szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 StyczniaNajnowsze wiadomości

18 Stycznia Najnowsze plotki

"Czterech spoconych facetów i jedna dziewczyna" (rozmowa z Carrion)

2012-03-27   A A A
 

Carrion to sprawna koncertowa machina, która z powodzeniem wyciska z publiczności pokłady energii. Jak mówi w naszym wywiadzie wokalista formacji, Grzesiek Kowalczyk: "Robimy to, na co czekaliśmy całe życie". W marcu 2012 roku na sklepowe półki trafił trzeci album grupy, "Sarita".

Płyta wzięła swój tytuł od imienia 13-letniej dziewczynki, która mieszkała w Indiach. Z racji swojego skrajnego ubóstwa nie miała szans na normalną opiekę w momencie, gdy jej najbardziej potrzebowała. Dziewczynka zmarła na skutek testowania na niej eksperymentalnych leków. - Zupełnie przypadkiem, kiedy miałem już gotowe trochę materiału na płytę trafiłem na tę historię - mówi wokalista podczas naszej rozmowy. - Zadziałało. Nie było mowy, żebym mógł ją pominąć, przejść obojętnie. Jest to chyba najstraszniejsza historia, na jaką mogłem trafić.

Nowe wydawnictwo Carrion to również zmiany personalne w szeregach zespołu. Darka Wancerza na klawiszach zastąpiła Dorota Turkiewicz. Jak panowie czują się w towarzystwie nowej koleżanki i dlaczego nie wyobrażali sobie kobiety w swoich szeregach? Z Grześkiem rozmawiamy również o występach w Stanach i "tych wszystkich dubstepach".

W którym momencie do zespołu dołączyła Dorota?

Grzesiek Kowalczyk:
Stwierdziliśmy z chłopakami, że czas zabrać się za pracę nad nowym materiałem. Rozpoczęły się pierwsze rozmowy, z których stopniowo zaczęło wynikać, że z naszym ówczesnym klawiszowcem jest nam trochę muzycznie nie po drodze. Ludzie się zmieniają. W pewnych kwestiach coraz ciężej było dojść do porozumienia. Darek (Wancerz – przyp.wan) stwierdził, że to koniec naszej wspólnej podróży i poszedł w swoją stronę. Daliśmy ogłoszenie, że poszukujemy kogoś do kapeli. To zdecydowanie miał być facet. Napływały do nas propozycje z całej Polski, z których wyłoniliśmy taką małą dziewczynkę, która jak się okazało świetnie sobie radzi. Kiedy dostaliśmy próbkę materiału, myśleliśmy, że to mężczyzna. Okazało się, że to laska, ale idzie się z nią dogadać.

Dlaczego na starcie wykluczyliście kobiety?

Grzesiek Kowalczyk:
Sami faceci w busie, dodaj do tego jedną laskę i zastanów się, co się może dziać… Katastrofa, blady strach… Na szczęście Dorota jest na tyle kumata i elastyczna, że nie było z nią problemów. Obawy mieliśmy, bo jednak przejechać się z jednego końca Polski na drugi, będąc dziewczyną z grupą nie zawsze trzeźwych facetów, to chyba może być troszeczkę przerażające.

Sport ekstremalny.

Grzesiek Kowalczyk:
No tak, ale Dorota akurat ma wielki dystans do siebie i świata.

Do tego utalentowana. Trafiliście idealnie.

Grzesiek Kowalczyk:
No właśnie, na dodatek gra.

Jaki był jej wkład w album „Sarita”?

Grzesiek Kowalczyk:
Szukaliśmy piątego trybika do naszej maszyny, nie chcieliśmy kogoś, kto będzie odtwórcą, przyjdzie i zagra to, co mu każemy. Dorota pojawiła się i razem z nami robiła tę płytę, bo tak miało to wyglądać. Klawisze, które słychać, to w dużej mierze są jej pomysły. Chociażby pierwszy numer na płycie, czyli „Mammon”.Ten kawałek zaczął się właśnie od patentu na klawiszach.

Długo pracowaliście nad tym materiałem?

Grzesiek Kowalczyk:
U nas to jest tak, że pracujemy tak naprawdę cały czas. Nawet, jak graliśmy ostatnio koncert, Viki (Mariusz Wiązowski, gitarzysta – przyp. wan) coś sobie plumknął i mówię, nagrywamy to, będzie z tego coś fajnego. Dlatego ciężko określić, jak długo pracowaliśmy. Załóżmy, że odkąd przysiedliśmy, to jakieś pół roku.

Kto śpiewa z tobą w „Amstetten”?

