szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 KwietniaNajnowsze wiadomości

18 Kwietnia Najnowsze plotki

"To było jak miłość od pierwszego wejrzenia" (rozmowa z Icona Pop)

2013-09-04   A A A
 

Dzięki przebojowi "I Love It" stały się jednym z najpopularniejszych żeńskich duetów muzycznych ostatniego roku. Lada moment wychodzi ich debiutancki album. Chociaż droga do obecnej popularności nie była prosta, wciąż pozostają najlepszymi przyjaciółkami. Jak się poznały? Jaką życiową filozofię wyznają? WP.PL rozmawia z Caroline Hjelt z projektu Icona Pop.




Zacznijmy od początku. Jak doszło do waszego spotkania z Aino Jawo i powstania Icona Pop?

Caroline Hjelt:
To miało miejsce mniej więcej 4,5 roku temu. Ona miała złamane serce po rozstaniu z kolesiem, który zostawił ją w nieprzyjemny sposób. Przez dwa tygodnie nie wychodziła z łóżka i wciąż płakała. Wtedy Emily, nasza wspólna przyjaciółka, powiedziała jej, że musi w końcu ruszyć się z domu i zabrała ją na imprezę. Tak się złożyło, że ja ją organizowałam. Sama wtedy też byłam w dołku, bo nic nie wychodziło mi tak jak chciałam, zarówno w muzyce, jak i miłości. Dlatego oddawałam się zabawie i starałam się zatańczyć mój ból.

Kiedy poznałam ją na tej imprezie, to było coś w rodzaju miłości od pierwszego wejrzenia. Czułyśmy, że między nami jest coś szczególnego. Już wtedy powiedziałyśmy sobie, że musimy coś razem zrobić. Z drugiej strony, takie rzeczy zazwyczaj się mówi podczas imprezy, a kiedy wytrzeźwiejesz, myślisz coś kompletnie innego. Ale u nas było inaczej. Aino zadzwoniła do mnie następnego dnia, żeby powiedzieć, że jedzie do mnie z butelką wina i laptopem. Wtedy napisałyśmy naszą pierwszą piosenkę.


Jak duża część waszej działalności opiera się na tak zwanym "girl power"?

Caroline Hjelt:
Praktycznie wszystko co robimy. Wiele dziewczyn walczy ze sobą zamiast starać się wspierać. My cały czas trzymamy się razem. Poza tym już trochę w tym biznesie siedzimy i nie trudno zauważyć, że jest zdominowany przez facetów. Niejednokrotnie zdarzyło nam się, że grałyśmy jakiś set po didżejach-mężczyznach i ktoś do nas podchodził na zasadzie: "Hej dziewczyny, to pewnie wasz pierwszy raz, więc szybko wam wytłumaczę. Tutaj macie przycisk Play". A my najpierw udawałyśmy głupie i bardzo mu dziękowałyśmy, po czym dawałyśmy czadu dużo lepiej, niż ci przed nami. Wszyscy robili wtedy wielkie oczy. 'Girl power' to nasza domena. Ale kochamy facetów.


Chociaż wiele osób nuci pod nosem "Manners", największe zamieszanie wciąż powoduje "I Love it". Ważną przyczyną wybuchu popularności tego kawałka było umieszczenie w serialu "Dziewczyny". Poczułyście tę nagłą zmianę?

Caroline Hjelt:
Mam wrażenie, że już wcześniej sporo osób ją rozpoznawało na koncertach. Ale kiedy pojawił się tamten odcinek "Dziewczyn", rozpętało się piekło. Nagle niemal wszyscy ją znali i śpiewali oraz odnosili się do niej w czadowy sposób.




Czy rzeczywiście jesteście aż takimi buntowniczkami i luzakami, jak w piosenkach i klipach czy może jest w tym trochę pozy?

Caroline Hjelt:
Myślę że w naszym przypadku fajne jest to, że ani ja, ani Aino nie staramy się być w naszej działalności bardziej cool, niż jesteśmy w rzeczywistości. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i muzycznymi dziwakami. Świetnie się bawimy tym, co robimy. Niektórzy doszukują się w nas próżności, ale nie wydaje mi się, żeby zdobyta sława miała od razu wiązać się z zarozumiałością. Po prostu mamy dużo do powiedzenia.


Stworzenie fajnego kawałka i rozkręcenie kariery jako didżejki to jedno, ale nagranie całego albumu to zupełnie inna sprawa. Jak wiele przeszkód napotkałyście podczas pracy nad tym materiałem?

Caroline Hjelt:
To była długa droga. Zaczęłyśmy pisać kawałki ponad 4,5 roku temu. W międzyczasie przeniosłyśmy się do Londynu. Niby było OK, obiecano nam wszystko, czego potrzebowałyśmy. Ale wtedy wszystko się popsuło i postanowiłyśmy, że nie będziemy już współpracować z tamtymi ludźmi. Nagle wróciłyśmy do jednego pokoju z łóżkiem i nie miałyśmy nic. Postanowiłyśmy wrócić do korzeni i pojechałyśmy do Szwecji, gdzie spotkałyśmy fantastyczną ekipę. Bardzo nam pomogli.

Z czasem pojawiły się kolejne oferty i wyleciałyśmy na kilka rozmów w USA. Ostatecznie zdecydowałyśmy się na Atlantic Records. Obecnie nic byśmy nie zmieniły. Ale wcześniej bywało naprawdę ciężko. Wielu osobom wydaje się, że nasz sukces po prostu "się wydarzył". A to była ciężka praca, czasem 24 godziny na dobę.


W waszej karierze dużo się dzieje. Zjeździłyście wiele festiwali, zagrałyście sporo koncertów. Kochacie taki tryb życia czy może szybko zaczynacie szybko tęsknić za domem?

Caroline Hjelt:
Uwielbiamy imprezować z przyjaciółmi, wypić dobre piwo. To oczywiste, że w końcu zaczynasz tęsknić za domem, rodziną i obiadami mamy, ale my od samego początku byłyśmy klubowymi dzieciakami. Nie robiłybyśmy tego, gdyby takie życie nie sprawiało nam radości.


O czym myślisz, kiedy słyszysz gdzieś wzmianki o Polsce?

Caroline Hjelt:
O tym, że chciałabym tam kiedyś pojechać. Cały czas czuję, że to jedno z miejsc, w których musimy zagrać. Ludzie mówili mi już kilkakrotnie, że jest tam bardzo ładnie.

Albert Kowalczyk/ fot.-Warner Music
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!