szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


najpopularniejsze galerie

najnowsze teledyski

Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz Premiera nowego albumu Gosi Andrzejewicz

więcej

23 KwietniaNajnowsze wiadomości

23 Kwietnia Najnowsze plotki

"Chcę zostać szczęśliwą, spełnioną staruszką" (rozmowa z Olą Bieńkowską)

2012-07-09   A A A
 

Chociaż dopiero od niedawna można słuchać jej pierwszego solowego singla, kariera Oli Bieńkowskiej trwa już kilkanaście lat. Utalentowana wokalistka, aktorka, tłumaczka, producentka - kobieta renesansu. Już w październiku będzie można jej posłuchać podczas koncertu największego na świecie tribute bandu Pink Floyd, czyli grupy Brit Floyd.




Do tej pory współpracowałaś z The Australian Pink Floyd Show. Czym różni się Brit Floyd?

Ola Bieńkowska:
Dla mnie właściwie zmiany nie ma, ponieważ robię to samo co wcześniej. Brytyjczycy to ten sam skład, który przez ostatnie 4 lata występował jako TAPFS w Stanach Zjednoczonych.


To ty uwielbiasz muzykę Pink Floyd czy na odwrót?

Ola Bieńkowska:
Chyba raczej muzyka Pink Floyd uwielbia mnie. Wcześniej nie byłam zagorzałą fanką muzyki Floydów, ale teraz mam już do niej stosunek emocjonalny. Trudno go nie mieć po ponad 7 latach.


Już 7 lat! Nie masz czasem dość?

Ola Bieńkowska:
Myślę, że to już końcówka naszej przygody. Chciałabym dokonać płynnego przejścia pomiędzy tą pracą a twórczością solową. Siłą rzeczy teraz nie mogę się tak bardzo angażować w Brit Floyd. Na szczęście moi szefowie wspierają moje działania artystyczne.


Pamiętam, jak kilka lat temu usłyszałem po raz pierwszy, że Polka będzie śpiewać z największym na świecie tribute bandemPink Floyd i śpiewać solo w „The Great Gig In The Sky” potraktowałem to trochę lekceważąco. Typowo polskie podejście. Ale przyszedł moment, że cię usłyszałem na jednym z koncertów. Pomyślałem sobie, że ta dziewczyna ma głos jak dzwon! Czy twoja partia jest wokalnie szczegółowo wyreżyserowana czy może jest tam trochę pola do improwizacji?

Ola Bieńkowska:
Improwizacji nie ma, ale jest interpretacja. Są wokalistki, które dużo dokładniej oddają wszystkie emfazy i frazy oryginalnie śpiewane przez Clare Torry. Ja natomiast wyszłam z założenia, że numer, który wykonywany był głównie w studiu, a nie na żywo, do tego przez osobę o innych warunkach wokalnych, nie może być zaśpiewany identycznie. Poza tym ja wykonuję go ponad 100 razy rocznie. Dlatego robię to po swojemu, aczkolwiek nuta w nutę zgodne z oryginałem, wkładając w to całe swoje serce. Oczywiście są puryści, którzy czasem czepiają się drobiazgów, ale są też tacy, którzy mają na szczęście świadomość, że śpiewa to zupełnie inna dziewczyna.


Mieliście razem kilka cudownych momentów. Między innymi występ na Glastonbury...

Ola Bieńkowska:
To było spełnienie jednego z moich marzeń – zaśpiewać na scenie i 'zanurzyć nogi' w błocie Glastonbury. Publiczność była fantastyczna i miałam poczucie, że uczestniczę w czymś naprawdę wielkim. Poza tym widziałam kilka niesamowitych koncertów – Coldplay, Beyonce, Fleet Foxes, Jessie J. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.


Myślisz, że któregoś dnia wrócisz tam z własnym materiałem?

Ola Bieńkowska:
Może kiedyś to się uda. Chociaż pewnie musiałabym mieć bardzo mocnego promotora, który umożliwiłby mi taki występ. Ale wychodzę z założenia, że nic nie jest niemożliwe.


A od czego zależy to, czy znajdzie się taki promotor czy nie? Talent jest spory. Materiał na Wyspach ma moim zdaniem szansę się obronić. Natomiast ty jesteś dodatkowo osobą, która ma już teraz spore doświadczenia zagraniczne. Co stoi na przeszkodzie?

Ola Bieńkowska:
Nie sądzę, żeby istniały jakieś przeszkody. Po prostu są pewne progi do pokonania dla wokalistki z Polski, niezależnie od doświadczenia. Dodatkowe potrzebne są sprzyjające okoliczności, życzliwi ludzie no i, nie ma co ukrywać, pieniądze. Angielskie wytwórnie zwracają uwagę na to, jaka jest pozycja artysty w kraju ojczystym. Dlatego muszę najpierw zapracować na uznanie w Polsce. A jeśli w międzyczasie dane mi będzie zbudować jakąś masę krytyczną, żeby móc się zacząć pojawiać za granicą, to oczywiście postaram się wykorzystać tę szansę. Na szczęście dzięki Floydom w Anglii przez siedem lat widziało mnie "kilka" osób i na pewno w przyszłości uda się tam zorganizować jakieś koncerty. A czy będzie to Glastonbury - czas pokaże.


Wspomniałaś o 7 latach z muzyką Pink Floyd, ale twoja kariera trwa jeszcze dłużej.

