szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

22 StyczniaNajnowsze wiadomości

22 Stycznia Najnowsze plotki

"Wewnątrz czuję się, jakbym miał 25 lat" (rozmowa z Grabażem)

2012-10-23   A A A
 

Po 10 latach działalności grupa Strachy Na Lachy serwuje fanom prawdziwą gratkę - koncertowe DVD "Przejście". W naszym wywiadzie Krzysztof "Grabaż" Grabowski opowiada między innymi o zawartości wydawnictwa, ewolucji artystycznej zespołu oraz nadchodzącej nowej płycie studyjnej.





W dziesięcioletniej historii Strachów Na Lachy można wymienić kilka faz. Co wpływało na waszą ewolucję?

Grabaż:
To było tak: Wymyśliłem sobie zespół, który będzie grał akustycznie. Potem się okazało, że ten skład jest na tyle zły artystycznie, że naturalnym zabiegiem było jego poszerzenie o kilka osób, dzięki którym zespół stanie się lepszy. Bardzo szybko odeszliśmy od pomysłu grania w cztery osoby. Tym bardziej, że ówczesne koncerty były raczej mało porywające i dla nas i dla publiczności. Mniej więcej po roku działalności byliśmy już sekstetem, potem rozrośliśmy się do septetu, a następnie okazało się, że to jednak za dużo. Teraz krążymy pomiędzy kwintetem a sekstetem. Na pierwszych płytach znalazły się piosenki zupełnie inne, niż te, które teraz nagrywamy. Tamte utwory powstawały poniekąd w kontrze do tego, co robiliśmy w Pidżamie Porno. Skupialiśmy się raczej na delikatnościach i subtelnościach, aby biegunować się z tym, jakie ludzie mieli wyobrażenie o nas, jako artystach. Do dzisiaj nam się to nie udało, ale nic na to nie poradzę. To taki rodzaj krzyża, z którym przychodzi nam żyć. Kiedy rozpoczęliśmy romans z płytami coverowymi, czyli "Autorem" z piosenkami Jacka Kaczmarskiego i "Zakazanymi piosenkami" z utworami polskiego undergroundu lat 80., przestaliśmy się bać walić mocniej w bęben i używać przesterów. Muzycznie otworzyło to nas na nowe historie. Natomiast ostatnie dwie płyty, czyli "Dodekafonia" i ta, którą właśnie kończymy, to już albumy zespołu, który ma wyraźnie rockowe oblicze. Historia niejako zatoczyła koło i o nadchodzącym albumie mogę powiedzieć, że równie dobrze mogłaby go nagrać Pidżama Porno.


A czy to nie wynika z twojej natury? Może, jak bardzo byś nie próbował stworzyć czegoś innego, to w głębi po prostu jesteś rockmanem?

Grabaż:
Myślę, że nie do końca. Dzisiaj ustaliliśmy w innym wywiadzie, że mam 11 twarzy. Można by z nich niezły skład futbolowy zorganizować. Ale rock rzeczywiście jest mi bardzo bliski. To jest taka forma artykulacji, wyrażania siebie samego, która jest mi chyba nawet najbliższa. Nazwałbym to opcją naturalną. Rock'n'roll jest przedłużeniem mnie. W tej formie wypadam chyba najbardziej przekonująco.


Chociaż od początku byłeś centralną postacią Strachów Na Lachy, to już zaznaczyłeś, że jest to zespół w pełnym tego słowa znaczeniu. Jaki wpływ na ciebie, również podczas koncertów, ma reszta grupy?

Grabaż:
W przypadku pracy nad nagraniami i realizacji płyty liderem jest nasz basista, Longin "Lo" Bartkowiak. On ma chyba najbardziej czułe ucho. Staram się mu ufać prawie całkowicie. Ja mam w tym zespole prawo weta, ale często dochodzi do sytuacji, w której niezbyt wiele mam do powiedzenia. Na przykład, gdy poruszamy się w tematach dotyczących pasm. To słyszą generalnie chyba tylko delfiny i ludzie, którzy mają w tej dziedzinie nadzwyczajne zdolności. Natomiast ja oceniam to uchem przeciętnego słuchacza. Ale oba rodzaje ucha są w zespole bardzo potrzebne. Podsumowując, muzycznym liderem tego zespołu jest Lo. A ja trzymam łapę nad całością.


Nawiązując do tytułu niedawno wydanego koncertowego DVD, dokąd prowadzi "Przejście"?

Grabaż:
Nie wiem. To wydawnictwo jest drugą częścią podsumowania dziesięciolecia naszej działalności. Rok temu wydaliśmy „Dekadę”, płytę audio ze zbiorem najpopularniejszych piosenek. Natomiast to wydawnictwo ma za zadanie pokazać nas z nieco innej strony, jako ludzi, którzy grają nie tylko hity radiowe. Na DVD utrwaliliśmy także te stany, w których pokazujemy odmienne strony i może nieco ciemniejsze punkty. Gdyby porównać tracklisty z płyty "Dekada" i z "Przejścia", to kilka utworów się jednak nie pokrywa. Każdy zespół ma takie kawałki, z którymi, chce czy nie chce, musi żyć do końca. My też je mamy i chwalimy Pana, że tak jest. Natomiast na DVD można zobaczyć takie wykonania, które dopełniają naszego obrazu po 10 latach. Przyszedł czas na podsumowania, analizy, podejmowanie nowych wyzwań. To właśnie taki moment przejściowy. Zastanawialiśmy się wspólnie, jakim wyrazem najlepiej to wydawnictwo określić i wyszło, że najwłaściwszym będzie właśnie "Przejście".


Byliście mocno spięci mając świadomość, że kręcicie tak ważne DVD?

Grabaż:
Ja słabo sobie radzę z presją tego, że coś trzeba zrobić idealnie. Ale efekt naprawdę przerósł moje wyobrażenia. Spodziewałem się, że całość będzie wyglądała bardziej dramatycznie. A wyszło naprawdę spoko. Pierwszy raz jestem zadowolony z wydawnictwa DVD, w którym brałem udział.

Albert Kowalczyk/ fot.- Sławomir Nakoneczny
oceń
1
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!