szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

30 MarcaNajnowsze wiadomości

30 Marca Najnowsze plotki

"Nie mamy rozdmuchanego ego" (rozmowa z OMD)

2011-01-05   A A A
 

Szczyt ich popularności przypadał na lata 80., ale ich nazwa na stałe wpisała się w historię muzyki popularnej. W czasach renesansu synth-popu powrócili z serią koncertów i nowym albumem. Jak powstawała płyta "History Of Modern"? Jak doszło do reaktywacji? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w rozmowie WP z Paulem Humphreysem, połową duetu OMD.




Wiem, że od waszej reaktywacji minęły już 4 lata, ale czy mógłbyś mi opowiedzieć jak to się stało, że postanowiliście znowu razem działać?

Paul Humphreys:
Kiedy zespół przestał działać w latach 90., wydawało nam się, że już nic z tego nie będzie. Jednak klimat po prostu się zmienił w nowym wieku. Coraz więcej zainteresowania zaczęła znowu budzić muzyka elektroniczna, jak i sama twórczość OMD. Zaczęliśmy dostawać telefony z propozycjami wystąpienia w różnych programach, zagrania koncertów, czy nawet wyprodukowania płyt innych wykonawców. Ale cały czas mówiliśmy nie. Wtedy zdecydowaliśmy, że więcej OMD po prostu już nie będzie. Ale w 2005 roku Andy dostał propozycję wystąpienia w pewnym niemieckim programie telewizyjnym. Zadzwonił do mnie i spytał, czy nie chciałbym sobie wyjechać na weekend do Niemiec, pomieszkać w wypasionym hotelu i zobaczyć starych kumpli, podczas gdy za wszystko zapłaci organizator. Każdy z nas mieszka gdzieś indziej, i prawie nigdy się nie widujemy. Dlatego się zgodziliśmy. Wiesz kiedy jedziesz pokazać się w takim programie, to pracujesz tylko kilka minut, a reszta weekendu jest wolna. Usiedliśmy sobie wtedy przy obiedzie i porozmawialiśmy. Okazało się, że mamy kilka propozycji koncertowych. Pomyśleliśmy, że zorganizujemy tylko kilka i zobaczymy, czy ktokolwiek w ogóle będzie zainteresowany, żeby przyjść na nasz występ. Ale zainteresowanie okazało się tak duże, że te kilka zamieniło się nagle w 40. Uznaliśmy, że może warto jednak spróbować.


Czy myślisz, że było to zainteresowanie OMD, czy raczej fascynacja latami 80.?

Paul Humphreys:
To prawda, że znów nastała moda na lata 80. Muzyka z tamtych lat zaczęła być wykorzystywana w filmach, a stacje radiowe częściej ją grają. Ale ten powrót dotyczy również muzyki elektronicznej. Wiele dzisiejszych młodych wykonawców cytuje takie grupy jak Human League, czy właśnie OMD, nazywając je swoimi inspiracjami.


A jak czujesz się podczas występów? Jakby nigdy nie przybyło ci lat, czy może trudniej jest już sprostać temu kondycyjnie?

Paul Humphreys:
Przyznam, że przez te półtorej godziny za każdym razem czuję się jakbym był znowu młody. Koncerty mają tę specyfikę, że łapią jakiś moment w czasie. Każdy, kto przychodzi na taki występ ma jakąś swoją ulubioną piosenkę, która kojarzy mu się z jakąś chwilą z życia. Ludzie chcą to przeżyć jeszcze raz. Od wielu fanów słyszymy, że przy tej piosence wzięli ślub, a przy tamtej poznali swoich życiowych partnerów. My im dajemy taką możliwość, ale nie chcemy być też postrzegani wyłącznie jako grupa-retro. Nadal mamy sporo do powiedzenia. To, że kiedyś przestaliśmy z Andym wspólnie pisać piosenki, a grupa się rozpadła, nie znaczy, że w międzyczasie nie byliśmy aktywni. Chcemy nagrywać nowe kawałki i nowe albumy.


Był taki moment w historii OMD, kiedy tworzył go właściwie tylko Andy.

Paul Humphreys:
Tak, odszedłem wtedy z zespołu.


Czy będziesz zły, albo zawiedziony, jeśli powiem, że moją ulubioną piosenką OMD jest „Walking On The Milky Way” pochodząca właśnie z tamtego okresu?

Paul Humphreys:
Ależ skąd. W OMD chodziło zawsze o to, że pewne piosenki były czymś w rodzaju dziećmi moimi i Andy’ego. Ale nawet, kiedy tworzyliśmy ten zespół razem, wiele kawałków każdy z nas tworzył osobno. Na przykład Andy stworzył sam „Joan Of Arc”, a ja napisałem „Souvenir”. „Walking On the Milky Way” jest częścią historii OMD i mi osobiście również bardzo się podoba.


Swoją drogą, czy ktokolwiek nazywa was jeszcze Orchestral Manoeuvres In The Dark (rozwinięcie skrótu OMD – przyp red.)?

Paul Humphreys:
Staram się to zmieniać w miarę możliwości. Razem z Andym wolimy tę dłuższą nazwę, bo to ją wybraliśmy na samym początku. Tak naprawdę za rozpowszechnienie skrótu OMD odpowiedzialni są przede wszystkim dziennikarze, którzy mieli dość ciągłego wymawiania tych kilku wyrazów.

Albert Kowalczyk/fot.- Oficjalna strona OMD
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Silen [2011-01-10 17:43]

Zawsze słuchałem tej muzyki
I mam w nosie czy jest renesans czy go nie ma . Czy jakiś muzyczny "znawca" napisze ,że jest be. OMD zawsze będzie miało grono swoich fanów.

odpowiedz