Ola Bieńkowska:
Tak. Ale przyznaję, że się specjalnie nie śpieszyłam. Czułam, że do wszystkiego muszę dojrzeć we własnym tempie. Zawsze uwielbiałam grać z różnymi ludźmi i brać udział w różnych projektach. Uważam, że interakcja z innymi muzykami jest jedną z najwspanialszych rzeczy, jaka może się przydarzyć artyście. Ale w pewnym momencie, zwłaszcza jeśli ma się predyspozycje do bycia frontmanką, wyjście przed szereg jest jak najbardziej naturalne. Ja do tego punktu doszłam teraz. Może wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdybym podjęła tę decyzję kilka lat wcześniej.


Innymi słowy, za tobą już kawał historii. Co więcej, jesteś kobietą renesansu, bo muzyka nie jest jedyną pasją, której oddajesz się zawodowo. Jak to pogodzisz?

Ola Bieńkowska:
W tym momencie skupiam się przede wszystkim na solowej karierze muzycznej. Ale pewnie byłabym nieszczęśliwa, gdybym nie mogła robić innych rzeczy. Choćby teraz - wróciłam ze spotkania z reżyserem teatralnym. Rozmawiałam z nim o powrocie do teatru, za którym okropnie tęsknię. Nie czuję potrzeby specjalizacji. Na wszystko musi przyjść czas. Teraz jest czas na muzykę.


Jest już twój pierwszy solowy singiel „Diggin’”. Jakie otrzymujesz reakcje?

Ola Bieńkowska:
Bardzo pozytywne. Widzę to między innymi przez liczbę osób, które piszą do mnie budujące komentarze na moim oficjalnym profilu na Facebooku, albo wysyłają do mnie maile. Uznanie fanów, oprócz tworzenia i współpracy z muzykami, zawsze jest najprzyjemniejszym aspektem tej pracy. Jestem też bardzo ciekawa, co się będzie działo po premierze klipu do Diggin' - mojego pierwszego singla.


Czy płyta jest już gotowa do wydania czy może ten singiel zwiastuje, że wcześniej czy później może coś się ukaże?

Ola Bieńkowska:
W 2011 roku zarejestrowałam już część piosenek, wyprodukowanych przez Krzysztofa Herdzina. W nagraniu wzięli udział moi znakomici koledzy: Jacek Królik, Robert Kubiszyn i Robert Luty. Materiał został wydany w limitowanej edycji głównie na rynki zachodnie pod nazwą "Résumé (Take One)", czyli 'podejście pierwsze'. Można go kupić na iTunes czy Bandcamp, a poza tym ładnie się sprzedaje na koncertach Brit Floydów. Natomiast materiał na Polskę jest w trakcie tworzenia. „Diggin’” jest pierwszym singlem, a w kolejce czeka już drugi. Myślę, że całość będę kończyć w wakacje. Album nazywać się będzie po prostu „Résumé”.


Czym się kierowałaś przy powstawaniu tej płyty?

Ola Bieńkowska:
Postanowiłam, że nie będę się cenzurować przy pisaniu piosenek. Należę do tego gatunku wokalistek, które są dosyć wszechstronne wokalnie i uczestniczyły różnorodnych projektach. Takie dziewczyny zazwyczaj mają problem, jeśli nie piszą własnej muzyki. Potrafią zaśpiewać bardzo dużo i często mają kłopot ze zdefiniowaniem tego, od czego miałyby zacząć. Rozumiem to doskonale, bo miałam ten sam problem, dopóki nie zaczęłam pisać własnych piosenek. Wtedy wszystko zaczęło się układać samo.


Słuchając tego singla ułożyłem sobie określenie „pop bez obciachu”.

Ola Bieńkowska:
On na pewno jest trochę „skażony” jazzem, w końcu napisałam go z Krzysztofem Herdzinem, który jest przede wszystkim jazzmanem. Jazz jest mi bardzo bliski. Sporo go liznęłam ucząc się u Ewy Bem czy przebywając przez lata w środowisku jazzmanów. Dodatkowo singiel jest trochę maźnięty funkiem, ponieważ mój pierwszy zespół grał właśnie taką muzykę. Poza tym mam naturalnie inklinacje do białego bluesa. Na koniec warto dodać, że Diggin' wyprodukował Bogdan Kondracki, więc numer został naznaczony i jego wrażliwością... Pop bez obciachu? Mam nadzieję. (śmiech) Na pewno pop mieniący się różnymi kolorami. Nie będę należała do mainstreamu. Bardziej widzę siebie w stacjach pokroju Trójki, Chilli Zet czy PIN.


Masz wizję, do czego to wszystko ma doprowadzić?

Ola Bieńkowska:
Wyobrażam sobie długą karierę, na drodze której znajduje się wiele projektów solowych i grupowych oraz teatralnych. Tego sobie życzę. „Résumé” traktuję to jako początek nowej przygody.


A wyobrażasz sobie punkt, po którym siądziesz sobie na ganku i będziesz się zajmować kwiatami?

Ola Bieńkowska:
Kwiatami na ganku będę się zajmować przez całe życie, dla odpoczynku. Lubię równowagę w życiu i ludzkie, domowe albo podróżniczo-przyjacielskie sytuacje. Nie potrafię żyć tylko samą muzyką. Chcę zostać szczęśliwą, spełnioną staruszką.

Albert Kowalczyk/ fot.- Mariusz Szacho, Materiały promocyjne
oceń
3
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!