Tito Larriva nie wie, czy bardziej jest aktorem, czy muzykiem. Zagrał w ponad 50 filmach. Wszyscy kojarzą go jednak z obecnym składem, Tito & Tarantula, i słynną sceną grania „na ludzkich zwłokach” w klubie „Titty Twister”, w filmie „Od Zmierzchu Do Świtu”.

Zagracie niebawem drugie tournee po Polsce. Znam wiele osób, które z niecierpliwością czekają na te koncerty, ale pytają też, co z nową muzyką, kiedy będzie gotowa kolejna płyta Tito & Tarantula?
Tito Larriva (wokalista i gitarzysta Tito & Tarantula, lider zespołu i autor większości tekstów): Bardzo się cieszę na te występy, bo polska publiczność zachwyciła nas poprzednim razem. Dlatego też wracamy do was już po pół roku. Byłeś na którymś z tych koncertów, widziałeś to?

Tak, w Warszawie. Rzeczywiście było OK., ale zapewniam cię, że stać nas na więcej. Podobno we Wrocławiu było naprawdę gorąco. Może dlatego, że graliście w klubie „Od Zmierzchu Do Świtu”…
TL: O tak! To było niesamowite! To był nasz pierwszy koncert w Polsce. Nie mieliśmy pojęcia, czego się spodziewać. Byliśmy strasznie stremowani. A po koncercie niezmiernie szczęśliwi, bo tak wspaniałego przyjęcia nie mieliśmy już dawno. Dziewczyny, które tańczyły na barze podczas „After Dark”, aplauz niemal zagłuszający muzykę i klimat tamtego miejsca sprawiły, że grało nam się cudownie. Jak w transie!

To niesamowite, że grając tyle koncertów jesteś w stanie pamiętać pojedyncze sztuki…
TL: Tylko te naprawdę godne zapamiętania. Warszawa też była w porządku. Tłum na scenie świetnie się bawił (w pewnym momencie koncertu Tito zaprosił kilka dziewcząt na scenę, za którymi poszli ich chłopcy, i wszyscy razem, zaśpiewali z zespołem „After Dark” – przyp. ZZ), a my już wiedzieliśmy, że to w Polsce naturalne. Liczę, że tym razem będzie równie dobrze.

A może jeszcze lepiej, ale sprytnie uciekłeś od pytania, co z nową płytą (śmiech) Macie już jakieś nowe piosenki, albo chociaż jakiś zarys nowego albumu? Od wydania „Back into Darkness” minęły już dwa lata…
TL: Tak, zamierzamy zacząć nagrywać pod koniec roku. Próby z nowym materiałem mamy zaplanowane już na kwiecień i maj. Mam trochę nowych pomysłów, ale musimy to przegadać z Caroline, Stevenem i Alfredo.

A czy jest szansa, żebyście już podczas wiosennej trasy zaprezentowali coś z tych nowych pomysłów?
TL: Chyba na próbach dźwięku, przed koncertem najprędzej (śmiech). Myślę, że raczej dodamy jeszcze ze dwie piosenki z nowej płyty, z „Back into The Darkness”, bo ostatnio graliśmy z niej sześć, czy siedem utworów. Sądzę, że publiczność nie obrazi się, jeśli reszta będzie pochodziła z pierwszej płyty, czy z soundtracków do „Desperado” i „Od Zmierzchu Do Świtu” (śmiech). Na pewno nie zabraknie „Angry Cockroaches” i „After Dark”.

Pamiętam z wcześniejszych koncertów tylko jeden kawałek, który śpiewałeś po hiszpańsku, chyba „Flor De Mal”, i że zrobił bardzo dobre wrażenie na publiczności…
TL: Teraz będzie tego więcej, bo część utworów będę śpiewał pół na pół, po angielsku i hiszpańsku. Poza tym na pewno zagramy „Mácheté", cały po hiszpańsku, numer z najnowszego filmu Roberta Rodrigueza, który latem wejdzie na ekrany kin. I „Pistolero” z filmu „Desperado”, którego chyba nie graliśmy na poprzedniej trasie, a „Angry Cockroaches” jako „Cucarachas Enojadas”.

Jest taki zespół z którym byli związani muzycy Fear Factory, Faith No More i Napalm Death, trochę z innego muzycznego świata, niż twój, ale u nich ten hiszpański brzmi cholernie groźnie, nazywają się Brujeria. Kojarzysz ich?
TL: Nie widziałem ich nigdy na żywo, ale znam. To jest ta Brujeria z Tijuany?

Tak, z Juanem Brujo, zawsze ukrywającym twarz za bandaną.
TL: Tak, tak. To faktycznie brzmią groźnie. Podobno na koncertach są równie dobrzy, jak z płyt.