szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

29 MarcaNajnowsze wiadomości

29 Marca Najnowsze plotki

Nie można stać się znikąd wielkim zespołem (rozmowa z White Lies)

2009-06-29   A A A
 

Chociaż nie są jeszcze światową potęgą, to po wydaniu debiutanckiego albumu „To Lose My Life”, z każdym kolejnym singlem i występem na festiwalu rosną w siłę. Mowa o brytyjskiej grupie White Lies, która zagości również na tegorocznej edycji Heineken Open’er Festival. Wirtualna Polska rozmawia z perkusistą formacji, Jackiem Lawrence – Brownem.




Nie często się zdarza, że zespół zmienia swoją nazwę tylko dlatego, że zaczynają grać inną muzykę? Częściej dochodzą do tego czynniki dodatkowe, jak odejście założycieli, czy istniejący już zespół o takiej nazwie. Jak wyglądał moment, w którym postanowiliście się przemianować z Fear Of Flying na White Lies, jeszcze przed nagraniem pierwszej płyty?

Jack Lawrence-Brown:
W tamtym momencie czuliśmy chyba, że potrzebujemy czystego startu. Pisaliśmy wtedy „Unfinished Business”. To nasz pierwszy kawałek jako White Lies. Po prostu czuliśmy, że w kontekście tego, co zdążyliśmy zrobić jako Fear Of Flying, to traciło sens. To był świetny moment, żeby zacząć od nowa. Do tamtej pory nie nagraliśmy jeszcze płyty jako Fear Of Flying, a dużo bardziej podobało nam się to jak zaczęliśmy brzmieć z nowymi piosenkami.


A nie pomyśleliście wtedy, że to może być ewolucja? Nie jeden zespół już przez to przechodził. Zaczęli w jednej formie, aż nagle zaczęli grać coś zdecydowanie innego.

Jack Lawrence-Brown:
Myślę, że tak. Poza tym trochę mnie dziwi, że ludzie uważają, że Fear Of Flying cokolwiek wtedy znaczyło. Nie znaczyło nic. Jeśli przypatrzysz się naszym ówczesnym osiągnięciom, to wydaliśmy zaledwie dwa single, od czasu do czasu graliśmy koncerty. Nie mieliśmy jeszcze wielu fanów, ani celu w tym co robiliśmy. To było bardziej hobby. Założyliśmy zespół w wieku 16 lat, a rozwiązaliśmy go w wieku chyba 19. W tamtym okresie dopiero kształtuje się pojęcie odnośnie tego, co chcesz zrobić ze swoim życiem.


Wygląda na to, że ostatecznie był to dla was dobry krok naprzód. Wasze grono fanów stale się powiększa, pojawiacie się na większości najważniejszych festiwali muzycznych. Wiem, że to ciągle początki, ale czy już dziś czujecie, że jesteście czymś dużym?

Jack Lawrence-Brown:
Wiesz, to, że gramy na tylu festiwalach tylko uświadamia nam jak wielki jest świat i jak przy tym wszystkim sami jesteśmy mali. W Wielkiej Brytanii sprzedaliśmy sporo płyt i zdołaliśmy poradzić sobie całkiem nieźle. Ale jakoś nie mieliśmy wtedy w planach tego, co dzieje się teraz. Ale sukces na Wyspach faktycznie otworzył nam pewne drzwi. Nagle ludzie chcieli wiedzieć o nas więcej, a to było bardzo ekscytujące. Tylko, że nie można stać się znikąd wielkim zespołem, to kosztuje mnóstwo pracy, szczególnie jak w krajach pokroju USA. Byliśmy tam już 3 razy, ale dopiero zaczyna się na nas zwracać jakąkolwiek uwagę. Ale jest kilka krajów, w których czujemy, że mamy bardzo pozytywny odzew. Poza tym uwielbiamy odwiedzać jakieś miejsca po raz pierwszy. Na przykład, kiedy przyjedziemy teraz do Polski, choćby z tego względu będzie to dla nas świetny koncert.


Skoro wspomniałeś o Polsce, kiedy dowiedziałeś się, że zagracie w Gdyni na Heineken Open'er Festival, czy dowiedziałeś się czegoś o tym kraju?

Jack Lawrence-Brown:
Moja mama pracowała z Polakiem i dowiedziała się, że jedna z naszych piosenek całkiem nieźle sobie u was radzi. To oznacza, że być może podczas koncertu będzie lepsza atmosfera. Wiesz, często podczas pierwszych koncertów starasz się przekonać ludzi do swojej muzyki. Zazwyczaj słyszeli coś o samym zespole, ewentualnie kojarzą singla, czy dwa. Naszą misją w Polsce będzie zakończenie występu z poczuciem, że więcej osób polubiło naszą muzykę.


Kiedy zespół robi się ważny i bardziej znany, natychmiast pojawiają się porównania do dokonań innych. W waszym przypadku są to porównania chociażby do Joy Division. Jak na to reagujecie?

Jack Lawrence-Brown:
To ciekawe, że większość porównań, jakie się nam przypisuje to wykonawcy z lat 80. Przyznam szczerze, że wielu z tych zespołów zaczęliśmy słuchać dopiero, kiedy pojawiły się owe porównania. Nigdy nie byliśmy jakimiś szczególnymi fanami Joy Division. Nie, żeby stawianie nas w szeregu z nimi było czymś złym, w końcu to jeden z najważniejszych zespołów w historii.


W takim razie jakie były wasze wczesne inspiracje, kiedy zakładaliście pierwszy zespół w szkole średniej?

Jack Lawrence-Brown:
Wtedy pamiętam, że razem z Charlesem słuchaliśmy dużo Talking Heads. Podobało mi się to, że podchodzili do muzyki pop w bardzo „dziwny” sposób. To była jedna z tych grup, która robiła rzeczy, jakich nikt wcześniej nie zrobił.

Alko/fot.- Universal Music Poland
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!