szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

24 StyczniaNajnowsze wiadomości

24 Stycznia Najnowsze plotki

"W pewnym sensie staliśmy się zupełnie nowym zespołem" (rozmowa z Paramore)

2013-02-14   A A A
 

W najbliższych miesiącach fani Paramore w Polsce będą mieli co najmniej dwa powody do radości. Na kwiecień grupa zapowiedział premierę nowego albumu. Natomiast na początku czerwca zespół po raz kolejny przyjedzie do Polski. Hayley Williams i spółka wystąpią w Warszawie podczas Impact Festival.

W rozmowie z WP.PL Jeremy Davis, basista formacji, opowiada między innymi o wspomnieniach z poprzedniej wizyty w naszym kraju, ponad rocznej przerwie od wszystkiego oraz świeżych inspiracjach muzycznych.


Wciąż mam w pamięci wasz koncert w lipcu 2011 roku. Pamiętasz ten dzień?

Jeremy Davis:
Jasne. Co więcej, miałem wtedy okazję przespacerować się trochę po Warszawie. Zrobiłem swoim telefonem mnóstwo zdjęć, bo to fantastyczne miasto.


Pamiętam, że podczas waszego koncertu można było kupić koszulki oraz inne gadżety promocyjne z napisem "Paramore is still a band" (hasło odnosiło się do odejścia braci Farro, którzy oskarżali wytwórnię, że traktują Hayley Williams jak gwiazdę, a resztę muzyków, jakby można ich było w każdej chwili wymienić - przyp. red.). Jak od tamtej pory rozwinęliście się jako zespół, ale w tym bardziej ludzkim wymiarze?

Jeremy Davis:
To ciekawe, że zdecydowanie bardziej zmieniliśmy się jako ludzie, niż muzycy. Nasza twórczość może i uległa drobnym zmianom, ale to nasze osobowości i przyjaźń przede wszystkim przeszły metamorfozę. Przez mniej więcej rok mieliśmy czas wyłącznie dla siebie. Oczywiście pisaliśmy w tym czasie muzykę, ale uznaliśmy za niezmiernie ważne, aby poznać samych siebie w zaciszu domowym. Ten okres niesamowicie nas do siebie zbliżył, co sprawiło, że w pewnym sensie staliśmy się zupełnie nowym zespołem. To świetny moment, aby być członkiem Paramore.


A czego nauczyłeś się w tym okresie o sobie?

Jeremy Davis:
Dużo prostych rzeczy, których nie dostrzegałem. Wiesz, wcześniej ciągle byliśmy w trasie i nie wiedzieliśmy właściwie czego możemy spodziewać się po sobie nawzajem. Świetnie było uciec od tego, co działo się w naszym życiu. Żadnych wywiadów, wymagań. Po prostu zostawiono nas w spokoju. Mogliśmy być normalnymi ludźmi, ugotować własne jedzenie, zamiast ciągle zamawiać obsługę hotelową, albo jeść na mieście. Cały czas staramy się być kreatywni i wymyślać coś zupełnie nowego. A przez wspomniany rok mogły odpocząć też nasze mózgi.


Z jednej strony sobie odpoczywaliście, ale z drugiej nie pozwalano ludziom o was zapomnieć. W 2011 roku pojawił się "Monster", a potem jeszcze kilka singli.

Jeremy Davis:
Nad tymi elementami czuwa sporo osób, łącznie z naszym managementem. My im po prostu powiedzieliśmy, że chcemy na jakiś czas zniknąć, co z pewnością było dla nich problematyczne. Bo jak tu pokazać, że coś się u nas dzieje, kiedy w rzeczywistości nie robimy zupełnie nic. A jeśli chodzi o single, to mimo wszystko bardzo chcieliśmy pokazać, że po odejściu Josha i Zaca wciąż pragniemy to robić.


Nowy album wychodzi w kwietniu, ale od jakiegoś czas znamy już pierwszy singiel. Przyznam, że po usłyszeniu "Now" pomyślałem, że Paramore obrało jeszcze bardziej surowy i hałaśliwy kierunek. Ale po wysłuchaniu kilku innych kawałków z nadchodzącej płyty wiem, że szykuje się naprawdę eklektyczny materiał. W pewnym momencie słychać było nawet chór gospel. Czy ta różnorodność jest efektem zderzenia pomysłów wszystkich członków? A może kluczem jest tu producent, Justin Meldal-Johnsen?

Jeremy Davis:
Justin z pewnością był bardzo pomocny i dawał nam dużo przestrzeni. Do tej pory udało nam się stworzyć brzmienie, które kojarzone jest z Paramore. Nie chcieliśmy od tego zbyt daleko odchodzić. Ale za każdym razem, kiedy próbowaliśmy pisać piosenkę, która brzmiała, jak coś z naszych wcześniejszych albumów, było to trochę mało naturalne. Mieliśmy dużo czasu na napisanie tego materiału oraz na jego nagranie w studio. Tym razem nasze podejście opierało się na różnych inspiracjach każdego z nas. Uwielbiamy stare piosenki i wciąż będą nam towarzyszyć na koncertach. Nigdzie nie uciekają. Ale teraz chcieliśmy trochę poszpanować i pokazać, że mamy więcej inspiracji muzycznych. Próbowaliśmy wszystkiego, co przyszło nam do głowy. Tak, jak wspomniałeś, w "Ain't it Fun" zaśpiewał chór gospel. Nawet jeśli coś nie brzmiało, jak nasze wcześniejsze dokonania, wierzyliśmy, że na albumie zgra się w spójną całość.


Skoro już o tym mówimy, zgaduję, że "Ain't it Fun" będzie kolejnym singlem.

Jeremy Davis:
To ciekawe. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale nie jesteś pierwszą osobą, która wychodzi z taką sugestią. To dobrze, bo nie byliśmy pewni, czy ludziom spodoba się kawałek w bardzie funkowej stylistyce.
Albert Kowalczyk/ fot.- Warner Music
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Olka [2013-02-16 10:39]

Witam! Czy wiecie, na jakim poziomie znajduje się Wasz iloraz inteligencji IQ? Sprawdźcie na iq.098.pl

odpowiedz