szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

29 MarcaNajnowsze wiadomości

29 Marca Najnowsze plotki

Jamiroquai - wywiad

2001-09-05   A A A
 

W tym tygodniu w sprzedaży pojawił się szósty album w karierze JAMIROQUAI zatytułowany 'A FunkOdyssey'. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z wokalistą JAMIROQUAI - JAY KAY'EM

Czy to prawda, że pisząc piosenki na tę płytę, od razu zastanawialiście się jak będą brzmiały ich remiksy?

JAY KAY: W pewnym sensie tak. To znaczy, użyliśmy do produkcji tej płyty znacznie więcej nowoczesnych technologii niż przy poprzednich albumach. Nagrywaliśmy zawsze jako zespół na żywo w studio, a melodie napisane były w konwencji muzycznej, która nie przystawała do gatunku muzyki dance, więc przy remiksach pojawiały się problemy, gdy pod melodię podkładano to charakterystyczne "łup, łup". Zawsze wydawało mi się, że do tego typu muzyki nie pasują wokale, a tym razem, dzięki odpowiedniemu programowi komputerowemu, piosenki brzmią bardziej tanecznie niż jazzowo czy funkowo, co ułatwiło robienie remiksów. Także mój wokal pasuje teraz bardziej to remiksów. Pamiętam, jak DAVID MORALES zrobił kiedyś remiks 'Space Cowboy', i chociaż odwalił kawał dobrej roboty, nie rozumiałem dlaczego wszyscy byli nim aż tak zachwyceni. Kiedy ktoś przerabia twoją własną piosenkę, trudno jest być obiektywnym. Łatwiej jest ludziom, którzy bawiąc się przy tym kawałku w klubie, nie dostrzegają jego niedoskonałości.

Co w remiksie 'Space Cowboy' tak cię gnębiło, przecież wszyscy byli tym kawałkiem zachwyceni?

JAY KAY: W 'Space Cowboy' następuje bardzo charakterystyczna zmiana tempa i zastanawiałem się, jak oni wkomponują ten efekt w remiks, który oparty jest na jednolitym bicie dance'owym. No i okazał się, że nie do końca im się to udało. Poza tym, w tamtych czasach, byłem zaciekłym przeciwnikiem tego rodzaju łupanemu bitowi. Ale czasy się zmieniają. Zabawne jak, zgodnie z popularnym powiedzeniem, człowiek zatacza w życiu koło i powraca do punktu wyjścia. Coś takiego przydarzyło mi się przy pracy nad tym albumem. Gdy zaczynałem zajmować się muzyką pracowałem na Emu SP1200 i MPC60s, czymś w rodzaju małego pudełka, które bije obecnie rekordy popularności wśród gwiazd hip-hopu. Tak wiec, zatoczyłem pełne koło i znów uległem magii komputerów, przeciw której buntowałem się nagrywając cztery poprzednie płyty całkowicie na żywo.

Co skłoniło cię do ponownego skorzystania z komputerów i samplerów?

JAY KAY: Technologia stwarza wiele nowych możliwości. To główny powód mojego ponownego zainteresowania dźwiękami generowanymi komputerowo. Ale jeśli ludzie przypierają cię do muru i ciągle słyszysz: "To jest retro, wszystkie twoje piosenki brzmią tak samo, powinieneś coś w nich zmienić", to musisz zrobić coś nowego. Poza tym, pozostaje mieć nadzieję, że słuchacze zrozumieją, że czasem trzeba zrobić coś nowego dla własnej rozrywki i satysfakcji.

'Feels So Good' to kolejny, po 'Cosmic Girl', dyskotekowy utwór intergalaktyczny. Czego dotyczy kosmiczne przesłanie tego utworu?

JAY KAY: Wszystkiego i niczego [śmiech]! Już sam tytuł wszystko tłumaczy, to kawałek do tańca. Jednocześnie odwołuje się on do 'Odysei Kosmicznej' KUBRICK'A, od której pochodzi tytuł naszej płyty i stanowi świadectwo mojej fascynacji kosmosem. Było by wspaniale, gdybyśmy mogli pewnego dnia wskoczyć do statku kosmicznego i wylądować na jakiejś kompletnie zakręconej planecie i nieźle się zabawić. O tym mniej więcej jest ta piosenka. W 'Feels So Good' jest taki wers: "I'm stranded on spaceship hide away and something makes me think I'm here to stay," (w wolnym tłumaczeniu: "Jestem uwięziony w zapomnianym zakątku kosmosu i coś mi mówi, że zostanę tu na zawsze"). Tym zakątkiem jest nasza planeta, ponieważ tak naprawdę jesteśmy tutaj uwięzieni. Mamy dwudziesty pierwszy wiek i za sobą pierwsze podróże w kosmos, ale tak naprawdę jesteśmy więźniami naszej planety, ponieważ nigdzie nie możemy się wyrwać, nawet na Marsa, mimo, że jest to najbliższa planeta, na której moglibyśmy sobie odpocząć. OK., byliśmy już na Księżycu, wielkie mi rzeczy, bo co ciekawego można tam zobaczyć? Nic. To jedna z moich sztandarowych piosenek, bardzo chciałbym, by ktoś zrobił naprawdę dobry remiks tego utworu.

