szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

24 LutegoNajnowsze wiadomości

24 Lutego Najnowsze plotki

"Nagrywanie i walka o przetrwanie" (rozmowa z Kubą Kawalcem z happysad)

2012-11-17   A A A
 
Wiem, że gdzieś wyjechaliście.

Kuba Kawalec:
W 2010 roku wyjechaliśmy do znajomego do chaty. Chcieliśmy po prostu uciec. Byliśmy zmęczeni trasą, zespołem. Jak wchodziliśmy do naszej „próbowni” pod Warszawą, to nic nie mogliśmy wymyślić. Wydawało nam się, że już jest po nas. Wpadliśmy na pomysł, żeby gdzieś pojechać na dwa tygodnie. Weźmiemy sobie chatkę na odludziu, wstawimy sprzęt. Jak będziemy mieć ochotę grać, to będziemy grać. Jak nie, to olejemy temat. Pojechaliśmy i okazało się, że to miejsce jest zajebiste. Pustkowie. Jakbyś na pola grunwaldzkie rzuciła taki jeden domek. Sarny, dziki. Codziennie paliliśmy ogniska. Dodatkowo jeszcze kominek. Warunki były dosyć spartańskie. Ten domek był ogrzewany tylko w kilku pomieszczeniach. Jakieś piecyki olejowe. Dwa tygodnie posiedzieliśmy i zrobiliśmy na oko dwadzieścia piosenek. Byliśmy lekko zszokowani, że siedzi w nas jeszcze jakiś potencjał twórczy. Rok później obchodziliśmy 10-lecie, więc nie chcieliśmy nic wydawać. Wiedzieliśmy, że będzie płyta jubileuszowa. W 2011 roku też pojechaliśmy na ten obóz kompozycyjny. Już wiedzieliśmy, że chcemy tam nagrywać. Wymyśliliśmy sobie luty. Było -30 stopni. Masakra. Nagrywanie pomieszane z walką o przetrwanie. Wisiała taka groza. Musieliśmy być zajebiście skoncentrowani, żeby się chałupa nie zjarała. Instalacja elektryczna była wadliwa i przebicia prądu były maksymalne. Na strychu było tak z 5 stopni. Dogrzewaliśmy olejowymi piecykami. Non stop chodziły nagrzewnice i musieliśmy robić co trzy godziny dyżury przy piecu centralnym, bo się czujnik czadu włączał, jak się tam zadymiło lekko. Byliśmy bardzo skoncentrowani. Jarka już pierwszego dnia kopnął prąd. Spaliły się wzmacniacze. Wiedzieliśmy, że jesteśmy na bombie zegarowej. Trochę w takim strachu, napięciu i zajebistej wspólnocie zaczęliśmy nagrywać. O tym opowiedzieliśmy Ryskiemu. Jak wysłał nam projekt, powiedzieliśmy, że jest zajebiście. Dodaliśmy tylko sowę od siebie. Musiało być coś czerwonego.

Dlaczego musiało być coś czerwonego?

Kuba Kawalec:
Bo bałem się, że ta okładka będzie zbyt mroczna.

Trzeba było wrzucić króliczka.

Kuba Kawalec:
Wiesz jakie były propozycje… Muchomory, liście… Generalnie jesteśmy zadowoleni.

Opowiadaliście też Dawidowi o muzyce? Jak to brzmi?

Kuba Kawalec:
Bardziej skupiliśmy się na tym, żeby wyobraził sobie, że te piosenki pochodzą z tamtego miejsca. Z takiego odludzia. I że zasadniczo opowiadają o takim wyoutowaniu.

W którym momencie dograliście duet z Marceliną?

Kuba Kawalec:
Już w Warszawie. Od początku mówiłem, że w tej piosence jest miejsce na jakąś dziewczynę. W zasadzie równolegle pojawił się pomysł, żeby wziąć do tego duetu Marcelinę. Bardzo podoba nam się płyta Marceliny, zagraliśmy nawet razem koncert. Bardzo chętnie zgodziła się zaśpiewać.

Czy w kawałku „Do krwi” nagromadziły się wasze fascynacje cięższą muzyką?

Kuba Kawalec:
Ja uważam, że gdyby mnie nie było w happysad, to byłby to zespół heavy metalowy. Wszyscy w zespole uwielbiają ciężki metal. Całe szczęście ja nie umiem i nie potrafię śpiewać. Pozostali członkowie zespołu budowali takie kompozycje i mieli z tego potworną radochę. O ile mogłem się w tym odnaleźć z gitarą czy na klawiszach, o tyle wokalnie szło bardzo ciężko. Podejmowaliśmy dużo prób, żeby w inne rejony włazić. Były jazzowe piosenki i takie oparte tylko na pianinie albo sekcjach dętych. Albo jak The Ting Tings, ale jeszcze bardziej elektroniczne. Wydaje mi się, że mamy spory horyzont zainteresowań jak na jeden mały zespół. Z drugiej strony, wszystko musi być spójne. Poczuliśmy, jakby to miejsce były zupełnie wolne. Nikt nie zaglądał, nikt nie podsłuchiwał. Zaczęliśmy odjeżdżać w różne kierunki. Nie po to, żeby to później nagrywać. To było nam potrzebne. Powygłupianie się. Chyba zaszliśmy w taki ciemny zaułek. „Zadyszka” uświadomiła nam, że piosenki, które pisaliśmy do tej pory, wcale nie muszą być przywiązane do formy typu gitara, perkusja. Zamienialiśmy się instrumentami. Grałem na perkusji. Oczywiście nie na płycie. Podczas tych naszych wygłupów.

Karolina Wanat/ fot. Mystic
oceń
12
1
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +7 [13]
~o ciekawe?!? [2012-11-27 12:05]

Jaki obiekt kpin? Świetny zespół, z fajną muzyką, dobry technicznie i budzący zainteresowanie. Jak zwykle jakiś bełkotliwy tytuł by wzbudzić zainteresowanie.

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [2]
~Romek [2012-11-27 19:10]

"WCIĄŻ SĄ OBIEKTEM KPIN" myślałem po tytule, że będzie o WOLI i TYSIU

odpowiedz

Ocena: +1 [3]
~z [2012-11-27 15:55]

zgadzam się świetny zespół i świetne kawałki, kto pisze takie bzdety na tym portalu???!!

odpowiedz

Ocena: +2 [6]
~ewela [2012-11-27 13:51]

ten zespół jest swietny, co ta za beznadziejny tekst

odpowiedz