szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 ListopadaNajnowsze wiadomości

18 Listopada Najnowsze plotki

"Powoli opuszczam strefę mroku" (rozmowa z Peją i Dj Decksem)

2012-10-09   A A A
 

15 września swoją premierę miała płyta "CNO2" Slums Attack, która nawiązuje do albumu "Całkiem nowe oblicze" z 1999 roku. W wywiadzie dla WP.PL Peja (przy wsparciu Dj Decksa) szczerze opowiada między innymi o nowym albumie, dwóch dekadach działalności scenicznej, trudnych chwilach związanych z chorobą alkoholową oraz tym, co jest dziś dla niego najważniejsze.




Z pewnym opóźnieniem gratuluję zmiany stanu cywilnego.

Peja:
Dzięki.


Czy ten ślub zmienia cokolwiek w twoim życiu?

Peja:
Na pewno zobowiązuje. Nie można się tak po prostu rozstać i spakować walizek. Nie jest to moje pierwsze małżeństwo, ale uważam, że zasadniczo różni się od poprzedniego. Wtedy miałem tylko 23 lata. Właśnie mnie olśniło, że pierwszy ślub brałem kiedy wychodziła pierwsza część "Całkiem nowe oblicze" (1999 rok). Niezła analogia choć teraz jest inaczej. Wszystko zasadniczo się zmieniło poza świadomą decyzją o założeniu rodziny.


Ciekawie wyglądałeś w garniturze.

Peja:
Dzięki, ale to nie był pierwszy raz, kiedy go założyłem. Czasem chodzę też w koszuli, innym razem w marynarce. Dziwiłem się, kiedy na ślub przysłano fotografów a potem pisano: "Mieliśmy jedyną i niepowtarzalną okazję zobaczyć Rycha w garniturze". Jesteśmy ludźmi, którzy nie zamykają się na jeden styl, bez względu na to, czy mówimy o designie czy o muzyce. Niestety media często zamykają się na publikowanie naszego wizerunku i stąd gafy typu: Peja w garniturze ten jedyny i niepowtarzalny raz…


Skoro o muzyce, to przejdźmy do "CNO 2". Nie trudno zauważyć, że mamy do czynienia nie tylko z sequelem albumu, ale również jego okładki. W książeczce załączone jest zdjęcie wzorowane na to, które zdobiło "Całkiem nowe oblicze". Ale przyznam, że nie potrafiłem stwierdzić, czy są na nim ci sami ludzie...

Peja:
Częściowo tak. Nie udało się zebrać wszystkich, ponieważ z niektórymi nie mamy kontaktu, albo nasze drogi się rozeszły. Myślę, że połowa jest tych samych. Druga połowa to ludzie, którzy albo wychowali się na tamtej płycie, albo osoby tworzące rap, związane z moją wytwórnią i obecnie mi najbliższe. Na przykład za Icemana jest jego najmłodszy brat. A na pierwszej okładce był Iceman z młodszym bratem, który jest starszy od tego obecnego na nowej. Odpadł między innymi Medi Top, Mientha, całe Da Blaze. Nie ma też Rafała, czyli faceta w garniturze, który wyróżniał się na okładce z pierwszej części. Przez dłuższy czas jeździł z nami w trasy , byliśmy mocno ze sobą związani również poza koncertami. Niestety dziś ze sobą nie rozmawiamy. Trochę przykro patrzeć, że nie wszystkie znajomości potrafią być trwałe, bez względu na okoliczności. Rekompensując sobie jego brak, pozdrawiam go oficjalnie na płycie. Wierzę, że nasze drogi się jeszcze zejdą, bynajmniej nie po to, żeby na siebie naskakiwać. Z resztą w tym konkretnym przypadku to jedynie on może naskoczyć na mnie.


Przy pierwszym "Całkiem nowym obliczu" mieliśmy do czynienia z ważnymi zmianami w Slums Attack. Czy podobnie jest w przypadku "CNO2"?

Peja:
Faktycznie, przy pierwszym była wymiana składu. Definitywnie pożegnałem się z Icemanem. Po płycie "Zwykła codzienność" przyszedł Decks i mój zespół zyskał DJ’a oraz status bandu hip hopowego z prawdziwego zdarzenia. Były nowojorskie sample i nowi ludzie - Blaze, Anymaniakh. Niedawno Paluch powiedział, że fajnie, że stawiamy sobie tak wysoko poprzeczkę. Chodziło mu oczywiście o "Całkiem nowe oblicze". Miło usłyszeć z ust młodszego kolegi, jednego z wiodących raperów młodego pokolenia, że to było coś aż tak ważnego. Tym bardziej, że dla mnie "CNO2" wycina jedynkę na starcie.

A czym się to wszystko teraz różni? Być może chodzi o ten przełom. Pojawiły się też pewne symbole religijne, jak ten kościół. Tło do okładek "CNO" zawsze wybieraliśmy z analogowych zdjęć. Na pierwszej części zdjęcie zostało zrobione o świcie z pędzącego pociągu. Druga część to zachód słońca z balkonu mojego domu na osiedlu, na którym wychował się Decks. Ten kościół mnie w jakimś sensie inspirował. Jak wychodziłem na ten balkon zmarnowany po baletach czy trasie, przytłoczony życiem po "Na legalu?" i w okolicy "NOJA", to mówiłem sobie, że może kiedyś się zbliżę do Boga. Teraz zmieniam swoje życie i rzeczywiście zaczynam się powoli modlić. Z pewnością nie wszystko jest dla mnie jasne ale symbol kościoła pozostał w tle. Stwierdziłem, że dobrze wygląda i symbolizuje coś istotnego. Ludzie różnie na to reagują.

