Dla wielu pozostają ikoną muzyki elektronicznej, chociaż masom kojarzą się najwyżej z kilkoma przebojami, jak "Oh Yeah", czy "The Race", które od zawsze firmowane są bardzo głębokim głosem Dietera Meiera. To właśnie z nim Wirtualna Polska rozmawia o najnowszym albumie "Touch Yello", początkach grupy, oraz jego bogatych zainteresowaniach pozamuzycznych.

Bardzo chciałem usłyszeć twój głos w trakcie zwyczajnej rozmowy, ponieważ do tej pory kojarzyłem Cię tylko z tym niesamowicie głębokim, niskim, tajemniczym głosem z płyt Yello. (W tym momencie Dieter próbuje przybrać opisywany ton). Muszę przyznać że brzmi nawet podobnie. Nie, żeby mnie aż tak ciekawiło Twoje życie prywatne, ale zawsze zastanawiałem się ile kobiet udało Ci się uwieść w życiu tylko i wyłącznie za pomocą głosu.
Dieter Meier: Cóż, przyznam, że nigdy ich nie pytałem co je uwiodło. Ale to bardzo prywatne pytanie, wolę ten temat pominąć.

Nie ma problemu, zapomnij, że pytałem. Powiedz w takim razie, czy potrafisz śpiewać? Utwory z twoim udziałem, które kojarzę zawsze przypominają bardziej coś w rodzaju melorecytacji w wykonaniu niezwykle silnego głosu…
Dieter Meier: Na najnowszym albumie „Touch Yello” śpiewam całkiem sporo. To pierwszy raz kiedy napisaliśmy prawdziwe melodie do śpiewania i na mniej więcej 3-4 kawałkach śpiewam bez oporów.

Jak opisałbyś ten nowy album?
Dieter Meier: Ma dwa oblicza. Z jednej strony jest tam dużo muzyki atmosferycznej, w klimatach lounge. Jednak z drugiej strony nie zabrakło tego klimatu z poprzednich płyt Yello, czyli piosenek napędzanych mocnym rytmem, czy wręcz w klimacie dance. Wiesz, nigdy nie planujemy płyty. Bywa, że sami jesteśmy zaskoczeni efektem końcowym naszej pracy. Boris (Blank, druga połowa duetu Yello - przyp.red) tworzy często około 50-60 dźwiękowych obrazków, a na płytę wchodzi zaledwie kilkanaście.

Opowiedz więcej o gościach na płycie, Tillu Brönerze i Heidi Happy.
Dieter Meier: Till jest fantastycznym trębaczem, który uwielbia muzykę Borisa. Sporą przyjemność sprawia mu możliwość improwizowania do wspomnianych obrazków muzycznych. Powiedział po wszystkim, że ta współpraca otworzyła mu zupełnie nowe drzwi. Dla mnie jest on wręcz takim współczesnym Milesem Davisem. Natomiast Heidi Happy, jest świetną i oryginalną kompozytorką i wokalistką ze sporymi sukcesami w Szwajcarii i Niemczech. My ją uwielbiamy. Piosenka, która powstała z jej udziałem nie wymagał od niej wyłącznie zaśpiewania, lecz dokomponowania części utworu na bazie muzycznego obrazka Borisa.

Jesteś artystą przez duże "A". Muzyka to tylko część twoich zainteresowań. Powiedz czym się ostatnio zajmowałeś oprócz nagrywania i promowania nowego albumu?
Dieter Meier: Jakiś czas temu nakręciłem film „Lightmaker” ze Zbigniewem Zamachowskim. Oryginalna wersja powstała w roku 2001, ale nie byłem z niej do końca zadowolony, więc zrobiłem ponowną edycję i niedługo będzie można obejrzeć go jeszcze raz w takiej formie, jaka w końcu mi się podoba. Przygotowuję również nowy film, którego akcja najprawdopodobniej będzie się rozgrywać w Warszawie. Mam również firmę w Dolinie Krzemowej, w która zajmuje się produkcją urządzeń nowej generacji z dziedziny mediów. Bardzo blisko współpracujemy między innymi z Apple. Poza tym od paru już lat pracuję nad powieścią „The Mask Of The Narrator”, która jest czymś rodzaju awangardowego thrillera. Mam nadzieję ukończyć ją w przeciągu najbliższych miesięcy.