Czy sądzisz, że kawałek ten mógłby być grany w klubach?

JAY KAY: Myślę, że nadaje się do tego nawet bez przeróbek, słyszałem go nawet na jakiejś imprezie. Trochę poszpiegowałem sobie w klubach i usłyszałem ten kawałek w secie z dwoma bardzo popularnymi utworami tanecznymi, których tytułów nie wymienię. Moja piosenka świetnie do nich pasowała. Jestem z tego bardzo, ale to bardzo zadowolony, zwłaszcza, że jest to zupełnie dla mnie nowy sposób śpiewania. Jest to utwór bardzo delikatny i całkiem seksowny. To rodzaj hymnu, można oczywiście powiedzieć, że niektórzy ludzie podłapują tylko refren, a nie słyszą co jest w zwrotkach. Ale ile razy zdarza się nam, że tańczymy jak szaleni i nie mamy pojęcia o co chodzi w zwrotkach i o czym jest piosenka, bo porywa nas tylko refren. Z tą piosenką jest podobnie - do ludzi zdecydowanie przemawia właśnie refren.

To taki haczyk, pozytywny refren, który łatwo odnieść do każdej sytuacji, prawda?

JAY KAY: Tak, to właśnie jedna z tych kwestii, które pasują do wszystkiego 'Feels So Good' ( w wolnym tłumaczeniu: 'tak mi dobrze'). Mimo wszystko to jedna z moich najbardziej ukochanych piosenek, a ilość efektów specjalnych wykorzystana do przetworzenia mojego głosu na głos robota w komunikacie: "All flights to the Moon, Mars and Jupiter," jest po prostu obłędna.

W całej twojej twórczości przewija się motyw fascynacji erą podbojów kosmicznych, czy dlatego, że lubisz wszystko co związane jest z science fiction lat 70-tych?

JAY KAY: Tak, w tamtych czasach, czasach ruchów parlamentarnych, Aquariusa, wszystko było bardzo kosmiczne. Ale moja fascynacja wszechświatem, bierze się stąd, że są to sprawy bardzo ważne, a przez większość z nas często ignorowane. Niewiele o tym wszystkim wiemy. Siedzimy sobie na tej małej kuli pośród innych małych kul tworzących niewielki system krążący wokół źródła światła i ciepła, który jest dla nas początkiem wszystkiego, punktem wyjściowym naszego życia. Zawsze zaskakują mnie wypowiedzi typu: "Na końcu wszechświata..." - co to znaczy, na jakim końcu? Mówimy tak tylko dlatego, że w naszym życiu istnieje moment ostateczny, koniec. Ten wywiad się skończy, moje życie też się kiedyś skończy, wszystko ma swój koniec. Nie wierzę jednak by wszechświat posiadał punkt końcowy, myślę, że jest nieskończony. To zarozumialstwo, gdy grupa w miarę inteligentnych małp spogląda w przeszłość i stwierdza: "Tak, cztery tysiące miliardów lat temu nastąpił wielki wybuch i ...", naprawdę, duże bum? Nadal nie jesteśmy w stanie polecieć dalej niż na Księżyc, nadal nie odkryliśmy takiego źródła energii, które umożliwiłoby nam dotarcie gdziekolwiek. Nie potrafimy podróżować z prędkością choćby zbliżoną do prędkości światła, nie mamy więc żadnych szans.

Czy odczuwasz grozę w obliczu potęgi wszechświata?