Natomiast jeśli chodzi o muzykę, to na "CNO2" na pewno sporo jest klasycznych "boom-bapów", czego przykładem może być kawałek "Reprezentuję hip hop". Tam stopa i werbel chodzą w rytmie "boom-bap", jak nigdzie indziej. Dużo jest mówienia o samym hip hopie, że czujemy się częścią tej kultury, że to jest nasze życie. Ciekawe jest to, że w pierwszej części dużo było nawiązań do gorzały. Butelka na smutki, radości - masakra. Jeszcze byłem nieświadomy tego, jak kroczę, i że lada moment zaczną się dziać złe rzeczy. Dopiero słuchając tej płyty 2 czy 3 lata temu dotarło do mnie, że to album o gorzale. Ktoś inny powiedział mi natomiast, że albumem o gorzale był też "Styl życia G’ N.O.J.A”", ale to było takie pożegnanie z alkoholem. Dlatego na "CNO2" usłyszysz odniesienia przeciwko wódzie i dalszy etap zdrowienia. Za chwilę miną 3 lata mojej trzeźwości. To jest najlepszy okres, jaki mogłem sprezentować sobie i mojemu otoczeniu. Ludziom, którym nie muszę się tłumaczyć, którzy przy mnie zostali.

Jak wytrzeźwiałem, wiele osób zniknęło. Moja trzeźwość zaczęła ich uwierać. O tym też jest na płycie. Poza tym nie mogę też ciągnąć za sobą przyjaciół z dzieciństwa, którzy od lat nie dali nic od siebie, a jedynie liczyli na mnie i cynicznie wykorzystywali. Niektóre wątki są również kontynuacją z "Reedukacji". Słyszałem stwierdzenia, że to żadne "nowe oblicze", bo te same bity, ta sama szybka nawijka, jak na poprzednim albumie. Pojawiają się takie burackie recenzje. To ludzie, którzy nie potrafią spojrzeć na to w jakimś ludzkim wymiarze. Zobaczyć, że wracam w końcu na tory. Od "Szacunku" do "Gnoja" rozgrywał się w moim życiu czarny scenariusz, który wrócił po jakichś traumach z dzieciństwa. Widocznie z niektórymi rzeczami nie potrafiłem sobie poradzić w dorosłym życiu. Nie byłem też chyba przygotowany na szybkie zdobycie szacunku i pieniędzy. Dziś patrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Powoli opuszczam strefę mroku. Jeśli komuś się to nie podoba, to trudno.


Już na początku „CNO2” przypominacie, że nie jesteście raperami sezonowymi. Wasza historia ciągnie się już dwie dekady. Czy czujecie, że teraz nadajecie do innych ludzi?

Decks:
Na pewno. To już nowe pokolenie. Tamci słuchacze mają teraz własne dzieciaki, które też zaczynają nas słuchać. Poniekąd dzięki naszym dawnym fanom, którzy są nam wierni od kilkunastu lat.

Peja: Rzeczywiście, warto skupić się też na tych, którzy są z nami od początku. Oni wciąż żyją. To nie jest tak, że jak zakładasz rodzinę to rezygnujesz z pasji. Ja, w związku z tym, że urodzi mi się dziecko, nie przestanę kochać muzyki. Niektórzy tłumaczą się, że nie zrobili kariery, bo chcieli być dobrymi ojcami. To dla mnie absurd. Dziecko nie musi hamować twojego rozwoju. A ty nie musisz też ślepo podążać za karierą. Z resztą ja nie zajmuję się karierą, tylko pracą twórczą. Mogę być kimkolwiek zechcę. Możliwe, że muzyka będzie ze mną do końca życia, ale któregoś dnia może się okazać, że postanowię paść kozy w Tadżykistanie. Zaraz po ślubie wyjechałem na 10 dni do Włoch, na wieś. Dokoła pola, winnice. Przyznam, że nie bardzo chciało mi się wracać na tę premierę.

Natomiast wracając do naszych fanów, to są ludzie o bardzo szerokim przekroju społecznym. To są zarówno ludzie młodsi, jak i starsi, niewykształceni i po studiach. Niektórzy są na wysokich stanowiskach, inni ocierają się o analfabetyzm. Wczoraj wyszedłem na balkon i słyszę, że u kogoś na dole w telefonie leci Rychu. Patrzę, idzie małolacik. Zauważył mnie na balkonie i tylko kiwnął głową. Ja mu odkiwnąłem i wróciłem do środka. Mówię „to jest właśnie to”. On nic ode mnie nie chciał. Pokazał tylko, że on tam jest i uważa, że ten utwór ma sens. On nie potrzebuje czytać recenzji i komentować na forum. Z drugiej strony, w bloku, który właśnie mijał, mieszka też nasz adwokat, czyli gość po studiach i ze stanowiskiem. Też ma nasze płyty w aucie. Był zaskoczony odniesieniami do Fisha i Marillion czy Tony’ego Manero. Powiedział, ze ta płyta nie jest dla dzieciaków, tylko właśnie dla niego. Ja jestem trochę analogowy. Dla mnie najpierw są lata 80., potem 90., a potem wielki skok i Decks musi mi coś o cyfrowej technologii opowiedzieć. Namówił mnie na iPhone’a. Może kiedyś będę w stanie nawijać nowoczesnym slangiem. Ale nie sądzę.
Albert Kowalczyk/ fot.- WP
oceń
19
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +1 [3]
~Maniumc [2012-10-12 15:50]

Pozdrowienia dla Rysia I Darasa...to dzieki nim robie rap od 4rech lat i słychałem ich za małolata na temat polityki podpisoje sie pod tym co powiedział Ryszardo...o disie na liroya hmmn to było mocne ale ciesze sie ze 3maja sztame...Piąteczka

odpowiedz

Ocena: +1 [3]
~xD [2012-10-12 15:44]