szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

23 KwietniaNajnowsze wiadomości

23 Kwietnia Najnowsze plotki

"Ciarki na tyłkach i męska decyzja" (rozmowa z OCN)

2013-04-15   A A A
 

Ocean na polskiej scenie funkcjonuje już 12 lat, a jego członkowie wciąż potrafią czerpać ze swoich koncertów energię i satysfakcję. Nie zawsze było miło. Choć grupie zdarzało się grać do pustej sali i pomimo, że niekoniecznie musicie kojarzyć ich piosenki, coś nareszcie drgnęło. Dostrzeżono to, o czym fani Maćka Wasio i spółki wiedzieli od zawsze. Ten zespół ma potencjał.

Album "Waterfall" jest esencją tego, co zespół wypracował sobie przez ponad dekadę grania. Z wokalistą Maćkiem Wasio mieliśmy okazję porozmawiać o nowej płycie, przyjemnościach, które nie mają ceny i wcale nie takiej mitycznej krainie, gdzie szanuje się muzyków.

Już nie jako Ocean, a jako OCN wydaliście "Waterfall". Rozpoczęliście nowy rozdział w historii zespołu?

Maciek Wasio:
To jest taka krecha, od której zaznaczamy, że wydarzyło się coś nowego. Wcześniej nie graliśmy jako trio, ja nigdy nie byłem jedynym gitarzystą w zespole i dość mocno trzymaliśmy się zasady, żeby wszystkie nasze piosenki były w języku polskim. Skróciliśmy nazwę, bo zespołów Ocean jest na świecie tyle, że nie mielibyśmy najmniejszych szans rozsyłając oferty bookingowe. Poza tym nazywaliśmy się Ocean, a bardzo wiele osób w Polsce nazywało nas "ołszen". W dość oryginalny sposób udało nam się tę nazwę stuningować,

Skąd wzięły się te zmiany? Na ile były to przemyślane decyzje?

Maciek Wasio:
Pewnego pięknego dnia zarejestrowaliśmy trzy piosenki w języku angielskim i wysłaliśmy je na festiwal Sziget. Z okazji 20-lecia imprezy organizatorzy chcieli zaprosić jakiś zespół z Polski, który miał zostać wyłoniony na podstawie konkursu. Wysłaliśmy trzy utwory: „Waterfall”, „Desire” i „First Cut”. Od razu dostaliśmy odpowiedź, że organizatorzy czekają na więcej próbek. Wysłaliśmy kilka piosenek z „Wojny świń” z angielskimi tekstami. Okazało się, że wygraliśmy. Zagraliśmy na festiwalu, na który pojechaliśmy z lekkim przerażeniem. To był nasz pierwszy występ za granicą. Sziget to niemal pół miliona osób, 27 scen, na który zespół noname przyjechał z arktycznego kraju znad brzegów Bałtyku. Musieliśmy trochę powalczyć. Zaczynaliśmy do pustego namiotu, w którym było kilkanaście osób. Wzbudziliśmy zainteresowanie do tego stopnia, że skończyliśmy w namiocie wypełnionym po brzegi. Prosto z festiwalu udaliśmy się do studia, gdzie zarejestrowaliśmy „Waterfall”. Pojechaliśmy w trasę z nowym materiałem, gdzie również graliśmy sześć, siedem utworów w języku angielskim. Nasze obawy, że powstanie bariera językowa, były chybione. Na koniec piosenka „Waterfall” trafiła na biurko dyrektora europejskiego oddziału Warner Music. Okazało się, że są zainteresowani nawiązaniem z nami długofalowej współpracy. Troszeczkę decyzje zostały podjęta za nas. Ciężko posądzać nas o jakąś kalkulację. Zarejestrowaliśmy trzy piosenki i zaryzykowaliśmy.

Cała ta sytuacja z festiwalem Sziget musiała być dla was bardzo optymistycznym kopniakiem. Na polskiej scenie istniejecie już ponad 11 lat. W swojej karierze sprawdziliście już większość wytwórni. Były momenty, kiedy mieliście już dość?

Maciek Wasio:
Przemyślenia były. Zdarzało się grać tzw. KDPSy czyli „koncerty do pustej sali”. Jest to jakaś forma psychicznej tyrki, bo trzeba się na to przygotować i pogodzić. Staraliśmy zawsze stawiać sobie wyzwania na poziomie muzycznym. Jak między płytą „Cztery” a „Wojną świń”. Taki album był nam niezmiernie potrzebny, bo chcieliśmy się powydzierać, pohałasować. Pojawiło się coś takiego w naszej muzyce, że mieliśmy ciarki na tyłkach. Kiedy stoisz na scenie, wysyłasz energię, dostajesz jakąś energię z powrotem, to w pewnym momencie te wszystkie kalkulacje odchodzą na bok. Ludzie zarabiający kupę kasy, a często i gęsto nie doświadczają w życiu czegoś, co my doświadczamy w trakcie jednego występu. Te wszystkie merkantylne rzeczy odchodzą na bok.


Wspomniałeś o nowych wyzwaniach. Podczas koncertów już nie tylko śpiewasz, ale również grasz na gitarze.

Maciek Wasio:
Bardzo się broniłem przed tym rękami i nogami. Jednak chłopcy bardzo słusznie zauważyli, że jest to bardzo oryginalny sposób przekazywania naszych dźwięków. Coś w tym rzeczywiście jest. Stare numery zostały zupełnie wywrócone kołami do góry. Wszystkie te elementy, które zazwyczaj są dedykowane gitarze, przejął u nas bas. Sądzę, że to też nadało zupełnie nowego koloru naszym utworom.

Karolina Wanat/ fot. Warner
oceń
10
5
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~POla [2013-04-22 06:18]

Cellulit,zbędny tłuszcz.. to nie dla mnie!! Kiedyś owszem trochę byłam zapuszczona. Ale teraz śmiem twierdzić ,że jestem idealna. zrzucamykilogramy@gmail.com tzn dzięki nim jestem niezłą sztuka na której każdy zawiesi wzrok!!! Jestem jak dziewczyna z okładki a nie jak szara myszka którą byłam do tej pory!!! Nigdy więcej szarej myszki.

odpowiedz

Ocena: +7 [7]
~jakoś tak [2013-04-21 11:35]

Wiadome, że im więcej pieniędzy tym kobieta bardziej zadowolona i nie chce odejść.

odpowiedz

Ocena: 0 [4]
~- [2013-04-21 09:24]

Wysokie zarobki maja znaczenie tylko dlatego ze to oznaka sukcesu i zeby menele ich nie mieli

odpowiedz

Ocena: +5 [5]
~Muzyk [2013-04-17 22:13]

Strasznie nadęta sprawa bo muza kompletnie przciętna.

odpowiedz