szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

23 StyczniaNajnowsze wiadomości

23 Stycznia Najnowsze plotki

"Po tylu latach ciągle zdarza mi się trochę powygłupiać" (rozmowa z Michaelem Boltonem)

2013-05-07   A A A
 

Po blisko 4 dekadach na scenie jest dziś jednym z najsłynniejszych piosenkarzy na świecie. Lada moment zagra po raz kolejny w Polsce. Już 8.05 wystąpi w Zabrzu, a 10.05 w Warszawie. W szczerej rozmowie z WP.PL Michael Bolton opowiada między innymi o przepisie na wieczną młodość, szalonej współpracy z The Lonely Island, bolesnym okresie życia oraz poprzednich wizytach w naszym kraju.




W lutym skończyłeś 60 lat. Gratulacje! Ciągle świetnie wyglądasz. Czy to kwestia odpowiednich ćwiczeń i diety czy raczej czegoś w rodzaju życiowej filozofii?

Michael Bolton:
Kiedy kochasz to, co robisz, twoja praca sprawia, że ciągle patrzysz w przyszłość z nadzieją. Ciągle snujesz plany i jesteś podekscytowany możliwością ich realizacji. To coś kompletnie innego, niż pokazywanie się co rano w konkretnej firmie i wypracowanie określonego czasu. Oczywiście tego rodzaju zawody również są potrzebne, ale kluczem do spełnienia zawsze jest miłość do tego, co robisz. To ona sprawiła, że cały czas miałem energię podróżować po świecie. Mam w sobie mnóstwo pokory i wdzięczności za każdy pojedynczy koncert.


Jednak mimo pasji i miłości, powoli się starzejesz. Jakie są najbardziej irytujące elementy przekroczenia sześćdziesiątki w przypadku człowieka, który przez wiele osób określany był przez lata mianem seksualnej petardy?

Michael Bolton:
Tak się składa, że magazyn "People" po raz kolejny wybrał mnie jednym z najseksowniejszych mężczyzn na świecie, za co jestem im bardzo wdzięczny. Chociaż może po prostu nie zdają sobie sprawy, ile naprawdę mam lat (śmiech). Z każdym kolejnym rokiem czuję się tak, jakbym miał ich coraz mniej. To niesamowicie ważne, aby nie utożsamiać się za bardzo z metryką. Pamiętam, że jako dziecko obserwowałem pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków, którzy zwalniali tempo i szykowali się na nadchodzącą emeryturę. Wydaje mi się, że takie nastawienie tylko przyśpiesza proces starzenia. W moim przypadku jest inaczej. Po tylu latach ciągle zdarza mi się trochę powygłupiać. Tak sobie myślę, że od dzisiaj chyba zacznę liczyć swoje lata wstecz. To wszystko kwestia mentalności.


Prawie jak Benjamin Button. Nazwałbym tę sytuację "Ciekawym przypadkiem Michaela Boltona" (śmiech Michaela). Skoro wspomniałeś o wygłupach, stosunkowo niedawno zyskałeś na świecie zupełnie nową publiczność dzięki współpracy z grupą The Lonely Island. Jak doszło do nagrania piosenki "Jack Sparrow"?

Michael Bolton:
The Lonely Island nagrywali zabawne materiały wideo dla programu "Saturday Night Live". Łącznie jest ich chyba ponad 100. Kiedy pracowałem nad czymś w studio, wielokrotnie ktoś mnie wołał i pytał, czy widziałem ich najnowszy teledysk. Zbieraliśmy się wokół komputera i oglądaliśmy te klipy na YouTube, gdzie zamieszczają je bez cenzury. Podczas premiery w "SNL" muszą niestety przestrzegać ograniczeń dotyczących ewentualnych wulgaryzmów. W sieci nie mają takiego obowiązku. W każdym razie, klipy The Lonely Island pierwszego wieczoru w telewizji ogląda od 4 do 7 milionów osób. Ale to nic w porównaniu z kolejnymi dniami, kiedy stają się w sieci viralami i przez pewien okres mają około miliona odsłon dziennie.

Pewnego dnia skontaktowali się ze mną w sprawie pewnego pomysłu, który przyszedł im do głowy. Bardzo mi się to spodobało i powiedziałem, że chętnie bym z nimi popracował. Tyle tylko, że pierwsze scenariusze były naprawdę mocne, zdecydowanie bardziej mroczne. Powiedzieli, że popracują jeszcze nad tekstem i przez jakiś czas Andy Samberg wysyłał mi swoje poprawki. Wszystko to trwało około 8 miesięcy. Aż w końcu, kiedy przebywałem w Atlancie, doszliśmy do wersji ostatecznej. Spytali, czy mogę znaleźć jakieś studio, a tych w okolicy było całkiem sporo. Połączyliśmy się na Skypie i w ten sposób wyprodukowali całą sesję nagraniową. Tamtej nocy spędziliśmy około 4 godzin na nagrywaniu.

