szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


najpopularniejsze galerie

najnowsze teledyski

Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz

więcej

21 StyczniaNajnowsze wiadomości

21 Stycznia Najnowsze plotki

"Wiele razy zdradziliśmy fanów" (rozmowa z Fucked Up)

2013-08-06   A A A
 

Koncerty Fucked Up to żywioł. Pot zalewa oczy, a w każdej chwili pod pachę może przygarnąć cię wielki jak góra Damian Abraham. 4 sierpnia grupa ponownie wystąpiła na OFF Festivalu. Kiedy po swoim dzikim koncercie muzycy wzięli prysznic i przebrali się, mieliśmy okazję zadać kilka pytań perkusiście formacji - Jonahowi Falco.




Dobrze grasz w hokeja?

Jonah Falco:
Jako Kanadyjczyk powinienem, ale jestem w tym beznadziejny.

Bo wiesz, oglądając wasze koncerty można znaleźć kilka punktów wspólnych ze sportem. Trochę zapasów, hektolitry potu…

Jonah Falco:
Coś w tym jest. Podczas występów noszę sportowe spodenki i rzeczywiście mocno się pocę… BBC zrobiło materiał o tym, że perkusiści mają taką samą wytrzymałość jak piłkarze Premier League (śmiech). A zapasy? Damian jest idealnym frontmanem. Wpada w tłum ludzi, chwyta kogoś, wyrzuca go w powietrze… Nad wszystkim oczywiście panuje. Publiczność z jednej strony jest lekko przerażona tym, co się dzieje, a jednocześnie chce być jak najbliżej. Nikomu nie dzieje się krzywda i wiedzą, że są zaproszeni do wspólnej zabawy.

Damian zachowywał się tak żywiołowo już podczas pierwszych występów w Fucked Up?

Jonah Falco:
Na początku był bardzo agresywny i nieobliczalny, ale niewiele miało to wspólnego z bezpieczeństwem. Był nieokiełznany. Wtedy mieliśmy trochę inne myślenie. Wyznaczyliśmy pewną granicę, oddzielającą nas od ludzi. My byliśmy po tej stronie, oni po tamtej. Z czasem zrozumieliśmy jakie to bezsensowne i że w występach na żywo chodzi o coś więcej. Zaczęliśmy zacierać tę barierę. Uwalniać energię wspólnie z publicznością.



Jesteście jednym z tych zespołów, które pokazują, jak wiele nieobliczalnych rzeczy można zrobić z muzyką.

Jonah Falco:
Wypracowaliśmy sobie luksusową sytuację, kiedy możemy robić wszystko, na co mamy ochotę. Wyeliminowaliśmy jakiekolwiek oczekiwania w stosunku do naszego zespołu. Kiedy Fucked Up zaczynał, byliśmy bardzo dosłowni w tym, co robiliśmy. Wszystko się ze sobą zgadzało: wywodzimy się ze sceny hardcorowej, lubimy muzykę hardcorową, gramy hardcore. Jednak rozwój był nieunikniony. Pewne rzeczy zaczynały się zmieniać. Z każdą kolejną płytą psuliśmy oczekiwania fanów. Nie mieliśmy problemu z nagraniem bardziej melodyjnego albumu. Pisaliśmy bardzo długie kawałki, a potem krótkie. Fani poczuli się zdradzeni tak wiele razy, że w końcu porzucili jakąkolwiek nadzieję. Dzięki temu mamy tę wolność robienia muzycznie tego, na co tylko mamy ochotę. Świetnie wpływa to na naszą kreatywność.

Ma to coś wspólnego z potrzebą rozwoju? Przesuwaniem granic w muzyce?

Jonah Falco:
Dzieje się to trochę nieświadomie. Nie zakładamy sobie żadnych konkretnych celów. Nie myślimy o tych granicach. Obchodzimy je raczej dookoła i wtedy okazuje się, że docieramy na nowe tereny.

Często chodzisz na koncerty?

Jonah Falco:
Szczerze? Kiedy wracam z trasy jestem tak zmęczony, że nie. Ale jesteśmy tutaj, na festiwalu. Tak wygląda większość dni w moim życiu.

Czego jako widz oczekujesz po koncertach, na które chodzisz?

Jonah Falco:
Chcę widzieć zaangażowanie muzyków, co u każdego wykonawcy może tak naprawdę oznaczać coś innego. Muzyka nie musi być koniecznie wyszukana, może być wręcz przewidywalna. Chodzi o uwolnienie pewnych pokładów energii.

Możesz podać jakiś przykład?

Jonah Falco:
Czeski zespół Complicite Candide. Zagraliśmy z nimi kilka koncertów. Wcześniej nie miałem pojęcia o ich istnieniu. Całkiem nieźle posługują się swoimi instrumentami, a do tego dochodzi ta czysta radość i potrzeba grania. Muszą pozbywać się tej energii, żeby radzić sobie z rzeczywistością.

Wspomniałeś też o ich czysto technicznych umiejętnościach.

Jonah Falco:
To też jest dla mnie ważne. Kiedy zespół potrafi płynnie mówić językiem muzyki. Popatrz na Deerhunter. Są fenomenalnymi muzykami, a do tego mają coś do przekazania.

Zastanawiam się na ile te techniczne umiejętności, których szukasz u innych muzyków, biorą się stąd, że jesteś perkusistą.

Jonah Falco:
Perkusiści borykają się z jednym zasadniczym kompleksem. Dużo robią, a niewielu potrafi docenić ich pracę. Rolą bębniarza jest podążanie za pozostałymi muzykami w zespole. Odnoszenie się do każdego dźwięku, który wydobywają ze swoich instrumentów. Perkusja nauczyła mnie bardziej aktywnego słuchania muzyki.

Fucked Up to twój pierwszy zespół?

Jonah Falco:
To mój pierwszy „profesjonalny” zespół. Wcześniej jak i teraz grałem w innych grupach. Z Fucked Up robię jednak najwięcej kilometrów. Aktualnie gram jeszcze w punkowo-hardcorowym projekcie Career Suicide. Z jednym z członków Fucked Up mamy zespół Smartboys. To taka bardziej popowa wersja Fucked Up. Mam też własny solowy projekt. Gram na gitarze, śpiewam…

Co chcesz dzisiaj zobaczyć?

Jonah Falco:
My Bloody Valentine. Są niesamowici. Widziałem ich koncert w Toronto. Było tak głośno, że jeden gość stracił przytomność, a innemu poszła krew z nosa. Zobaczymy, co wydarzy się tutaj.


Co się wydarzyło na tegorocznym OFF-ie? Sprawdźcie naszą relację.



Karolina Wanat/ fot. mat. promocyjne
oceń
5
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [2]
~jjjjj [2013-08-22 21:18]

on jest nienormalny....
on jest nienormalny....

odpowiedz