szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


najpopularniejsze galerie

najnowsze teledyski

Doda skazana za obrazę uczuć religijnych Doda skazana za obrazę uczuć religijnych

więcej

22 PaździernikaNajnowsze wiadomości

22 Października Najnowsze plotki

Druh Sławek: na początku dużo mówiłem

2006-02-23   A A A
 
Pamiętam, jak rozmawialiśmy ostatnio – mówiłeś wtedy, że przeżyłeś pierwszy zmierzch winyla, zacząłeś kupować kompakty, a później, gdy winyl zaczął się odradzać, przerzuciłeś się z powrotem. Dlaczego akurat winyl?

Wiesz, ja się na tym wychowałem i myślę, że w dużym stopniu jest po prostu tak. Nie mogę ci dać jakiegokolwiek dobrego przykładu z czegokolwiek innego, jak coś kiedyś wyglądało, a potem się zmieniło, ale… Kompakt jest za mały – jakby robili kompakty wielkości winyla, to zapewne kupowałbym kompakty [śmiech], ale to takie małe, ja wiem… dobre do samochodu. Poza tym nie będę ukrywał, że szczególnie po tym, jak wpadła mi w ręce książka Freddy Fresha, uświadomiłem sobie, że kupowanie winyli dzisiaj jest jak zbieranie znaczków kiedyś, czyli w dużym stopniu inwestycja. Chyba kilka dni temu na Allegro sprzedała się siódemka za niecałe cztery tysiące dolarów – jakaś funkowa rzecz, której tytułu, ani wykonawcy nigdy nie słyszałem, ale to o czymś mówi. Ja, co prawda nie wytrzymam z tymi płytami tak długo, albo nie dożyję takich czasów, ale mam w domu single, które chodzą po czterdzieści, pięćdziesiąt czy sto dolarów – to na pewno – a myślę, że niektóre chodzą po dużo więcej, gdyby je wystawić i mam je w oryginalnych wydaniach, nigdy nie grane, albo bardzo mało grane… Dlatego dla mnie największą radością ostatnich lat jest final scratch, bo wreszcie mogę grać to, co lubię, nie niszcząc swoich płyt. Wpienia mnie to, że winyle są wydawane trochę… minimalistycznie – na przykład dostajesz okładkę, dwie płyty i nic więcej. Z kompaktem przychodzi książeczka na czterdzieści stron, dlatego bardzo często kupuję winyl i dodatkowo kompakt. To jest tak, jakbyś pytał, dlaczego chodzę w jeansach – po prostu wyrosłem w czasach, kiedy się chodziło w jeansach i ja nie potrafię chodzić w innych spodniach. Wiem, że są inne spodnie, próbowałem chodzić w innych, ale najczęściej bardzo szybko wracałem do jeansów, bo ja po prostu wyrosłem w jeansach, z płytą winylową w ręku i tak umrę! [śmiech]

A masz jakieś wyjaśnienie na to, że młodzi ludzie ciągną do winyla?

Normalni ludzie nie ciągną do winyla – tylko tacy, którzy chcą grać. Nikt normalny, kto się interesuje muzyką, nie ciągnie do winyli – to tylko dj-e. To jest zupełnie inny temat – rzeka. Nieszczęściem prawdziwym, tragedią ostatnich lat stało się to, że hip hop stał się modny, popularny, mainstreamowy i to samo stało się z dj-ingiem. Dzisiaj stanie się dj-em jest po prostu modne, mało kto gra dziś z pasji grania, dlatego, że ma zajawkę, jakąś wizję muzyki, że impreza w klubie ma się zacząć od tego, a potem przechodzić w to, to, to i tamto –nie – dzisiaj to jest modne, jak jazda na desce, dzisiaj jest klawo mieć dwa gramofony, mikser i albo być dj-em, albo próbować być dj-em… Dlatego rodzice kupują dzieciom gramofony, one później kupują trzy płyty 50 Centa i jest fajnie… Te płyty, które ja kupuję, nie są jakoś strasznie rozchwytywane, kupują je jedynie kolekcjonerzy i prawdziwi dj-e, cokolwiek to słowo miałoby oznaczać. Przy czym mówiąc o sobie „prawdziwy dj“ nie mam na myśli, broń Boże, swoich umiejętności, tylko swój gust i tą zajawkę. Otarłem się też o jakiś kurs dj-ski i naprawdę dzisiaj panuje takie przekonanie, że Ty się uczysz jak grać a idealna sytuacja dla dj-a dzisiaj to jest tak, że przychodzisz do klubu, tam leżą gramofony, płyty, a Ty masz je tylko zmixować. Obojętnie, czy gra to, czy tamto – twój gust zupełnie nie ma tu znaczenia – dj dzisiaj to jest człowiek, który potrafi zgrać z sobą dwa bity – koniec, kropka, nic więcej. Nie mówię, że czymś więcej miałby być turntablism, czy skrecze – tym czymś więcej powinien być gust, jakaś wizja muzyki przede wszystkim, a tego nie ma. Dzisiaj ludzie uczą się zgrywać bity i na koniec dostają dyplom, że są dj-ami. Oni nie mają jakiejś pasji muzycznej – dzisiaj jest moda, w reklamach słychać skrecze… Dzisiaj każdy chce być dj-em.

