nich był to po prostu powód do żartów. W Stanach zrobiła się z tego wielka sprawa. Mój Boże, przecież wszyscy mamy sutki, cycki. Widać je wszędzie.

Miley Cyrus jest według mnie głupia i infantylna. Wkurza mnie, że małe dziewczynki będą traktować ją jako wzorzec. Wolałbym, żeby podziwiały kogoś inteligentniejszego. Na przykład taka Lorde. Ma 16 lat, pisze świetne piosenki z błyskotliwymi tekstami i do tego nie obmacuje się przy wszystkich. Miley może ma talent, może potrafi śpiewać, ale jest jak wypadek samochodowy. Ciężko oderwać od niej wzrok, ale nie jest to pozytywne zjawisko.

Grupa Billy Talent wystąpi 6 listopada w warszawskiej Stodole i dzień później w krakowskim klubie Studio. W roli supportu pojawią się dwa zespoły: The Wonder Years (Warszawa i Kraków) oraz Heroes Get Remembered (Warszawa).

Karolina Wanat/ fot. Warner
oceń
12
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!