To prawdziwą zimę, jaką mieliśmy w tym roku w Polsce, też zaliczyłeś?
TL: Myślę, że porównywalną… Jak zimno było u was? Podobno jest sporo śniegu?
Teraz już nie, ale kilka tygodni temu było nawet minus dwadzieścia i z pół metra śniegu…
TL: Taaa… W Anchorage mieszkaliśmy w górach, nie w mieście. I któregoś roku, kiedy miałem jakieś trzy czy cztery lata zasypało nam dom. Nie tylko spadło dużo śniegu, ale zeszła też lawina, która uwięziła nas w domu. Byłem przerażony. Pamiętam, że ojciec młotem musiał rozwalić drzwi i do środka wpadło mnóstwo śniegu. Przez trzy dni kopał tunel, którym wydostaliśmy się na powierzchnię. Wszystko przy jakichś minus pięciu. Minus pięciu stopni Farenheita, czyli jakichś minus dwudziestu Celsjusza.
OK. To może nie będę już narzekał, jak ciężko mi się odśnieżało samochód (śmiech) Wróćmy jeszcze do muzyki. Zauważyłem, że na „Back into The Darkness” brzmicie trochę ciężej, niż wcześniej. Muzyka Tito & Tarantula może zdryfować w stronę hard rocka i metalu?
TL: Może nie wprost. Z pewnością hard rock i metal jest poważną inspiracją dla mojego zespołu. Ale nie większą niż punk, czy muzyka latynoska. Punk chyba najbardziej…
W Warszawie na bis zagraliście Sex Pistols…
TL: To było dość spontaniczne. Nie planowaliśmy tego, ale przyjęcie było tak dobre, że nie mogliśmy się powstrzymać. Numer w tej wersji opracowałem ponad dziesięć lat temu, kiedy byłem zaangażowany przy „Milion Dolar Hotel”. Bono, który był autorem muzyki do tego filmu, zaproponował, żebym coś zaśpiewał. Zaimprowizowałem więc „Anarchy…” po hiszpańsku. Później, w chwilach szczególnego podniecenia, zdarzało mi się namawiać zespół do zagrania tego. Tak też było na tamtym koncercie w Warszawie.
Przygotowujesz się jakoś specjalnie do kolejnego przyjazdu do Europy? Zaprezentujesz coś extra podczas tegorocznych koncertów? Zaskoczycie czymś poza doskonałą muzyką?
TL: Tak, przygotowuję się – siedzę w Teksasie, jem tortillię, piję tequilę i tyję (śmiech). Zaskoczę was tym, jaki jestem gruby (śmiech). Mam nadzieję, że na trasie trochę schudnę, choć w moim wieku, to już nie jest takie proste…
Bez przesady, a ile ty masz lat?
TL: Pięćdziesiąt pięć.
Nie wierzę. Żartujesz! Wyglądasz na co najmniej dziesięć mniej.
TL: 55 lat i już dwoje wnuków, więc chyba mogę też być gruby (śmiech).
Wystąpisz z tym składem co latem? Ze Stevenem Hufsteterem, Lucy LaLocą i Alfredo Ortizem?
TL: Tak, tu też nie będzie niespodzianek. Nie wyobrażam sobie Tito & Tarantula w innym składzie. Wiem, że wielu muzyków tak mówi, ale między nami naprawdę jest jakaś magia i nie potrzebujemy słów, żeby się porozumiewać. Oni są wspaniałymi ludźmi i doskonałymi muzykami.
Cieszę się, że będziemy mogli to ponownie sprawdzić. Przypomnij, kiedy będziemy się mogli spotkać w Polsce?
TL: Podam daty, jak ty mi pomożesz z nazwami miast (śmiech)
Zaczniecie we Wrocławiu…
TL: 9 marca
później Katowice
TL: Pierwszy raz tam będziemy, 10 marca. Poprzednio tam nie graliśmy, byliśmy gdzie indziej, w Pezden, Puzden…
w Poznaniu (śmiech), ładne miasto, niektórzy twierdzą, że jak Kraków, w którym gracie…
TL: 11 marca.
a w Warszawie zakończycie…
TL: Tak, 12 marca. Przyjdźcie koniecznie, zrobimy niezły Meksyk!