szukaj w serwisie

Gorące tematy



więcej o...

12 LutegoNajnowsze wiadomości

12 Lutego Najnowsze plotki

Zakupy

Sting: Śpiewanie to moja wolność. To jak lot.

2005-09-26   A A A
 

Na kilka dni przed kolejnym koncertem w Polsce, Jolanta Fajkowska rozmawiała ze Stingiem (fot. AFP) w Londynie. Artysta opowiadał o pochodzącej z Polski rodzinie, wspomnieniach z dzieciństwa, a także granicy jaką jest przekroczenie 50-tki. Odpowiednia perspektywa pozwoliła artyście napisać swoją biografię, którą promował w trakcie weekendowego pobytu w Polsce.



Przeczytaj relację z koncertu i zobacz galerię zdjęć z pobytu Stinga w Polsce


Jolanta Fajkowska: Kiedy słyszy pan "Polska", co przychodzi na myśl?
Sting: Co kojarzy mi się z Polską? Miałem wujka, który pochodził z Warszawy. Przyjechał do Anglii podczas II wojny światowej i ożenił się z siostrą mojego ojca. Miał na imię Stanisław. To przemiły człowiek. Został górnikiem w Anglii. Pamiętam, że kiedyś zabrał nas do klubu polskiego w New Castle. Było tam dużo picia, tańce i świetna zabawa.

J: Później wykorzystał pan to doświadczenie w filmie "Stormy Monday" ("Burzliwy poniedziałek").
S: Rzeczywiście. Akcja tego filmu toczy się w polskim klubie, ale to nie był mój pomysł. Zupełnie nie mój.

J: Myślałam, że na wcześniejsze pytanie odpowie pan na przykład "Solidarność"...
S: "Solidarność"... Moje pierwsze doświadczenie związane z Polską było bardzo osobiste, ten kraj zawsze mnie intrygował. Byłem tam już chyba czterokrotnie...

J: Tak, to będzie pana piąta wizyta.
S: Byłem w Katowicach, w Warszawie, bardzo się cieszę na kolejną wizytę. Mam nadzieję, że pogoda dopisze.

J: My także. Czy przygotował pan coś specjalnego na tę wizytę?
S: Przyjeżdżam z mniejszym zespołem zbliżonym do The Police. W gruncie rzeczy przygotowałem sporo materiału z tego okresu. Będę śpiewał piosenki, których nie śpiewałem przez wiele, wiele lat. The Police nigdy nie był w Polsce, mam nadzieję, że publiczność dostanie chociaż próbkę tej muzyki, kiedy przyjedziemy...

J: Może to z powodu pana wspomnień. Zakończył pan właśnie na The Police. Dlaczego napisał pan właśnie taką autobiografię?

S: Skończyłem 50 lat i pomyślałem, że nabrałem odpowiedniego dystansu do mojej młodości, dzieciństwa... Uzyskałem odpowiednią perspektywę, która pozwoliła mi postrzegać przyszłość jako historię, opowieść. Pisałem tylko o moim dzieciństwie, okresie dojrzewania i zakończyłem książkę na momencie, w którym osiągnąłem sukces. Nie jest to więc biografia gwiazdy, moja książka jest bardziej oryginalna. Opisuje, jak stałem się tym, kim jestem. W pewnym sensie praca nad książką była rodzajem terapii – czuję, że lepiej zrozumiałem swoje życie, zamykając je w formie narracji.

J: Ale dlaczego potrzebował pan terapii?
S: Dlaczego? Myślę, że wszyscy jej potrzebujemy, wszyscy odczuwamy potrzebę zrozumienia swojego życia. Kiedy żyjemy, wszystko jest takie gorączkowe (ew. hektyczne), wydarza się tyle rzeczy... Trudno nadać temu kształt, dostrzec wzorzec (ew. szablon, model), trudno zrozumieć powody, dla których pewne rzeczy się wydarzają. W pewnym momencie życia stajemy się refleksyjni, chcemy widzieć w nim jakiś sens. Jestem nadal w trakcie procesu nadawania sensu własnemu życiu. Myślę, że udało mi się zrozumieć moje dzieciństwo.

J: Czy bycie gwiazdą rocka to spełnienie marzeń z dzieciństwa? Czy rzeczywistość jest podobna do tego, co sobie pan wyobrażał?
S: Przypuszczam, że rzeczywiście marzyłem o takim życiu, o życiu jakie prowadzę... Nie miałem pojęcia, czy moje marzenia się urzeczywistnią, ale śniłem o tym, chciałem być muzykiem, który odniesie sukces. Chciałem być sławny, bogaty, mieć dużą rodzinę, mieszkać w pięknym domu. Tak się rzeczywiście stało. Wymarzyłem to sobie, wyśniłem. A może to tylko sen? Może zaraz się obudzę?

J: Dlaczego w książce skupił się pan na okresie dzieciństwa i dorastania?
S: Dlaczego...

J: Dlaczego?
S: Bo historia sławy jest dobrze znana, można o tym poczytać w gazetach.

J: Gazety piszą prawdę?
S: Część to prawda, część to kompletny nonsens, a reszta to coś pomiędzy...Historia, którą opowiadam jest dla mnie wyjątkowa, to historia, której nikt nie zna, nie mówiłem o tym wcześniej. Myślę, że to o wiele bardziej interesujące.

J: Dlaczego książka nosi tytuł "Broken Music"? (broken - złamana, rozbita, nierówna, przerywana, popsuta, połamana)
S: Za pomocą tego określenia moja babcia opisywała moją grę na pianinie. Nie lubiła mojej gry. Wyrażałem złość.

