szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 ListopadaNajnowsze wiadomości

18 Listopada Najnowsze plotki

"Obyczajówka ze szczyptą humoru" (rozmowa z Anią Dąbrowską)

2010-03-16   A A A
 

Zapomnijcie o dylemacie z poprzedniej płyty. Niezależnie od tego, czy chodzicie w spodniach czy w sukience, Ania Dąbrowska stawia was przed nowym wyborem: do kina czy na film? A może posłuchać muzyki? Wokalistka mówi o udanych ścieżkach dźwiękowych i nieudanych interpretacjach, świętościach, ale przede wszystkim swojej najnowszej płycie „Ania Movie”.



Pamiętasz pierwszy film, na który poszłaś do kina?

Ania Dąbrowska: Kiedy byłam dzieckiem, kino było poza moim zasięgiem. Było zbyt luksusową rozrywką, nie było mnie na nie stać. W domu się nie przelewało i chyba nawet nie przyszło mi do głowy, by się na coś takiego porywać. Poza tym, kiedy osiągnęłam stan świadomości umożliwiający mi docenienie tego rodzaju rozrywki, zaczęła się doba internetu. Zaczęło się ściąganie filmów, oglądanie ich na ekranie komputera. Ja już niestety wywodzę się z tego pokolenia.

A dzisiaj? Wolisz się wybrać do kina czy oglądać film na domowej kanapie?

Ania Dąbrowska: Kino, bardzo dużo kina! Chodzimy właściwie na wszystko… Na filmy dobre i szitowe, komedie romantyczne i horrory, na animowane też. Na wszystko.

Twój lubiony film to…

Ania Dąbrowska: „Dirty Dancing”. Zawsze jak to widzę to płaczę i zastanawiam się, dlaczego takie historie nie dzieją się w prawdziwym życiu.

Naprawdę nie mogą się zdarzyć?

Ania Dąbrowska: Niekoniecznie są to historie z happy endem. No wiesz, film kończy się sytuacją typu „i żyli długo, i szczęśliwie”. To najlepsze zakończenie. Nikt nie chce zobaczyć, co było potem. Nikogo to nie interesuje.

Wskazałaś film muzyczny.

Ania Dąbrowska: No pewnie! Muzyka z „Dirty Dancing” była dla mnie totalnym odkryciem. Te piosenki zawsze bardzo mocno na mnie działały. Byłam wtedy jeszcze nastolatką i nie miałam nawet pojęcia, z jakiej epoki pochodzą, ale strasznie mi się podobały! Bardzo możliwe, że to właśnie one najbardziej ukształtowały mój gust.

Dlaczego w takim razie nic z „Dirty Dancing” nie trafiło na „Ania Movie”?

Ania Dąbrowska: Oczywiście, myślałam o tym. To pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy: No tak, musi być „Time Of My Life” z „Dirty Dancing” i „Aquarius” z „Hair”! Zastanowiłam się jednak i zdałam sobie sprawę z tego, że to za duże numery i nie ma sensu ścigać się z czymś, co jest doskonałe. Nie chciałam dotykać świętości.

Do świętości jeszcze wrócimy… Jakie warunki musi twoim zdaniem spełniać dobra piosenka filmowa?

Ania Dąbrowska: Według mnie jest to taka piosenka, która oddaje nastrój i perypetie bohaterów filmu, ale też może żyć własnym życiem. Może też być głosem pokolenia, działać na ludzi, którzy chcą się zbuntować, coś ze swoim życiem zrobić. Dobra piosenka filmowa powinna dobrze oddawać nastrój czasu, w którym powstała.

Jak się tworzy piosenki filmowe? Sama niedawno napisałaś temat przewodni do „Nigdy nie mów nigdy”, komedii Wojciecha Pacyny.

