szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 StyczniaNajnowsze wiadomości

18 Stycznia Najnowsze plotki

"Po raz pierwszy naprawdę wiemy, co robimy" (rozmowa z White Lies)

2013-08-12   A A A
 

13 sierpnia wychodzi ich trzeci album "Big TV", a w listopadzie znów zawitają do Polski (19.11 Poznań, 20.11 Warszawa). Jak się okazuję, z naszym krajem wiążą się dla nich wspomnienia, o jakie trudno gdziekolwiek indziej na świecie. WP.PL rozmawia z Jackiem Brownem, perkusistą White Lies, o najmniej stresującej sesji nagraniowej, skutkach podróżowania i wyznaczniku szczęścia.




W listopadzie ponownie zawitacie do Polski. Szczerze mówiąc, przestałem już liczyć, który to raz. Ale mam wrażenie, że zawsze sprawia wam to wiele radości. Czujecie się tu jak w domu?

Jack Brown:
Nawet dziś z kimś rozmawiałem o tym, że Polska to chyba pierwszy kraj poza Wielką Brytanią, gdzie poczuliśmy, że ludzie naprawdę nas lubią. Kiedy wyszedł debiut i trafił na szczyt sprzedaży na Wyspach, nie zastanawialiśmy się jeszcze, co ludzie sądzą o nas na świecie. Pamiętam, że w którymś momencie dostaliśmy od kogoś maila, że płyta świetnie sobie radzi w Polsce. To było dla nas zarazem dziwne i mocno zaskakujące. Teraz, za każdym razem, kiedy do was wracamy, mamy wspaniałe wspomnienia z koncertu oraz tego, co dzieje się po występie - wychodzimy do klubów i świetnie się bawimy.


A potrafisz przytoczyć któreś z tych wspomnień?

Jack Brown:
Pamiętam, że po jednym z koncertów, poszliśmy do klubu, gdzie Charles zagrał własny set jako DJ. Spotkaliśmy tam znajomych i bawiliśmy się praktycznie całą noc, a potem razem oglądaliśmy wschód słońca. Przyznam, że jest naprawdę niewiele miejsc, gdzie moglibyśmy sobie na coś takiego pozwolić.


Słuchając "Big TV" mam wrażenie, że brzmicie, jakbyście nagrywali go zupełnie bezstresowo. Niektóre melodie brzmią wręcz optymistycznie. Jak dużo wolności twórczej dostaliście?

Jack Brown:
Rzeczywiście, ze wszystkich albumów, jakie nagraliśmy, "Big TV" wiązał się z najmniejszym możliwym stresem. Nikt nie wywierał na nas żadnej presji. Już wcześniej zdecydowaliśmy, że po trasie promującej "Ritual" zrobimy sobie kilka miesięcy przerwy. Potem postanowiliśmy, że zaczniemy wszystko od początku i poświęcimy temu albumowi tyle czasu, ile faktycznie będzie potrzeba. To był bardzo przyjemny proces. Zrobiliśmy wszystko, co chcieliśmy i nikt nas nie pośpieszał. Przy innych albumach mnóstwo czasu w studio spędzaliśmy z myślą, że ktoś wywiera na nas czasową presję.


Na "Big TV" autorem tekstów ponownie jest Charles, ale może jest wśród nich taki, z którym się identyfikujesz?

Jack Brown:
Szczerze, to nawet kilka. Wiele z tych tekstów opowiada o podróżowaniu w nowe miejsca, a podczas tras koncertowych czasami odnajduję siebie w podobnych sytuacjach - co kilka dnie nowe miasto. To dosyć dezorientujące. Szczególnie podoba mi się tekst do utworu "Mother Tongue". Opowiada o osobie, która przeprowadziła się do innego miejsca na świecie i powoli zaczęła przyswajać tamtejszy akcent. To generalnie tekst o tym, jak zmienia cię miasto, w którym żyjesz.


Z kolei w tytułowym kawałku mowa jest o mieszkaniu z łóżkiem i wielkim telewizorem, jakby rozmiar ekranu był dziś wyznacznikiem szczęścia.

Jack Brown:
To bardzo dobra interpretacja. W tym kawałku wielki telewizor reprezentuje sukces, jakieś wielkie osiągnięcie. W tekście pojawia się dziewczyna, która wyprowadziła się ze wsi do miasta poszukując lepszego życia i w pewnym momencie wydaje jej się, że osiągnęła swój cel, bo ma jednopokojowe mieszkanie z gigantycznym telewizorem. Według niej tyle jest w życiu potrzeba do szczęścia.


Po oczach bije okładka albumu, czyli obraz "Pilot 2" Michaela Kagana. Czy jest w tym jakieś dodatkowe znaczenie czy po prostu ta grafika przypadła wam do gustu?

Jack Brown:
Do momentu znalezienia tego obrazu mieliśmy spory problem z okładką. Michael Kagan jest akurat przyjacielem naszego przyjaciela. Okazało się, że bardzo nas lubi i zaproponował nam swoje dwa obrazy. Ten spodobał nam się szczególnie, ponieważ świetnie ujmuje nastrój albumu. Ciężko mi nawet powiedzieć dlaczego. Po prostu jest coś w spojrzeniu tego człowieka. Jest zarazem bardzo melancholijny, ale i kolorowy. Już wiele osób pisało do nas, że według nich ten obraz świetnie pasuje do zawartości albumu.


Choć słuchaczom może się to wydać naturalne, trzeci dobry album to jednak poważne osiągnięcie dla zespołu. Na płycie słychać, że pod względem muzycznym się rozwijacie. A jak od początku istnienia grupy zmieniły się wasze relacje osobiste?

Jack Brown:
My zawsze byliśmy bliskimi kolegami. Myślę, że nasze relacje są mniej więcej takie same, jak 5 lat temu, kiedy stworzyliśmy White Lies, a nawet 10 lat temu, kiedy w ogóle zaczęliśmy razem grać. To bardzo ważne, bo uczy nas wzajemnej pokory. Mam nadzieję, że ta sytuacja nigdy się nie zmieni. Natomiast na pewno zmieniliśmy się jako zespół. Potrafimy dziś podejmować decyzje z większą pewnością siebie i bardziej wierzymy w swoje możliwości. Poza tym czujemy, że mamy fanów na całym świecie. Dzięki tym elementom, mamy więcej kontroli nad tym, co robimy. Pod tym względem mogę śmiało powiedzieć, że "Big TV" jest naszym najlepszym albumem. Po raz pierwszy naprawdę wiemy, co robimy.
Albert Kowalczyk/ fot.- Universal Music Polska
oceń
3
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!