J: To były początki...
S: Tak, początki... Babcia mówiła na to "połamana muzyka" Pomyślałem, że to dobry tytuł, poprzez muzykę udało mi się uzdrowić siebie. Myślę, że spora część mojego dzieciństwa była rozbita.

J: Tytuł w języku polskim przetłumaczono: "Niespokojna muzyka".
S: Niespokojna?

J: Tak.
S: Cóż, to prawie to samo...

J: Czy udało się panu pojednać młodego chłopca – syna mleczarza z dorosłym, dojrzałym mężczyzną?
S: Tak. To, co wydarzyło się w moim dzieciństwie i sposób, w jaki na to reagowałem uczyniły mnie tym, kim jestem. Moje dzieciństwo wiązało się z dużym poczuciem alienacji, czułem się wyłączony, nie na miejscu... Moja edukacja wyglądała inaczej od tej, która była udziałem ludzi, z którymi się wychowywałem. W młodości otrzymałem stypendium, poszedłem do szkół, gdzie uczono łaciny, rachunku różniczkowego, Pitagorasa. Ludzie, z którymi dorastałem, pracowali w kopalniach, stoczniach... Byłem więc wyalienowany, odseparowany... Nie potrafiłem połączyć swojego życia w jedną spójną całość. Teraz to potrafię, czuję się zintegrowany.

J: Czy czuł się pan lepszy od innych?
S: Czy się tak czuję?

J: Czy czuł się pan w ten sposób?
S: Nie. Czułem się po prostu wyalienowany, samotny.

J: Pana rodzina miała podobny problem.
S: Tak, moja rodzina także była chaotyczna (ew. nieskładna).

J: Powiedział pan, że książka to rodzaj terapii. Ta książka dotyczy także religii, czuje się pan agnostykiem... Pana piosenki mają jednak elementy religijne...
S: Powiedziałbym, że jestem religijny w bardzo szerokim znaczeniu tego pojęcia. Nie identyfikuję się jednak z żadną konkretną wiarą, chociaż zostałem wychowany jako katolik. Nie czuję potrzeby należenia do kościoła, potrzeby religii zorganizowanej. W wielu wypadkach zorganizowana religia jest odpowiedzialna za problemy, jakie mamy obecnie... Religia ma tendencje do oddzielania nas, podkreślania różnic. Islam od katolicyzmu, od judaizmu, od buddyzmu i tak dalej... Przede wszystkim postrzegam siebie jako istotę ludzką. Religia powinna zbliżać, oznacza przecież pojednanie, powinniśmy się zbliżać, a nie oddalać... Wolę więc pozostawać poza religią zorganizowaną.

J: Jednak w albumie "Sacred Love" poszukuje pan siły wyższej...
S: Oczywiście. Intrygują mnie pewne pytania... Dlaczego tu jesteśmy? Czym jest rzeczywistość? Jakie są powody? Co się za tym wszystkim kryje? Nie znam odpowiedzi. Nie sądzę, aby ktokolwiek ją znał. Ludzie twierdzą, że ją znają, ale wątpię w to...

J: A politycy? Może oni znają odpowiedź?
S: Nie wierzę politykom, nie wierzę głowom kościołów, nie wierzę nikomu. Wierzę w swoją własną walkę o zrozumienie. Tego pragnę. Nie chcę, żeby ktoś dawał mi gotowe odpowiedzi. Nie sądzę, by ktokolwiek je znał. Nikt nie wie, co się dzieje po śmierci. Nikt. Nikt nigdy nie wrócił.

J: Czy piosenkarz ma przesłanie dla społeczeństwa?
S: Nie wiem. Nie mam pojęcia. Kiedy śpiewam, jestem szczery, głoszę swoją prawdę. Czy za tym kryje się przesłanie? Nie mam pojęcia.... Nie wiem, jakie jest przesłanie. Przesłanie to po prostu próba mówienia prawdy.

J: A jakieś przesłanie dla polityków? Podczas "Live 8" zmienił pan słowa piosenki "Every Breath You Take” - linijkę "będę cię obserwował" na na "będziemy was obserwować".
S: Tak. Myślę, że politykom za dużo uchodzi na sucho. W świecie polityki prawda jest na przegranej pozycji. Nie ważne, co oni mówią - mówią po to, żeby zachować władzę. Nie darzę polityków dużym szacunkiem.

J: Czy myśli pan o swoich polskich fanach? Czy zdaje pan sobie sprawę, że istnieją programy radiowe wyłącznie z pańską muzyką?
S: Naprawdę?

J: Tak. Mamy wielu stingologów.
S: Pochlebia mi to. Choć także trochę mnie martwi, będę musiał grzecznie się zachowywać, kiedy przyjadę.

J: Czy lubi pan śpiewać, czy to tylko praca?
S: Śpiewanie to moja wolność. To jak lot. Człowiek jest jak ptak, ma totalną wolność. Uwielbiam to robić, to jest moja prawdziwa religia.

J: Powiedział pan kiedyś, że jest pan najlepszy, gdy pan cierpi....
S: Chyba kiedyś w to wierzyłem... że kryzys jest ważny, aby tworzyć... Nie chcę już tak myśleć, chcę być szczęśliwy, zadowolony, chcę aby muzyka wypływała z radości, a nie z bólu.

J: Teraz jest pan szczęśliwy?
S: Pracuję nad tym.

J: Wygląda pan szczuplej.
S: Szczuplej?! Nigdy nie byłem gruby.

J: Dziękuję. Muszę pana poprosić o podpisanie książki.

Rozmawiała: Jolanta Fajkowska, TVP2.
TVP
oceń
0
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

Książki

Studio

Film

Kobieta

Kuchnia

Opinie (0)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Polecane: Pogoda | Wyznaczanie trasy | BMI | Tarot | Program tv | Plotki | Moje IP | Wiadomości | Sport | Top News
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska