szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

30 MarcaNajnowsze wiadomości

30 Marca Najnowsze plotki

"Zagramy dla was coś nowego" (rozmowa z Dropkick Murphys)

2012-01-23   A A A
 

"Zawsze powtarzamy, że najlepszym sposobem, żeby w pełni doświadczyć zespół, należy zobaczyć go na żywo" - powiedział na wstępie naszej rozmowy Matt Kelly, perkusista Dropkick Murphys. Punkrockowcy z Bostonu zagrają 24 stycznia w stołecznej Stodole. Nie możecie tego przegapić!

Podczas nadchodzącego koncertu Amerykanie będą promować album "Going Out In Style", na którym gościnnie pojawił się m.in. Bruce Springsteen. Matt Kelly opowiada nam o pracy nad wydawnictwem, irlandzkich stypach i wyjaśnia, jak to było z ich pierwszym wokalistą i karierą strażaka.

Niebawem znowu odwiedzicie Polskę. Nie przywieziecie ze sobą Bruce'a Springsteena?

Matt Kelly:
Miał być, ale niestety odwołano jego lot (śmiech).

Jak to się stało, że nagraliście razem piosenkę?

Matt Kelly:
Okazało się, że syn Bruce’a, Evan, jest fanem Dropkick Murphys. Graliśmy w Roseland w Nowym Jorku. Zapytano nas, czy Bruce i Evan mogliby dostać zaproszenia na nasz koncert. Nie mieliśmy nic przeciwko (śmiech). Po występie przyszli do nas, trochę pogadaliśmy. Bruce Springsteen okazał się bardzo fajnym, bezpośrednim facetem. Występował później w Boston Garden. Wydaje mi się, że to podczas pierwszego z dwóch koncertów trzech największych fanów Springsteen z naszego zespołu dołączyło do niego na scenie. To było dla nich wyjątkowe przeżycie. Nasz gitarzysta Tim chwycił w pewnym momencie za mikrofon i oświadczył się swojej dziewczynie. Po koncercie poszliśmy na backstage, napiliśmy się z Bruce’em. Koncert trwał dwie i pół godziny, ja po takim secie nie byłbym w stanie stać. Ten facet musi być zrobiony ze stali. Wcale nie sprawiał wrażenia, jakby miał za chwilę umrzeć, a jestem przekonany, że właśnie tak bym wyglądał po tak długim występie. Padł pomysł, że moglibyśmy zrobić coś razem. Kiedy pracowaliśmy nad albumem „Going Out In Style” od menedżera Springsteena dowiedzieliśmy się, że on również jest w studiu w New Jersey, gdzie nagrywa swoje kawałki. Dzięki magii Internetu przesłaliśmy mu plik z piosenką „Peg ‘O My Heart”. Bruce zaśpiewał w ten swój jedyny, niepowtarzalny sposób i odesłał gotowy kawałek do nas. Rezultat zwalił nas z nóg. Brzmiało niesamowicie i od razu wiedzieliśmy, że o to nam chodziło. W marcu graliśmy w Bostonie. Bruce pojawił się z nami na scenie i wspólnie wykonaliśmy „Shipping Up To Boston”, „Peg ‘O My Heart” i „Badlands” z jego repertuaru. To było niesamowite. Na scenie Bruce sprawia imponujące wrażenie. Poza nią mógłby równie dobrze być jednym z kumpli mojego ojca. Ale podczas koncertu… Ludzie mogą być już nieco zmęczeni, a wtedy wychodzi on i BUM! Wszystkim udziela się jego energia.

Kto wpadł na pomysł coveru „Peg ‘O My Heart”?

Matt Kelly:
Wydaje mi się, że Ken. Obie jego babcie mają na imię Margaret. Z niezrozumiałych powodów Peg to zdrobnienie imienia Margaret (śmiech). Ken przyszedł i spytał: – „Hej chłopaki, nie mielibyście nic przeciwko żebyśmy zrobili to dla moich babć?” Nie mieliśmy. Sporo zmieniliśmy w tej piosence. Brzmi zupełnie inaczej niż oryginał. Został tylko tekst i kilka muzycznych punktów wspólnych, ale zdecydowanie jest to spojrzenie na ten kawałek z naszej dziwacznej perspektywy.

Poza Bruce’em na „Going Out In Style” pojawiają się inni goście, w tym Fat Mike. Możemy go zobaczyć w teledysku do tytułowego utworu, gdzie wspólnie imprezujecie po pogrzebie.

Matt Kelly:
Tak to właśnie u nas wygląda. Podczas pogrzebu panuje zawsze bardzo podniosła atmosfera. Stypa to już regularna impreza. Zamiast opłakiwać śmierć, świętujemy życie zmarłego. Stąd wziął się pomysł na tytuł piosenki – „Going Out In Style”. Gdybym miał urządzić wielkie przyjęcie, na którym zjawiliby się wszyscy moi przyjaciele z całego świata i każdy, kogo poznałem, to musiałby to być mój pogrzeb. W innych warunkach nie zawracaliby sobie głowy, żeby przyjechać mnie zobaczyć. Wydaje mi się, że wynika to z naszego bostońskiego pochodzenia i korzeni. Irlandzkie pogrzeby nigdy nie są poważne i smutne. Zawsze jest wesoło, są muzyka i tańce. To dosyć dziwny sposób żegnania kogoś w obliczu śmierci, ale tak już mamy. Właśnie zdałem sobie sprawę, jakie to dziwaczne. (śmiech).



„Going Out In Style” to album koncepcyjny. Od początku mieliście takie założenie?

Matt Kelly:
Z Kenem i Alem od lat rozmawialiśmy o albumie koncepcyjnym. Jednak taka płyta wymusza pewne ograniczenia. Najpierw potrzebujesz historii, a dopiero później piszesz muzykę, która do niej pasuje. Powstają albumy, które jako całość brzmią świetnie, ale kiedy wybierzesz jedną piosenkę to sama w sobie nie ma sensu. Na przykład „Tommy” The Who. Poszczególne utwory z tej płyty wyrwane z kontekstu albumu tracą znaczenie. Kiedy zaczynaliśmy tworzyć „Going Out In Style” nie zakładaliśmy, że będzie to album koncepcyjny. Pomału powstawały kolejne piosenki i zauważyliśmy, że w tekstach pojawiają się tematy, które łączą się ze sobą. Pojawiła się nić wiążąca wszystkie kawałki. Wtedy zrozumieliśmy, że to może być album koncepcyjny. Teksty poszczególnych piosenek złożyły się na spójną historię. Poszliśmy z tym do Michaela Patricka MacDonalda, autora takich bestsellerów, jak „All Souls” i „Easter Rising”. Spojrzał na zarys naszej historii, której bohaterem jest Cornelius Larkin, i zamienił ja w prozę. Płyta opowiada głównie o naszych przodkach, a Cornelius Larkin sporo czerpie z dziadka naszego gitarzysty Jamesa – Corneliusa Lyncha. Był Irlandczykiem, który przyjechał do Stanów, walczył w wojnie koreańskiej, ożenił się ze swoją ukochaną… Wszystkie nawiązania do związków zawodowych wzięliśmy od dziadka Kena. Z mieszanki faktów z życia naszych przodków, anegdot i wymyślonych historii powstał Cornelius Larkin.

Karolina Wanat/ fot. mat. promocyjne
oceń
5
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!