szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 LutegoNajnowsze wiadomości

18 Lutego Najnowsze plotki

"Dużo odważniej" (rozmowa z The Boogie Town)

2011-12-14   A A A
 

Po entuzjastycznie przyjętej płycie "1", The Boogie Town prezentują "Grawitację". Wydawnictwo już zebrało szereg pozytywnych recenzji, a w niedalekiej przyszłości ma ukazać się jego anglojęzyczna wersja - "Gravity" - przeznaczona na rynek zagraniczny. O pracach nad albumem rozmawiamy z Ulą Rembalską i Bartkiem Mieszkuńcem.





Czego nauczyło was wydanie debiutanckiej płyty „1”?

Bartek Mieszkuniec:
Lekcję jaką dostaliśmy na pewno słychać gdy porówna się nasz debiutancki album z "Grawitacją". Drugi album produkowaliśmy całkowicie samodzielnie. Realizowaliśmy i nagrywaliśmy go praktycznie sami z Ulą. Paweł Marciniak, który pracował z nami przy pierwszej płycie, nagrywał tym razem bębny i skrzypce. Reszta została zarejestrowana w naszym studiu. Gitary, basy, klawisze itd. Dlatego też mieliśmy pewne obawy, związane głównie z tym, że czasu było dużo mniej. Przy albumie „1” były to pomysły zebrane z dwóch, trzech lat. Tutaj praktycznie zaczęliśmy pisać piosenki i od razu je nagrywać. Na przełomie maja i czerwca rozpoczęliśmy prace nad albumem nie mając praktycznie nic. Takie było założenie - piszemy w tym samym czasie i nagrywamy, żeby zachować jak największą energię.

Ula Rembalska: Wydaje mi się, że to jest główny wniosek. Między nagrywaniem pierwszej i drugiej płyty minęły dwa lata. Jeśli chodzi o produkcję i komponowanie doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu grzebać się w piosenkach, zmieniać je na okrągło, wracać do nich bezustannie tylko dlatego, że przestały nam się podobać. Jeżeli mamy pomysł, to staramy się uchwycić tę energię i nagrać utwór jak najszybciej, tak by po różnych zabiegach czysto produkcyjnych móc go po prostu odłożyć na bok i zacząć pisać kolejny.

Bartek Mieszkuniec: Poza tym, mamy w planie zagrać dużo więcej koncertów. W przyszłym roku, planujemy grać w całym kraju, zaczynając od najmniejszych miejscowości po duże miasta, tak by zaprezentować Boogie Town jak najszerszej widowni.

Debiut pokazywał całe spektrum waszych możliwości. Na „Grawitacji” obraliście już konkretny kierunek.

Ula Rembalska:
Piosenki na pierwszą płytę zbieraliśmy przez ponad dwa lata i dlatego były tak różne. Baliśmy się przy nagrywaniu „1”, że może nie będzie do końca spójna i nie uda się znaleźć wspólnego mianownika. Ta płyta powstawała trzy, cztery miesiące, więc siłą rzeczy musi być bardziej spójna. Chcieliśmy by była odważniejsza jeśli chodzi o produkcję, kombinowanie z brzmieniami, aranżami np. chórków czy smyczków… Mimo, że mieliśmy mniej czasu wydaje mi się, że tym razem wszystko było bardziej przemyślane. "Grawitacja" jest bardziej przestrzenna, bardziej szeroka w brzmieniu, pogłosach i zastosowanych efektach. Gdyby porównać poszczególne partie instrumentów, to na tej płycie są dużo odważniejsze brzmienia gitar niż na pierwszym albumie. Są też instrumenty, których wcześniej nie wykorzystywaliśmy, na przykład mandolina. Po raz pierwszy nagraliśmy również kwartet smyczkowy.

Skąd wziął się pomysł na dodatkowe instrumenty?

Bartek Mieszkuniec:
Od nagrania pierwszej płyty, czyli wyjścia ze studia, minęły w sumie dwa i pół roku. To wystarczająco dużo czasu, żeby się zmienić i rozwinąć. Mandolina trafiła w moje ręce zupełnie przypadkiem. Moja mama znalazła ją w swoim rodzinnym domu. Okazało się, że jest to stuletni instrument, który przeleżał kupę lat na strychu. Na szczęście lutnikowi z którym współpracuję udało się ją zreanimować do tego stopnia, że brzmi rewelacyjnie. Grałem na niej podczas koncertu w Antyradiu.

To chyba bardzo wymagający instrument?

Bartek Mieszkuniec:
Przede wszystkim malutki… I mimo tego, że jest trzy razy mniejszy od mojego akustycznego Gibsona, to potrafi zagłuszyć go całkowicie.

Ula Rembalska: …i jest dosyć wymagający przy strojeniu. Ale ma za to bardzo "romantyczne" brzmienie (śmiech).

Bartek Mieszkuniec: Jeżeli chodzi o instrumenty których do tej pory nie wykorzystywaliśmy to wymusiły to na nas same piosenki. Nie było żadnego super planu. Dla nas muzyka jest czymś takim jak w przypadku malarza obraz. Masz farby i malujesz kolorami. My malujemy instrumentami i harmoniami. Zawsze mieliśmy założenie, że nie będziemy się na coś zamykać tylko dlatego, że ktoś uważa nas za kapelę rockową i nie wypada nam użyć mandoliny. Już teraz wiem, że jak będziemy wydawać trzecią płytę to również będzie inna od dwóch poprzednich. Wciąż mamy ochotę się rozwijać i szukać czegoś nowego. Gdy skończyliśmy nagrywać pierwszą płytę, byłem zmęczony i zwyczajnie cieszyłem się, że wreszcie udało się nagrać nasz materiał. Niedługo później poczułem, że chciałbym pójść dalej. Teraz jest podobnie. Dalej mam tę chęć. Jeżeli po jakiejkolwiek płycie przestanę to czuć, to będzie znaczyło, że nie warto nagrywać kolejnego albumu.

Ula Rembalska: Piosenki na „1” były bardziej surowe i w sumie takie miały być. Nie wymagały od nas aż takiego produkcyjnego wysiłku, dobierania brzmień czy innych instrumentów. Te utwory są dużo bogatsze aranżacyjnie i stąd te zmiany…

Karolina Wanat/ fot. Mystic
oceń
12
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!