szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

18 LutegoNajnowsze wiadomości

18 Lutego Najnowsze plotki

"Mamy szczęście, że możemy być częścią legendy" (rozmowa z Nitzer Ebb)

2010-02-10   A A A
 

Na swój całkowicie nowy materiał studyjny Nitzer Ebb kazali czekać 15 lat. Jednak zapowiedź albumu "Industrial Complex" wywołała spore poruszenie wśród fanów muzyki elektronicznej. W lutym formacja odwiedzi nasz kraj i zagra aż 3 koncerty, z czego 2 w charakterze supportu przed Depeche Mode. Z tej okazji Wirtualna Polska rozmawia z Bonem Harrisem.




Ostatni studyjny album Nitzer Ebb wyszedł w 1995 roku. Jak bardzo w twoim odczuciu zmienił się przemysł muzyczny od czasów „Big Hit”?

Bon Harris:
Zmienił się kompletnie. Dzisiaj może być dużo bardziej niezależny, a przez to bardziej pomocny artystom. To oczywiście ma swoje plusy i minusy. Możesz robić co chcesz, kiedy chcesz i nie potrzebujesz do tego niczyjej „zgody”. Minusem jest to, że sam artysta ma zdecydowanie więcej roboty niezwiązanej z muzyką. Trzeba być mocno skupionym, aby inne rzeczy nie odwróciły twojej uwagi od robienia muzyki. Poza tym oznacza to zdecydowanie mniejsze zarobki, dlatego wiąże się to dziś z bardzo ciężką pracą i poświęceniem. Jeśli chodzi o nasze osobiste doświadczenia, to zdecydowanie dorośliśmy. Teraz możemy to doświadczenie przenieść na płaszczyznę Nitzer Ebb. Myślę, że dzięki temu efekt końcowy tylko zyska.


Zajmowałeś się produkcją płyt takich wykonawców jak Marilyn Manson, czy Smashing Pumpkins. Czego nauczyła Cię praca dla innych osób?

Bon Harris:
To niesamowicie utalentowani ludzie. Możliwość wglądu do ich sposobu na robienie muzyki jest czymś fantastycznym. Na pewno nauczyłem się więcej jeśli chodzi o strukturę piosenek i kreatywność w ich montażu. Poza tym dowiedziałem się jak nie zmarnować swoich pomysłów, albo co zrobić, żeby pomysły, które na początku wydają się beznadziejne, ostatecznie zadziałały. Jak w każdej dziedzinie, im większe masz doświadczenie, tym bogatszą posiadasz wiedzę, którą możesz potem różnie wykorzystać.


W przeszłości korzystałeś z wielkich modularnych systemów, hardware’owych samplerów. Dziś korzystasz z takich narzędzi jak "Reason". Jak oceniasz zmiany na tym polu? Czy to dzięki nowym technologiom zmienił się sposób w jaki obecnie tworzysz muzykę?

Bon Harris:
Tak naprawdę, to w procesie pisania muzyki ciągle korzystam z rozwiązań hardware’owych. Nadal uważam, że można dzięki nim tworzyć szybciej i bardziej intuicyjnie. Siła nowych technologii tkwi w post-produkcji i edycji. Do tego dochodzi mobilność. Trudno jest od tak zabrać ze sobą syntezator, dlatego laptop daje możliwość kontynuacji pracy kiedykolwiek i gdziekolwiek chcesz.


W jednym z dawnych wywiadów opisywaliście jak wyglądała praca nad płytą "Showtime". Mówiliście ze nagraliście ja dość szybko i spontanicznie. Czy w ten sposób tworzyliście również najnowszy album?

Bon Harris:
Dokładnie! I to chyba nawet bardziej, niż którykolwiek inny. Staraliśmy się, aby całość była robiona tak bardzo “na żywo”, jak to możliwe. To zapewne znajdzie odzwierciedlenie w dużo bardziej osobistym, reprezentatywnym brzmieniu.


Jaka jest codzienna muzyczna inspiracja Bona Harrisa?

Bon Harris:
Herbata! Serio. Codziennie wstaję I najpierw zaparzam sobie herbatę, a potem gram. Czasami na fortepianie, innym razem na gitarze, wibrafonie, albo śpiewam. Wszystko, na co akurat mam ochotę. To dla mnie najlepszy możliwy sposób na rozpoczęcie dnia. Do tego uwielbiam zagłębić się w twórczość artystów, których podziwiam. Słucham wielu rodzajów muzyki, czytam nuty takich twórców jak Bartok, Starvinsky, Debussy, czy Ellington. Uważam, że warto jest posłuchać od czasu do czasu wszystkiego, nawet tego, za czym się nie przepada. Poza tym bardzo lubię spacery. Po powrocie wszystko zdaje się być bardziej klarowne.


Przez pierwsze dwa miesiące 2010 roku gracie jako support podczas koncertów Depeche Mode. W pewnym sensie, historia się powtarza.

Bon Harris:
Tak i myślę, że to coś fantastycznego. Wiele osób, włączając nas, jest tym faktem dosyć zaskoczonych. Zaskoczonych i uradowanych. Po raz kolejny bardzo się tym ekscytujemy. To bezsprzecznie jeden z najlepszych zespołów na świecie. W tym momencie są prawdziwą legendą, a my mamy szczęście, że możemy być jej częścią.


Ale na tym nie koniec. W kawałku „Once Sou Say” na waszej najnowszej płycie „Industrial Complex”, gościnnie wystąpił Martin L. Gore. Jak blisko jesteście z Depeche Mode?

Bon Harris:
Jesteśmy przyjaciółmi i mamy do siebie ogromny szacunek jako muzyków. Na poziomie zawodowym byli dla nas zawsze bardzo mili, a poza pracą zawsze było z nimi sporo inspirującej zabawy.


Jakie nachodzą Cię myśli w związku z koncertami w Polsce?

Bon Harris:
To będzie moja pierwsza wizyta w Polsce i jestem bardzo podekscytowany. To kraj z niesamowitą historią. Mam szczerą nadzieję, że znajdziemy czas, aby doświadczyć czegoś więcej poza samymi występami, niczego im nie ujmując. Zawsze dobrze jest poznać chociaż cząstkę kultury i historii danego państwa. Poza koncertami z Depeche Mode zagramy również swój własny koncert w Warszawie (12.02 w klubie Progresja - przyp. red.). To dużo bardziej intymny i intensywny sposób na doświadczenie naszego koncertu. Nie możemy się doczekać.
Alko, pH
oceń
1
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
collins01 [2010-02-12 14:26]

Zdumienie
Serio.Przeczytalem ten wywiad autentycznie mile zaskoczony i zdumiony.Mialem do czynienia gdzies na poczatku lat 90-tych z muzyka tej kapeli i bylo to dla mnie zupelnie niestrawne.Wrecz traktowalem ich jako symbol czegos przed czym trzeba uciekac:)A ich samych jako swirow.A tu prosze.Ciekawa rozmowa z interesujacym i otwartym czlowiekiem.Nie pokocham tego grania nigdy ale zawsze to jakas niespodzianka:)

odpowiedz