Potem poleciałem do Nowego Jorku, gdzie mieliśmy tylko 2 dni na nagranie teledysku. Pracowaliśmy po 17 godzin na dobę. Mieli tam całą ekipę charakteryzatorów pracujących przy "Saturday Night Live". Oni mogą zmienić cię w kogokolwiek zechcą. Razem z The Lonely Island cały czas dyskutowaliśmy o tym, jak chcemy to sfilmować. Oni są niesamowici, kiedy pracują razem. Pojawili się z arsenałem kamer i świateł. Zrobiłem w życiu kilka drogich klipów, ale tym razem miałem wręcz wrażenie, że będziemy kręcić prawdziwy film w naprawdę wysokiej jakości.

Następna rzecz, jaką pamiętam, to wieczór premiery w "Saturday Night Live". Stał obok mnie John Mayer i powiedział: "Jutro zobaczysz coś, czego nigdy w życiu jeszcze nie doświadczyłeś. Miliony ludzi na YouTube będą to oglądać i komentować. Niektórzy z nich być może kojarzą twoją muzykę, inni nigdy w życiu o niej nie słyszeli. Ale wszyscy będą analizować ten kawałek". Powiedziałem, że byłoby fajnie i pojechałem do domu. Następnego dnia rano wstaję z łóżka i widzę, jak moja córka siedzi z laptopem z niedowierzaniem przeglądając komentarze pod teledyskiem. Spojrzała na mnie i powiedziała: "Nie uwierzysz, co tu się dzieje". Okazało się, że mamy już milion odsłon. Ale to był dopiero początek kariery piosenki "Jack Sparrow". Przez kolejne dwa tygodnie notowaliśmy po milion odsłon dziennie, a ostatnio świętowaliśmy 105 milionów odtworzeń. To jeden z 4 największych hitów, jakie mieli w życiu. Całe to doświadczenie jest szczególne również dlatego, że mogłem wcielić się w postacie kultowe na całym świecie. Chyba każdy kojarzy "Scarface", "Forresta Gumpa", wie kim jest Jack Sparrow.


I Erin Brockovich.

Michael Bolton:
I Erin Brockovich, której odgrywanie było dla mnie bardzo traumatyczne. Po raz pierwszy zobaczyłem swoją twarz po tej charakteryzacji, kiedy zaczynali już kręcić. W specjalnym monitorze mogłem obejrzeć obraz z kamery. Ten widok nieźle mnie wystraszył. Ale to była niesamowita zabawa. Niemal za każdym razem, kiedy ktoś powiedział "cięcie" i kończyliśmy ujęcie, praktycznie cała ekipa pękała ze śmiechu. Co ciekawe, krótko potem zacząłem dostawać mnóstwo telefonów z innych telewizji, czy nie zrobiłbym z nimi czegoś podobnego. Dzwonili do mnie nawet twórcy "Piratów z Karaibów". Ta przygoda przysporzyła mi również nowych fanów, którzy nie mają nic wspólnego z dotychczasowymi 35 latami na scenie.




Ogromną część twojej historii możemy znaleźć w autobiografii "The Soul Of It All". O których epizodach z życia było ci najtrudniej opowiedzieć?

Michael Bolton:
Było ich kilka. Napisanie tej książki zajęło mi prawie rok. Dodatkowo, w trakcie każdego miesiąca jej tworzenia wydarzały się nowe rzeczy warte odnotowania. Ale podejmując się takiego wyzwania trzeba również poniekąd jeszcze raz przeżyć naprawdę bolesne momenty. W moim przypadku najtrudniejszy był chyba rozwód po 18 latach małżeństwa. Niesamowicie ciężka była wtedy kwestia dzieci. Nagle stałem się tatą odwiedzającym, co było dla mnie bardzo nienaturalne. Dodatkowo wpływał na to rodzaj kariery, jaką obrałem w życiu. I bez rozwodu miewałem problemy z wygospodarowaniem dla nich takiej ilości czasu, jakiej potrzebowałem. Na szczęście wszyscy jakoś przez to przebrnęliśmy, a z córkami mam bardzo bliski kontakt. Ale ponowne przywołanie tych wspomnień było dla mnie bardzo trudne. W pewnym sensie musiałem wtedy nauczyć się żyć na nowo. To ważne, aby zrozumieć, że bez względu na to, czym się w życiu zajmujemy, wszyscy dzielimy te same smutki radości. Kiedy ludzie czytają twoją historię, potrafią się zidentyfikować z niektórymi jej częściami. Ludzie znali mnie już z muzyki, okładek czy generalnej notki biograficznej. Tu chodziło o coś więcej - aby wpuścić ich do środka.

Albert Kowalczyk/fot.- Materiały promocyjne
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Fani Ireny Jarockiej [2013-05-09 20:27]

Zyczymy magicznego Show jutro w Sali Kongresowej - Fani Ireny Jarockiej :)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Julka [2013-05-08 14:30]

Michael to jeden z wykonawców ktorzy osiagneli bardzo duzo a mimow szystko sa skromni i pokorni. Bolton jest bardzo wyluzowany co widać bo sam o sobie mowi 'practical joker', tak samo jak jego znajomi go nazywają. Ksiązka 'The Soul of it All' to jedna z lepszych rzeczy jakie czytałam, Bolton wpuszcza ludzi do srodka opowiadając o swoim dzieciństwie i pnięciu się na szczyt. Juz sie nie moge doczekac warszawskiego koncertu:)!

odpowiedz