szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

20 LutegoNajnowsze wiadomości

20 Lutego Najnowsze plotki

"Absolutnie spontaniczna akcja" (rozmowa z Wolfem Hoffmanem z Accept)

2011-01-31   A A A
 

W przededniu koncertów w Polsce Accept ze swoją balladą, "Kill The Pain", dotarł na pierwsze miejsce Listy Przebojów Trójki. Nie mogliśmy tego przewidzieć kilka tygodni wcześniej, podczas wywiadu, jakiego gitarzysta Wolf Hoffman udzielił Wirtualnej Polsce. Ale i tak było o czym gadać;)







Z Acceptem byłeś w Polsce dwa razy, w 1986 i 1993 roku. Wiem, że cenisz naszych szalonych fanów, bo mówiłeś o tym wielokrotnie, ale czy zapamiętałeś coś spoza koncertów, co kojarzy ci się z naszym krajem?

Wolf Hoffmann:
Doskonale pamiętam wszystko, co wtedy zobaczyliśmy, szczególnie z wcześniejszej wizyty, bo to był nasz pierwszy wyjazd za Żelazną Kurtynę. Ale przez to i druga utkwiła mi w pamięci, przez zmiany, jakie się dokonały w ledwie parę lat. Podczas koncertów w ’86 rzucały się w oczy różnice między ówczesnymi Niemcami (Zachodnimi – przyp. ZZ) i Polską: na ulicach nie było zachodnich aut, miało się wrażenie, że nie było kolorów – wszystko było albo szare, albo jakieś brudne. Kontrastowały z tym reakcje fanów, stąd ciągłe podkreślanie ich zaangażowania i sposobu, w jaki nas przyjęli. Byliśmy popularni u siebie, zyskiwaliśmy sławę w Wielkiej Brytanii i USA, ale pierwszy raz poczuliśmy się uwielbiani właśnie w Polsce, w połowie lat 80.

Trochę pewnie dlatego, że byliście drudzy, po Iron Maiden, którzy zdecydowaliście się do nas przyjechać. Pamiętam z tamtych czasów, że o tej wizycie mówiły wszystkie ogólnokrajowe media, a video do „Metal Heart” można było zobaczyć w programie, w którym zaraz po was puścili Modern Talking i CC Catch…

Wolf Hoffmann:
Być może, ale wtedy tego nie wiedzieliśmy. Najlepiej kojarzę Warszawę i wielką halę, w której mieliśmy zagrać (Torwar – przyp. ZZ) . Kiedy promotor nas przywiózł na miejsce byliśmy trochę przerażeni, czy uda się ją zapełnić (śmiech) . Po próbie, kiedy wracaliśmy z obiadu, pod halą było już sporo ludzi i wtedy zaskoczyła mnie ich kreatywność i wielobarwność. Na ulicach było szaro – czarno, a nasi fani mieli kurtki własnej roboty, malowane w nasze logo, albo z okładkami płyt, wyklaligrafowanymi na plecach. Do tego mnóstwo flag i transparentów z różnymi, przemiłymi hasłami, jak „Welcome to Poland”, czy „We’ve been waiting for you”. O takich gestach się pamięta. Co więcej, zabraliśmy ze sobą większość flag, które tamtego wieczoru wylądowały na scenie i myślę, że przynajmniej dwie albo trzy mamy jeszcze do dziś. Przypuszczam, że ja mam jedną, bo przez wiele lat wisiała w naszej sali prób, a większość tych pamiątek zabrałem ze sobą do Stanów…

To fantastycznie! A jak już wspomniałeś Stany – Mark jest Amerykaninem, Ty i Peter od lat mieszkacie w USA – czy Accept to jeszcze niemiecki zespół?

Wolf Hoffmann:
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem i chyba nie ma to większego znaczenia. W pewnym sensie jest i będzie zawsze niemiecki, bo powstał w Niemczech. To, że część z nas mieszka w Stanach w obecnych czasach nie jest już takim problemem, jak kiedyś. Jest Internet, a lot z Hannoveru do Memphis trwa tyle, co przejazd z Niemiec do Polski samochodem. Jakoś więc sobie radzimy, a przynależnością etniczną nie zaprzątamy sobie głowy.

Podobno Mark zjawił się w Accept przypadkiem, a nawet sprowokował reaktywację zespołu. To prawda? Jak na niego trafiliście?


Zbigniew Zegler/ fot. acceptworldwide.com
oceń
3
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!