Ania Dąbrowska: Byłam zupełnie zielona i dzisiaj pewnie zrobiłabym to inaczej. Starałam się wypośrodkować pomiędzy tym, o czym był film, tym co chciał ode mnie producent, a tym co ja sama bym chciała. To nie był dobry pomysł, kompromisy nigdy nie są dobre. (śmiech) Wersja, która trafiła do filmu bardzo różni się od piosenki, którą nagrałam jako demo, ale dobrze spełniła swoją rolę i pomogła w promocji filmu. Nikt ode mnie niczego więcej nie wymagał. Ja jak zwykle chciałabym czegoś więcej…

Nowa płyta jest czymś więcej?

Ania Dąbrowska: „Ania Movie” jest konsekwencją tego, że poczułam się zmęczona sobą i piosenkami, które piszę. Pewna formuła się wyczerpała. Chciałam dać sobie czas, nagrywając płyte swobodną, bez żadnych ograniczeń i obwarowań komercyjnych. „Ania Movie” jest płytą-przecinkiem, moim oficjalnym pożegnaniem z brzmieniami retro, z moją miłością do muzyki lat 60. i 70. Wydaje mi się, że zgłębiłam już ten temat i nie mam nic więcej do dodania. Teraz chciałabym pójść w zupełnie inną stronę. Chcę się zmienić.

Jaki był klucz doboru materiału na „Ania Movie”?

Ania Dąbrowska: To przede wszystkim megakompozycje, które świetnie się śpiewa i interpretuje. Wszystkie od dawna mam na podręcznej playliście. Od jakiegoś czasu krążył mi po głowie pomysł, żeby nagrać płytę z moimi ulubionymi piosenkami i kiedy zaczęłam się przygotowywać, okazało się, że większość z nich pochodzi z filmów. Poszliśmy więc w tę stronę.

Wiele z tych utworów rzeczywiście można traktować jako pożegnanie z nastrojami retro, ale pojawiają się i brzmienia dotąd u ciebie nie słyszane. Czyżby to właśnie była zapowiedź nowej Ani Dąbrowskiej?

Ania Dąbrowska: Kompletując materiał na tę płytę skupialiśmy się przede wszystkim na samych kompozycjach. Nie ważna była stylistyka, z jakiej wywodzą się te numery, nie zależało mi też na tym, żeby wszystkie pochodziły z lat 60. Najważniejsze było, żebym lubiła te piosenki i chciała je śpiewać. Najpierw sama piosenka musiała do mnie trafić, a później ja musiałam trafić z jej interpretacją. Przymierzaliśmy się na przykład do „Live To Tell” Madonny, ale okazało się, że w moim wykonaniu nie brzmi to fajnie i nie da się z tym nic zrobić. Na płycie zostały więc tylko te numery, które zabrzmiały najlepiej.

Jak to możliwe, że płyta, na której spotkały się światy tak odległe jak The Beatles, soundtracki z filmów blaxploitation i Badly Drawn Boy brzmi tak spójnie?

Ania Dąbrowska: Wspólnym mianownikiem jest mój zespół. Gram z nimi koncerty od kilku lat, to znakomici muzycy i fajni ludzie. Lubimy się… Dlaczego nie miałabym zrobić z nimi płyty? Pomysł na wspólne granie pojawił się już przy poprzedniej płycie. Wtedy chcieliśmy wynająć stare kino w Międzyrzecu Podlaskim, rozstawić sprzęt na scenie i przez tydzień zarejestrować cały materiał na „W Spodniach, Czy W Sukience?”. Pomysł niestety utknął w skostniałych strukturach międzyrzeckich włodarzy… Tym razem się udało. Spotykaliśmy się na próbach, wymyślaliśmy wspólnie formy piosenek, razem pracowaliśmy nad aranżacjami i potem razem to wszystko nagraliśmy. Produkcją zajął się Kuba Galiński, młody multiinstrumentalista z mojego zespołu, który produkował wcześniej moje dwie EPki: „W Spodniach, Czy W Sukience” i „Nigdy Więcej Nie Tańcz Ze Mną”. Nad całością czuwał Bogdan Kondracki, który płytę zmiksował.

Sony Music/fot.- Sony Music
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!