Richie Cavalera jest pasierbem Maksa. Tego słynnego, brazylijskiego, choć już dawno osiadłego w Arizonie, charyzmatycznego wokalisty i gitarzysty Soulfly i Cavalera Conspiracy, a kiedyś Sepultury i Nailbomb.
I miej tu sławnego ojczyma. To rozmowa z Richiem, a nie z Maksem! Zespół młodego Cavalery, Incite, istnieje już pięć lat, a w połowie listopada wydał debiutancką płytę „The Slaughter”. Z tej okazji sprawdziliśmy w rozmowie, czy „wszystkie Ryśki to fajne chłopaki”.
Gratuluję ci uporania się z debiutancką płytą. Wreszcie jest, ale dlaczego tak długo na nią czekaliśmy?
Richie Cavalera: Rzeczywiście, na koncertach ogrywaliśmy ten materiał od ponad roku. Najważniejsza była zmiana składu. Kawałki powstawały od samego początku istnienia zespołu, ale nie zawsze takie, jak ja chciałem. To zespół, więc nie musiały mi odpowiadać w stu procentach. Ale to mój zespół, więc jednak chciałem je trochę lubić. Wcześniej mieliśmy już wstępny zarys tego, co miało się znaleźć na płycie, ale jak posłuchasz naszej EP-ki sprzed trzech lat, „Divided We Fall”, to pewnie wychwycisz różnice. Skończyło się na tym, że w 2007 roku wymieniłem wszystkich muzyków.
Dwa lata to też sporo czasu…
RC: No tak, ale praktycznie przez rok byliśmy w trasie. Trochę czekaliśmy na wolny termin u Logana Madera (producenta płyty, ex- gitarzysty Machine Head i Soulfly – przyp. ZZ), no i pracowaliśmy nad nowym materiałem. Te jedenaście numerów musiało być naprawdę OK. Na szczęście Logan bardzo nam pomógł, żeby tak było. Angażuje się w tworzenie od początku do końca. Jego praca nie kończy się na ustawieniu brzmienia i powiedzenia „C’mon, do roboty!”. Na przykład kiedy mieliśmy wątpliwości, czy zacząć utwór tak, jak graliśmy go na koncertach, czy tak jak – znacznie fajniej – wyszło nam podczas sesji, nie gapił się w sufit, tylko łapał za gitarę i zamienialiśmy się rolami. On grał, a my mieliśmy ocenić, co wybrać. Było mnóstwo sytuacji, w których dodawał nam pewności siebie i ratował nam tyłki.
To może powinien zostać drugim gitarzystą Incite (śmiech)
RC: No nie wiem…
Za stary?
RC: Nie (niepewny śmiech). Wiesz, on już nie mógłby rzucić tego, co robi. Nie mógłby nagle wyjechać na kilka miesięcy z Kalifornii na trasę i nie wywiązywać się z obowiązków producenta. Ma zapchany kalendarz na wiele miesięcy…
OK., żartowałem. A skąd wzięli się w Incite Zak, swoją drogą naprawdę niezły bębniarz, Kevin i Luis?
RC: Zak (Sofaly – przyp. ZZ) jest rewelacyjny, faktycznie. Znamy się jeszcze ze szkoły. Poznaliśmy się, jak mieliśmy po jakieś 8–10 lat. Wiedziałem, że gra na perkusji, ale jakoś wcześniej nie wpadło mi do głowy, żeby z nim pogadać. Dopóki nie usłyszałem, jak grał w swojej poprzedniej kapeli.