Dzielisz jakoś muzykę?

Dla mnie ta linia podziału przebiega gdzieś między ludźmi, którzy robią muzykę na listy przebojów, a ludźmi, którzy robią muzykę dla siebie i tak naprawdę Jay-Z, Eminiem, Dre i tak dalej, to jest ewidentna masówka, muzyka dla białasów, do zabawy. Ostatnio rozmawiałem z takim kolesiem o jakiejś składance funkowej i on mi mówi, że nawet nie wytrzymał do końca, bo to już jest funk dla czarnuchów. I to jest to: ja nie gram funka dla białasów, ja gram funk dla czarnuchów. Funk dla białasów to nie jest funk, tylko disco. Funk, to jest funk dla czarnuchów – prawdziwy funk, to jest taki funk, przy którym przeciętny białas, a szczególnie polski białas wymięka. I tak samo jest z hip hopem: jak coś się podoba przeciętnemu polskiemu czytelnikowi bravo, to to jest gówno dla mnie. To jest pop, tylko że pop roku 2005. Przy czym ja nie mówię, że to jest zła muzyka – tam są zajebiste rzeczy. Jak ja słucham tego dzisiejszego, amerykańskiego rapu, to to jest muzyka produkcyjnie prawie doprowadzona do perfekcji. Ci kolesie, ci tuzinkowi raperzy, którzy się niczym od siebie nie odróżniają, rapują tak, jak w Polsce nie rapuje nikt i nigdy nikt nie będzie rapował, może za wyjątkiem jednej, dwóch osób. Oni są na listach przebojów, rapują sobie codziennie od dziesięciu lat, w domu, na boisku, w szkole… To jest perfekcyjnie naoliwiona maszyna, ale ta muzyka jest jednorazowa, tak jak podpaski higieniczne – podłożysz, zużyjesz i wyrzucasz do śmieci. O tych płytach za kilka lat nie będzie nikt pamiętał – te płyty będą leżały w binach za dziesięć centów a i tak ich nikt nie kupi. Obok tego wszystkiego jest inny nurt, muzyka ambitna, o której wielu ludzi nie wie, bo może nie chce wiedzieć, bo media tego nie grają, bo jest to muzyka zaangażowana i to jest muzyka, która dziś kosztuje dziesięć dolarów, a za kilka lat będzie kosztowała sto dziesięć dolarów i choćby po tym można to ocenić. Jak sobie wejdziesz na taką stronę dusty groove, to tam masz różne płyty sprzed dziesięciu, piętnastu lat i możesz sprawdzić, które kosztują połowę tego, co inne, współczesne płyty, które możesz kupić w sklepie, a które kosztują dokładnie dziesięć razy tyle.

Po tym wszystkim, o czym mówiłeś, można powiedzieć, że miałeś całkiem konkretny wpływ na rozwój kultury słuchania muzyki w Polsce...

Może nie w Polsce, czy nawet w Opolu, ale w jakimś tam wąskim gronie osób, które się o mnie otarły, czy o które ja się otarłem. Nie powiem, że jestem do tego całkiem przyzwyczajony, ale pamiętam, jak na jakiejś imprezie, w Warszawie, czy Wrocławiu podszedł do mnie koleś i mówi: „nie chcę Ci zawracać dupy, chciałem ci tylko przybić piątkę i powiedzieć, że zmieniłeś moje życie“, to po prostu mi się nogi ugięły! I nawet, jeżeli w Polsce są trzy takie osoby, to wszystko, co dotychczas zrobiłem, było tego warte, bo zrobiłem komuś coś dobrego, a nie po prostu puszczałem Eminema w radio, najkrócej mówiąc. Chociaż Eminema też puszczałem, ale to było dawno – zanim Eminem stał się Eminemem [śmiech].
Magazyn Hip Hop
oceń
3
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!