szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


najpopularniejsze galerie

najnowsze teledyski

Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz

więcej

7 KwietniaNajnowsze wiadomości

7 Kwietnia Najnowsze plotki

"Nie piję, nie palę. Kiedy chcę zaszaleć, gram" (rozmowa z Richardem Boną)

2013-09-16   A A A
 

Chociaż jego początki nie należały do łatwych, dziś jest jednym z najsłynniejszych muzyków jazzowych na świecie. W sierpniu premierę miał jego najnowszy album "Bonafied". Natomiast w październiku po raz kolejny przyjedzie do Polski. Jak przyznaje, z poprzednich wizyt w naszym kraju wyniósł wyłącznie pozytywne wspomnienia.

W wywiadzie dla WP.PL Bona opowiedział między innymi o trudnym dzieciństwie, jego dziadku i mamie, najważniejszej lekcji w życiu oraz swoich ulubionych polskich muzykach. Co sądzi o Tomaszu Stańce czy Annie Marii Jopek? Przeczytaj naszą rozmowę.


Słowo "bonafied" brzmi jak określenie stanu umysłu. Jak byś opisał jego znaczenie?

Richard Bona:
Jeśli poczujesz ten stan, oznacza to, że doznałeś czegoś naprawdę autentycznego i oryginalnego.


Gdzie należy szukać źródła twoich inspiracji przy tworzeniu tego materiału?

Richard Bona:
Album zadedykowałem mojemu dziadkowi, który wprowadził mnie w świat muzyki i pomógł zbudować pierwszy instrument. Chciałem tą płytą opowiedzieć historie, które on przekazał mi, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Moje pierwsze występy sceniczne odbywały się z jego zespołem.


Dziadek nie jest jedyną osobą, której zadedykowałeś to wydawnictwo. Złożyłeś nim także hołd swojej mamie. Opowiedz mi więcej o relacjach między wami.

Richard Bona:
To coś pięknego. Teraz mam 40 lat, a ona wciąż się mną opiekuje. Robi to odkąd byłem małym chłopcem. Nawet dziś obudziła mnie i zrobiła pyszne śniadanie. Także w kwestii muzyki służy mi ogromnym wsparciem. Nic się w tej kwestii nie zmienia.


Miałeś trudne dzieciństwo?

Richard Bona:
Pamiętam, że tam, gdzie dorastałem nie było żadnych szkół. Dopiero w wieku 12 lat zacząłem jeździć do miasta. Byłem muzykiem z dużym potencjałem, ale nie potrafiłem pisać, ani czytać. Dlatego mama w końcu posłała mnie do szkoły. Niestety śmiali się ze mnie, bo nie umiałem liczyć oraz nie znałem alfabetu. Bardzo mnie to wkurzyło i już pierwszego dnia wdałem się w bójkę. Po tym zdarzeniu powiedziałem, że jestem muzykiem i nie potrzebuję chodzić na lekcje. W ten sposób, w ciągu całego życia spędziłem w szkole tylko jeden dzień. Oczywiście nikogo nie zachęcam, aby poszedł tą samą drogą. Trzeba chociaż spróbować i zobaczyć, jak to jest.


Innymi słowy, życie jest najlepszą szkołą?

Richard Bona:
Dokładnie. A najlepszą nauką, jaką możesz z niego wynieść i przekazać innym, to miłość i szacunek dla drugiego człowieka.


Mieszkasz we Francji, a twoje życie jest mocno związane również z Nowym Jorkiem. Jednak w twojej muzyce wpływy afrykańskie są wręcz oczywiste. Jak dużą więź odczuwasz dziś z rodzinnymi stronami?

Richard Bona:
Bardzo dużą. Kiedy zaczynałem przygodę z muzyką, byłem jeszcze chłopcem, a grałem z ludźmi w wieku mojego dziadka. Czułem w tej muzyce ducha moich przodków, co nadal wykorzystuję. Rodzinne strony odwiedzam często. Ale miałem dużo szczęścia, że wyruszyłem w świat. Mój dziadek zawsze mawiał, że najwięcej nauczę się od ludzi, którzy będą inni, niż ja. Jako chłopiec jadłem gołymi rękami. Kiedy zacząłem podróżować i trafiłem do Japonii, nauczyli mnie jeść pałeczkami. W Europie pokazali mi, jak jeść za pomocą widelca, łyżki i noża. Tak samo jest z muzyką. W zależności od tego, z jakimi muzykami przychodzi mi grać, jestem w stanie zaadoptować od nich zupełnie nowe elementy, które łączę z moimi afrykańskimi korzeniami. Chociaż stamtąd pochodzę, moje największe inspiracje czerpałem od białego człowieka z Austrii. Chodzi oczywiście o Joe Zawinula, który odszedł kilka lat temu. Widzisz, muzyka nie ma koloru czy zapachu. Nie możemy jej nawet dotknąć czy zobaczyć. To taki duch.


Kiedy cię słucham, odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo spokojną, pogodzoną z życiem i światem osobą. Zdarza ci się czasami zaszaleć?

Richard Bona:
Czasami szaleję, ale tylko w sensie muzycznym. Jestem tylko człowiekiem i targają mną różne emocje. Ale od tego mam muzykę, aby je wyrazić. Nie piję alkoholu, nie palę. Kiedy chcę zaszaleć, gram.


Spojrzałem jeszcze raz na listę nazwisk, z którymi przyszło ci współpracować przez lata. Przyznam, że jest imponująca. Można odnieść wrażenie, że słyszałeś już wszystko. Czy po tylu doświadczeniach zdarza ci się jeszcze, że zaskakuje cię cudza muzyka?

Richard Bona:
Oczywiście! Podam ci przykład. Zaledwie 3 miesiące temu byłem w studio ze Stevie Wonderem. Wszyscy go kochamy i znamy jego muzykę. Ale po raz pierwszy w życiu, przez 4 dni byłem z nim sam na sam w studio. Coś ci powiem. On jest wielki. Uwielbiałem go już wcześniej, ale teraz uważam, że nie ma sobie równych. To była magia. Czasem wydaje ci się, że wiesz wszystko, aż nagle doświadczasz czegoś takiego.
Albert Kowalczyk/ fot.-Warner Music
oceń
7
1
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!