JAY KAY: Uważam po prostu, że spoglądając w niebo i przestrzeń kosmiczną, widzimy siebie. Stamtąd właśnie pochodzimy. Jesteśmy pyłem gwiezdnym, z niego powstaliśmy, cała ta reakcja chemiczna zapoczątkowana została przez pył i planety z innych zakątków wszechświata i tak powstało życie na Ziemi, która była kiedyś jedynie kulą z ognia i lodu. Zrozum, patrzysz na mapę świata i myślisz: "jeśli zechcę mogę wybrać się w dowolne miejsce na Ziemi", ale patrząc w górę, na niebo, widzisz milion gwiazd, do których nie możesz się dostać i to jest fascynujące. A przecież są jeszcze nieskończone ilości gwiazd, których nie widać gołym okiem. W Australii, gdzie powietrze nie jest tak skażone, niebo nocą jest całkowicie pokryte gwiazdami, prawie nie ma ciemnych miejsc pomiędzy nimi. Dywan z gwiazd aż po sam horyzont. Tutaj nigdy nie zobaczymy takiego nieba, a uważam, że każdy kto miałby taką okazję, musiałby odczuwać grozę w obliczu potęgi wszechświata.

Czy myślisz, że zmieniło by to nasze postrzeganie Ziemi?

JAY KAY: Wydaje się, że życie na naszej planecie to wyłącznie ciągłe wojny. Gdyby wydawano mniej pieniędzy na uzbrojenie i poświęcono więcej czasu i energii na uporanie się z problemami trapiącymi naszą planetę lub na rozwój wypraw kosmicznych, to okazałoby się, że nasza planeta jest jedynie odrobiną we wszechświecie, na której musimy żyć wszyscy razem. Nie mamy innego wyjścia, nie mamy dokąd pójść, powinniśmy więc jak najlepiej wykorzystać, to co posiadamy. I zapewniam cię, stanie się to dopiero wtedy, gdy nagle zmuszeni będziemy stawić czoła sile, nad którą nie będziemy w stanie zapanować np. wielkiemu asteroidowi, który pędzi na spotkanie z Ziemią. Jeśli trafi i uderzy w wodę , to po nas. I dopiero wtedy stwierdzimy: "zbierzmy całą broń jaką mamy i wymierzmy w asteroida". To smutne, że zjednamy się dopiero pod groźbą całkowitej i natychmiastowej zagłady życia na naszej planecie. W kosmosie fascynuje mnie fakt, że nie potrafimy go kontrolować i nic o nim nie wiemy, niezależnie, od tego, co twierdzą nasi naukowcy. O tym właśnie jest "Feels So Good". Była to jedna z moich mniej skomplikowanych wypowiedzi.

Można więc powiedzieć, że chętnie wziąłbyś udział w najbliższej wyprawie w kosmos?

JAY KAY: O Boże, oczywiście, że chciałbym tam polecieć. Zgłosiłbym się na ochotnika. "Gdzie teraz? Może dzisiaj odwiedzimy Syriusza?" To są czary. Byłoby wspaniale, orbity Saturna, można by tam przesiadywać całymi dniami, czyż nie? "Zatrzymajmy się na chwilkę i obejrzyjmy odległego o 100 km Saturna". Czy to nie piękne?

Co sądzisz o obecnym stanie inżynierii genetycznej, o której mówisz w 'Virtual Insanity'?

JAY KAY: Widzę, że sytuacja stale się pogarsza. Powinniśmy trochę ochłonąć, przystopować, przecież wcale tego nie potrzebujemy. Dajmy ludziom nowe serca, żeby mogli żyć jeszcze dłużej. Boże, tylko po co? Czy i tak nasze życie nie jest wystarczająco długie? Czemu to robimy? Chcemy by na naszej planecie zamiast 5 czy 6 tysięcy miliardów żyło 10 tysięcy miliardów ludzi? Świetnie, na pewno nasza planeta to wytrzyma! Już to widzę! Już teraz Ziemia nie jest w najlepszym stanie, trzeba położyć kres temu szaleństwu. Dojdzie do tego, że zaczniemy produkować istoty ludzkie, a to, wiadomo, stworzy rasę niewolników. To tylko klon, sami go powołaliśmy do życia, dajmy mu więc trochę mniej rozwinięty mózg. Po co nam to? Dlaczego? Chcę znać odpowiedź na te pytania. Chcę wiedzieć dlaczego to robimy i do jakich celów użyjemy stworzonych przez nas istot? Jako królików doświadczalnych? Są ludzie, którzy już teraz eksperymentują w ten sposób i należy ich powstrzymać. Najwspanialszą rzeczą w naturze jest jej różnorodność. Nie potrzebujemy większej ilości ludzi na świecie, o to właśnie chodzi, temu służy naturalna selekcja. Nie każdemu z nas pisane jest dożyć 150 urodzin. Jeśli stworzymy możliwość hodowania organów zamiennych, ludzie nie będą się szanować, bo leżąc na łożu śmierci w wieku lat 65 pomyślą: "W porządku, stary, wymienimy ci serce, nerki, płuca, wątrobę i będziesz jak nowonarodzony". Do czego to prowadzi? Przecież częścią naszego życia jest śmierć, kiedyś musimy umrzeć.

