szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

20 KwietniaNajnowsze wiadomości

20 Kwietnia Najnowsze plotki

"Byle piwo było zimne" (rozmowa z Kerrym Kingiem z zespołu Slayer)

2011-04-06   A A A
 

Bycie gitarzystą Slayera to śmiertelnie poważna sprawa. A Kerry King to także założyciel, lider, tekściarz i kompozytor Slayera. Nie mogło więc być mowy o żartach. Oto wywiad, jakiego artysta udzielił Wirtualnej Polsce przed koncertem w Madrycie, pod koniec marca tego roku.





11 kwietnia w Łodzi zagracie w Polsce po raz dziewiąty, poznajesz już jakieś szczegóły, albo masz jakieś wspomnienia spoza koncertów w naszym kraju?

Kerry King:
Nie bardzo. Zawsze jesteśmy tu po to żeby grać. Przyjeżdżamy, robimy próbę dźwięku, gramy koncert i wyjeżdżamy. Z perspektywy okna samolotu, czy samochodu nie ma większych różnic między różnymi europejskimi krajami. A na atrakcje turystyczne przed koncertem, czy po, nie mamy czasu. Liczba wizyt nie ma tu nic do rzeczy – po prostu na trasie myślimy wyłącznie o koncertach. Jak jadę na urlop to myślę o zwiedzaniu. A i to niekoniecznie. Twój kraj najlepiej rozpoznaję po reakcjach fanów i biało-czerwonych flagach z naszym logo.

Czego możemy się spodziewać podczas tego koncertu, poza Garym Holtem nadal zastępującym Jeffa?

Kerry King:
Właściwie nie możecie się spodziewać Gary’ego, bo gra z nami jeszcze sześć, czy siedem koncertów i wraca do Stanów. Zastąpi go Pat z Cannibal Corpse.

Nic o tym nie wiedziałem, to wiadomość miesiąca!

Kerry King:
Nikt wcześniej nie pytał.

Kiedy dokładnie Gary zagra z wami ostatni raz? A Pat O'Brien zacznie?

Kerry King:
4 kwietnia we Włoszech będzie ostatni koncert z Garym, który jedzie na swoją trasę z Exodus, a szóstego w Chorwacji będzie pierwszy raz z Patem.

A jak zdecydowaliście, że Jeffa zastąpi właśnie Gary, a teraz Pat? To chyba nie był casting?

Kerry King:
Jasne, że nie. Z Garym znamy się od dwudziestu pięciu lat i był idealnym kandydatem. Chwilę pogadaliśmy przez telefon. Później się spotkaliśmy i ustaliliśmy przede wszystkim, czy jest wolny, czy chce to zrobić i, na koniec, jakie numery gramy podczas tej trasy. I już podczas pierwszych prób wiedziałem, że to był dobry pomysł. Wcześniej, jak tylko dowiedziałem się, co z Jeffem, rozmawiałem z Brianem Slagelem, moim przyjacielem z Metal Blade Records. Spytałem „gdybyś był na moim miejscu, kogo byś wybrał?” Stwierdził, że zdecydowanie Pata. Ale on na początku roku był zajęty jakimiś sprawami Cannibal Corpse. Teraz już jest wolny, a Exodus ma zaklepane granie w Ameryce Południowej, więc pora na zmianę. Nie będzie problemu, bo na ostatnich trzech, czterech koncertach z Garym Pat będzie już z nami w Europie. Najpierw poćwiczy podczas soundchecków, będzie takim super-technicznym. Zagramy też porządną próbę w dniu jego pierwszej sztuki.

Jak się czuje Jeff, polepsza mu się, wiadomo, kiedy wróci do grania?

Kerry King:
Przy każdej okazji chodzi od doktora do doktora, lekarze przychodzą do niego. Wydzwaniają… piszą… Chyba to polubił. Lubi się bawić w doktora (śmiech). Ale jest znacznie lepiej, bo normalnie rusza już tą ręką i zaczyna grać na gitarze. Tylko cały czas ma jeszcze zabiegi rehabilitacyjne. I nie wiem, kiedy będzie gotowy, żeby wrócić na scenę. On sam tego nie wie.

Może zostańmy w temacie – z szyją Toma wszystko w porządku? Pamiętam, że niedawno znowu był w szpitalu…

Kerry King:
Ostatnio to nie była szyja. Czymś się zatruł i po prostu poszedł na rutynowe badania, które robi się w szpitalu. To trochę trwało, więc musieliśmy odwołać jeden koncert, ale na jakimś festiwalu, więc nie było tragedii. Ktoś tam sobie dłużej pograł zamiast nas. Chodziło o to, żeby mieć pewność, ze wszystko z nim będzie OK. I że kolejnych koncertów już nie trzeba będzie odwoływać. Sprawdził i teraz jest OK.

Pamiętam kilka koncertów, na których prezentowaliście w całości „Reign In Blood” na żywo. Ale nie udało mi się trafić na taki, podczas którego zmoczyłby was ten „deszcz krwi”, znany z DVD „Still Reigning”, dlaczego tego nie powtarzaliście?

Kerry King:
To nie tak, że zrobiliśmy to raz przed kamerami i do widzenia. Wiele razy jeszcze nam się zdarzyło, ale to dość skomplikowana akcja. Woziliśmy całą dodatkową aparaturę, zbiorniki z tą sztuczną krwią, na scenie musieliśmy dokładnie się pilnować, żeby stanąć w odpowiednim miejscu dokładnie w tym czasie, kiedy miało „zacząć padać”. Nie było mowy o jakiejś dowolności, czy spontaniczności, robił się z tego spektakl, ale nie o to chodzi na koncertach Slayera. Kiedy zorientowaliśmy się, że to psuje nasze występy – skończyliśmy z tym.

I nie ma mowy, żeby jeszcze kiedyś to zrobić?

Kerry King:
Nie sądzę. Wiem, że to wygląda naprawdę brutalnie, ale nie jest ani przyjemne, ani bezpieczne, ani wygodne, czy poprawiające jakość show. Lepiej gramy jak po prostu gramy, a nie drobimy kroczki, żeby trafić pod rurę, z której zaraz chluśnie na nas jakaś maź.

Prawie jestem pewien, że nie ma cię podczas gromadnego odegrania „Am I Evil?” na DVD z bułgarskiego Sonisphere, nie lubisz tłumu na scenie?

Kerry King:
Nie o to chodzi. Tamten koncert był też pokazywany w kinach. Niby na żywo, ale z jakimś tam opóźnieniem. I okazało się, że nasz występ trzeba przyciąć, bo zagraliśmy pełen program, a do tej wersji kinowej to było o kilka kawałków za dużo. Ponieważ nikt się nie zamierzał tym zająć, bo wszyscy pod parasolkami poszli na próbę „Am I Evil” do namiotu Metalliki, ja zostałem w montażowni i ślęczałem z ekipą telewizyjną nad tym materiałem. Ostatecznie zagrał tylko Dave, bo Jeff i Tom mieli w czasie koncertu Metalliki jakieś inne zajęcia. A ja chciałem zagrać pewnie bardziej, niż oni, tylko wolałem zająć się naszym koncertem, żeby to jakoś wyglądało, skoro mieli oglądać to ludzie na całym świecie.

Na filmie „Playing with Dolls”, dołączonym do specjalnej edycji „World Painted Blood” jest tylko fragment utowru „Atrocity Vendor”. Myśleliście o wydaniu go gdzieś w całości? Albo możecie zagrać na którymś koncercie? Na przykład w Polsce:)

Kerry King:
Wydaliśmy go na singlu, ale tylko w Ameryce. I tylko na winylu. Na jednej stronie była „World Painted Blood”, a na drugiej „Atrocity Vendor”. A jedyny kawałek z tamtej sesji, z którym zupełnie nic nie zrobiliśmy to „Piano Wire”. Nie pamiętam, dlaczego. Jakoś nikt nie napierał. Numer jest Jeffa, chyba uznaliśmy, że nie pasuje do reszty płyty, tak się czasami dzieje. A on się nie upierał, więc odpadł.

Koncert to nie płyta, i tak gracie różne rzeczy obok siebie. Może włączycie je przynajmniej do setlisty koncertowej?

Zbigniew Zegler/ fot. Marcin Bąkiewicz
oceń
15
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!