szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

24 StyczniaNajnowsze wiadomości

24 Stycznia Najnowsze plotki

"Tworzenie muzyki to proces, który potrzebuje bardzo dokładnej uwagi" (rozmowa z The Cinematic Orchestra)

2009-04-12   A A A
 

"Brytyjscy mistrzowie nu jazzu, z kultowej wytwórni Ninja Tune" - w taki mniej więcej sposób zazwyczaj szufladkuje się The Cinematic Orchestra. Jednak w ich muzyce jest coś więcej niż to suche stwierdzenie.





To jedyne w swoim rodzaju połączenie jazzu, elektroniki, i soulu, mające moc malowania każdym utworem przejmującej sceny filmowej. Wystarczy zamknąć oczy, posłuchać. Z resztą, będzie ku temu okazja - zagrają w Polsce już 6.04.2009 w warszawskim klubie Palladium. Z tej okazji Wirtualna Polska rozmawia z Jasonem Swinscoe, założycielem i mózgiem The Cinematic Orchestra.


Jak to się stało, że “To Build A Home”, nagle stało się czymś w rodzaju standardu serialowego, pojawiając się na ścieżkach dźwiękowych „Grey’s Anatomy”, „Criminal Minds”, czy „Ugly Betty” oraz w kilku reklamach?

Jason Swinscoe:
To jedna z tych sytuacji, kiedy musiało minąć trochę czasu od wydania, żeby piosenka została usłyszana na całym świecie. Faktycznie, była i jest również ciągle używana w reklamach telewizyjnych. Może akurat wpasowała się w jakiś trend… Wiesz, kiedy jakaś piosenka zaczyna krążyć w podświadomości agencji reklamowych po prostu samoistnie staje się standardem. Co więcej, tak w serialach, jak i reklamach była używana w różnych celach… Jednakże swoją drogą myślę, że ten utwór posiada niesamowicie urzekającą jakość emocjonalną, uniwersalny przekaz i ogólnie szybko zyskuje publikę.


Po 7,8 latach istnienia The Cinematic Orchestra nagle zaczęło wydawać albumy koncertowe (choć pierwsze 2 w bardzo limitowanych nakładach). Co spowodowało tę nagła zmianę nastawienia w stosunku do tego rodzaju wydawnictw?

Jason Swinscoe:
No cóż, 2 pierwsze wydawnictwa “live” były rzeczywiście bardzo ograniczone. Każde zawierało po 1500 sztuk i sprzedawane były sprzedawane zazwyczaj po wyznaczonych koncertach. Ale to było działanie podyktowane bardziej czymś w rodzaju sentymentu. Chodziło o to, że po tym jak już zobaczyłeś koncert, mogłeś go sobie „wziąć do domu”, dosłownie. Myślę, że to był bardzo fajny pomysł. Natomiast koncert w The Royal Albert Hall to zupełnie coś innego. Ten występ został specjalnie przygotowany i nagrany pod wydanie płyty, co czyni ten album oficjalnym. Materiał na nim zawarty bardzo dobrze reprezentuje The Cinematic Orchestra w roku 2008. Tak więc nie była to nagła zmiana nastawienia, a raczej poczucie, że z przebytą historią i zyskanym doświadczeniem nadszedł dobry moment żeby wydać album koncertowy z prawdziwego zdarzenia.


Jakie były okoliczności dołączenia The Cinematic Orchestra do labelu Ninja Tune? Czy ze względu na fakt, że byłeś (i nadal jesteś) pracownikiem wytwórni, było wam łatwiej?

Jason Swinscoe:
Nie ukrywam, że ten fakt nam pomógł. Ninja Tune była wtedy jedną z najlepszych niezależnych wytwórni muzyki eksperymentalnej i tanecznej swoich czasów. Wielu muzyków chciało być z nią kojarzonych. A ponieważ miałem taką szansę, potraktowałem sprawę bardzo poważnie. To świetny label i nadal wydają fantastyczną muzykę.


Do tej pory The Cinematic Orchestra podejmowała współpracę z różnorodnymi artystami, zaczynając od ikony soulu Fontelli Bass, poprzez rapera Roots Manuva, kończąc na wokalistach szeroko pojętej alternatywy, typu Lou Rhodes, czy Patrick Watson. Jak dochodziło do tych spotkań?

Jason Swinscoe:
Fontella i Roots byli głosami na albumie “Every Day”. Te spotkania nie mają za sobą jakichś szczególnych historii, ale podczas nagrywania tego albumu miałem w głowie bardzo specyficzną wizję głosów, które miały się na nim pojawić. Z Fontellą chciałem współpracować odkąd usłyszałem „Theme De Yoyo”. Skontaktowaliśmy się z nią, a ona wyraziła chęć poeksperymentowania. To doprowadziło do wycieczki do ST. Louis, gdzie przez 2 dni nagrywaliśmy „All That Sou Give” oraz „Evolution”.

Roots Manuva to dobry znajomy z tej samej wytwórni. Uwielbiam jego robotę, szczególnie „Brand New Second Hand”. W jego przypadku proces nagrywania zajął nam w studio tylko 1 dzień. Rodney wszedł do studia, nagrał wokal i… właściwie tyle. Na dobrą sprawę wszystko udało się zrobić za pierwszym podejściem.

Natomiast kiedy przyszło do tworzenia płyty „Ma Fleur”, miałem świadomość, że chcę pozmieniać warstwę wokalną. Bardzo nie chciałem powtarzać tego co udało się zrobić podczas poprzedniego wydawnictwa. To był inny album, który potrzebował innych wokalistów z innym podejściem. Do płyty powstał pewien scenariusz, który zawierał dwie postacie – mężczyznę i kobietę. Tymi postaciami ostatecznie zostali właśnie Lou i Patrick.

Alko.fot. - Isound
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!