Wracając do wspomnianej już kwestii poruszonej w 'Virtual Insanity', prawdziwe niebezpieczeństwo stwarza możliwość robienia dzieci na zamówienie, zgadzasz się ze mną?

JAY KAY: Ciekawe, co ludzie wybiorą? "Poproszę syna podobnego do mnie, niebieskie oczy, ciemne włosy, i przystojnego jak AL PACINO," albo "Chciałabym syna podobnego do ROBERTA DE NIRO", "A ja córkę, która wygląda jak CLAUDIA SCHIFFER."

Materiał na płycie jest bardzo zróżnicowany, czy odzwierciedla to różne aspekty twojej osobowości? Np. 'Twenty Zero One' to mroczny, konfrontacyjny kawałek, a z kolei 'Corner Of The Earth' to utwór słodki i romantyczny.

JAY KAY: Cóż mam wiele różnych twarzy, jestem więcej niż tylko jedną osobą. To znaczy jestem jeden, ale mam jeszcze sześciu klonów [serdeczny śmiech]. Nie, ale nie jestem człowiekiem, którego można jednoznacznie określić. Przeskakuję od jednej rzeczy, do drugiej. Mam tak naprawdę dwie twarze: z jednej strony, jestem bardzo spokojną i melancholijną osobą, a z drugiej strony, potrafię być duszą towarzystwa, i to w sposób dość zawadiacki. Część agresji, którą w sobie noszę uwalniam poprzez muzykę. Muszę pamiętać, że przychodzący na nasz koncert ludzie nie chcą usłyszeć wyłącznie utworów typu 'Corner Of The Earth', niezależnie od tego jak bardzo lubią tę piosenkę. Należy zwracać uwagę, na to jak utwory zabrzmią w wersji live. Poza tym, nie sądzę bym potrafił napisać aż dziesięć równie romantycznych utworów na raz, nie dałbym rady. Moje muzyczne fascynacje obejmują i funk i muzykę klasyczną, rock, techno, disco, jazz i całą resztę. W każdym gatunku znajduję coś ciekawego, co wykorzystuję później w mojej muzyce. Tak to ze mną jest, jestem zlepkiem fragmentów przeróżnych rzeczy. Prawdopodobnie dlatego wielbiciele naszego zespołu tworzą tak zróżnicowaną grupę.

Znani jesteście ze znakomitych teledysków. Opowiedz o teledysku do 'Little L'.

JAY KAY: Jest beznadziejny. Nie, żartuję! Wyreżyserował go Francuz, STEPHAN SEDNUI, który ma na swym koncie wiele świetnych teledysków. To taki trochę wykręcony Francuz, tak samo jak ja jestem trochę wykręconym Anglikiem. Dlatego dobrze nam się razem pracowało. Problem w tym, że 'Virtual Insanity', bardzo wysoko ustawiło poprzeczkę i muszę teraz strasznie się napracować żeby wymyślić coś jeszcze lepszego. Nieźle się urządziłem, zwłaszcza, że po 'Cosmic Girl' nie mogę już także używać w teledyskach swoich samochodów. Teledysk do 'Little L.' jest świetny, sporo efektów post produkcyjnych pozwoliło stworzyć obraz o bardzo tanecznej atmosferze, z podświetlonymi podłogami itp. W teledysku występuje też sporo młodych kobiet, Paryżanek, praca z nimi była dla mnie prawdziwą udręką! To klubowy teledysk o pozytywnym wydźwięku, w którym istotne jest przekazanie energii granej na żywo muzyki i dopasowanie post produkcji, która wzmocni ten efekt. Wizualnie, teledysk opiera się na grze świateł i kolorów i myślę, że przyjemnie będzie go obejrzeć.

Teledyski to bardzo ważny element waszego wizerunku, nie jest chyba łatwo stworzyć coś jeszcze lepszego niż niektóre z waszych, fantastycznych przecież, teledysków?

JAY KAY: Tak, z jednej strony mamy reputację do podtrzymania i zdajemy sobie sprawę jak ważne są dla nas teledyski, ale z drugiej strony, musimy się przy tym także dobrze bawić. Lubię teledyski, które wiernie oddają treść piosenek i tworzą z utworem jedną spójną całość. Nie zrobiliśmy jeszcze takiego teledysku. Wszystkim bardzo podobał się obrazek do 'Virtual Insanity', ale nawet tam, nie widać było żadnej z szalonych rzeczy, o których śpiewam w tekście. Poruszające się przedmioty oddawały w pewnym sensie atmosferę nienormalności, ale wolę teledyski, które łączą się w jedną całość merytoryczną z muzyką i tekstem.