Grzesiek Kowalczyk:
Agnieszka Czerwińska-Łyżwińska, wokalistka nieistniejącego już zespołu Lilith. To jest dziewucha z Radomia, która śpiewa na każdej naszej płycie. Na „El Meddah” zaśpiewała w kawałku „Władca snów”, a na pierwszej płycie w „Znaku apatii”. Dopóki się zgadza, żeby dorzucić parę dźwięków, dopóty będziemy ją o to molestować.

Zagraliście na festiwalu Taste Of Polonia w Chicago. Jak wrażenia?

Grzesiek Kowalczyk:
Było genialnie. Jak się okazało poza Polonią przyszło też mnóstwo „tubylców”. Co więcej, wiedzieli o co chodzi. Carrion nie był dla nich obcym tworem. Siedzieliśmy w Stanach tydzień, zagraliśmy dwa koncerty. Zgodnie z formułą festiwalu Taste Of Polonia jednego dnia występowaliśmy wieczorem, a drugiego za dnia. Nie mam pojęcia po co, ale ok. Pierwszy nasz gig to była sobota. Przewinęła się masa ludzi. 12 tysięcy twarzy. Genialna impreza, fantastyczne fury na ulicach. Pierwszy raz byłem w Stanach i jestem zauroczony. Z miłą chęcią powrócę, jeśli tylko będzie okazja. Kumpel, który jeździł tam wcześniej grać zawsze opowiadał, że w USA nawet krawężniki są inne, i rzeczywiście tak jest. Świat dziwny i inaczej złożony. Wszyscy się uśmiechają, są niezwykle uprzejmi i często czuć, że robią to tylko dlatego, bo tak są wychowani, a tak naprawdę mają cię w dupie. Jest to na swój sposób fajne. Cały czas nakręcają się, żeby było miło. Chicago robi przesympatyczne wrażenie, szczególnie centrum.

ZOBACZ TAKŻE: PRZECZYTAJ RECENZJĘ ALBUMU "SARITA"


W opisie płyty pojawiają się informacje o elektronicznych smaczkach. W przyszłości chcielibyście pójść jeszcze bardziej w tym kierunku?

Grzesiek Kowalczyk:
Te wszystkie dubstepy, drum’n’bassy czy techno to są historie, które gdzieś tam kręcą się wokół rock’n’rolla. Black Sabbath od siedemdziesiątego któregoś roku rzeźbi na jednej gitarze i wszystko im się zgadza. Nie sądzę, żebyśmy poszli bardzo w jakieś elektroniczne rzeczy. Są to na pewno fajne dodatki i warto je na płycie mieć. Natomiast gitary to jest to, co nas najbardziej jara.

Jonathan Davis stwierdził jakiś czas temu, że dubstep to nowy metal, a prawdziwego szaleństwa koncertowego można doświadczyć podczas imprez z muzyką elektroniczną.

Grzesiek Kowalczyk:
Z jednej strony nie mogę się zgodzić, no bo jak już wspomniałem… te gitary… Ale z drugiej… Byłem w Stodole na Enter Shikari. Chłopaki używają bardzo dużo elektroniki i to był jeden z lepszych koncertów, jakie widziałem. Najlepszy skład koncertowy to dla mnie The Prodigy. Podczas ich występu w Warszawie przez dwie godziny cały Torwar skakał. Od pierwszej do ostatniej osoby na sali. Coś niesamowitego. Takiej energii i takiego poweru rzeczywiście na koncertach stricte metalowych nie widziałem dawno.

Z tego co można przeczytać z relacji naocznych świadków, podczas waszych koncertów również generujecie sporą dawkę energii.

Grzesiek Kowalczyk:
Teraz mamy dziewczynę, czyli +10 do wyglądu i do tego czterech spoconych facetów. Polska to nie jest kraj, gdzie opłacałoby się zrobić trasę z efektami, jak na przykład robi to Rammstein. Jak zobaczyłem jak tam to się wszystko jara to, pomijając oczywiście świetne brzmienie, zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Pomyślałem ile musiałoby kosztować przygotowanie takich koncertów i w ilu miejscach w Polsce moglibyśmy zagrać takie koncerty. Naliczyłem ze cztery. Podczas naszych występów wychodzimy w dżinsach i koszulkach i robimy to, na co czekaliśmy całe życie. Gramy. Bawimy się tym. Nie będę przecież stał jak pizda za mikrofonem, bo chyba nie o to chodzi.

Z najbliższymi planami koncertowymi zespołu Carrion możecie zapoznać się pod tym adresem.

Karolina Wanat/ fot. mat. promocyjne
oceń
9
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~nm [2012-04-11 22:35]

filantrop,,,,,,,,,,,cienkijest

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~AntoninaWilk [2012-03-27 15:48]

widziałam Carrion w Poznaniu na koncercie. Faktycznie wokalista nie stoi jak pi... a reszta też wie po co jest na scenie. Szkoda, że tak mało takich kapel w tym kraju

odpowiedz