Jakie są wasze plany jeśli chodzi o trasę koncertową? Wiem, że macie wystąpić w Knebworth, prawda?

JAY KAY: Gram na imprezie Ministry Of Sound w Knebworth. Nie, jak to, pomocy! - to moja instynktowna reakcja, kiedy myślę o tym występie, może powinienem nazwać tak jeden z moich utworów? Chcę przy okazji tej imprezy wybadać grunt dla naszych bardziej elektronicznych kawałków. Traktuję to jako osobiste wyzwanie, chcę sprawdzić czy nadal potrafię rozkołysać ludzi. Oczywiście, oznacza to konieczność dokonania wielu przeróbek istniejących już kawałków, bo nie mogę pojawić się w Knebworth i zagrać 'Corner Of The Earth', niezależnie od tego, jak bardzo bym chciał. Ludzie będą kompletnie nawaleni po całym dniu picia i robienia innych rzeczy, które robi się na rave'ach, dlatego trzeba uderzyć w nich potężnym bitem i mocnymi światłami. Po tej imprezie, w październiku jedziemy do Europy, potem odwiedzamy przyjaciół w Japonii, następnie udajemy się do Australii na Big Day Out. W lutym wracamy do Wielkiej Brytanii, potem Ameryka i Ameryka Południowa, Brazylia, Chile, Argentyna. Uwielbiam tam jeździć powinno więc być wspaniale.

Jak oceniasz pracę nad tą płytą w porównaniu z poprzednimi, czy było to miłe doświadczenie?

JAY KAY: Tak, zwłaszcza w porównaniu z pracą nad naszą poprzednią płytą, kiedy napotkaliśmy spore trudności, odszedł od nas basista [STUART ZENDER] i musieliśmy na gwałt znaleźć kogoś na jego miejsce, przesłuchania, próby, nagrania i pisanie od nowa całego materiału, a wszystko to w ciągu zaledwie pięciu miesięcy, o rany! Nie lubię pracować w tak ogromnym stresie, a należy pamiętać, że podczas nagrywania płyty ciśnienie i tak rośnie w miarę zbliżania się momentu ukończenia płyty. Nawet w szkole nigdy nie miałem pracy domowej odrobionej na trzy dni przed terminem, zawsze kończyłem ją 30, może 15 sekund przed tym, jak nauczycielka prosiła: "Czy mogę zobaczyć twoją pracę domową, JAY?" Nic się pod tym względem nie zmieniłem. Jednak, dzięki temu, moja muzyka jest świeża, nie leżała miesiącami na półce i nie zestarzała się. Jest absolutnie na czasie, i dlatego dostarcza mi tyle radości. Mimo to, nad najnowszą płytą pracowaliśmy równie ciężko, były momenty monotonii zwłaszcza, że używaliśmy wielu maszyn i komputerów...Nie jest łatwo, gdy wszyscy mają mniej więcej ten sam sprzęt. Nie ma 16 różnych programów, dlatego zdesperowany starasz się nie nacisnąć klawisza z efektem wokalnym Cher i modlisz się, by akurat tego porównania uniknąć. Od czasu do czasu słyszeliśmy, że ten efekt automatycznej melodyjki pojawia się w naszej muzyce i natychmiast go wyplenialiśmy: "tfuuuu, szybko, wywalcie to, skasujcie to z monitora, poprosimy o coś innego w zamian." Ciężko jednak przełożyć pracę z żywym instrumentarium na język komputerów i swobodnie kształtować dźwięk na zasadzie: " OK., to co robimy? Pobawimy się trochę tymi technicznymi zabaweczkami, tu trochę spowolnimy przy pomocy tape delay, tu modulacja klawiszy, pogrzebiemy trochę przy istniejących Rhodes i innych rzeczach, których zazwyczaj używamy." Toby szukał nowych dźwięków klawiszowych dosłownie wszędzie, używał też Vintage Keyboards, powstała więc mieszanka starych i nowych dźwięków.

Ale jesteś zadowolony z rezultatu?

JAY KAY: Absolutnie, chociaż i tak wiele rzeczy nie znalazło się na płycie. Wiele utworów powstało oryginalnie w dłuższej wersji, ale, z różnych powodów, uległy skróceniu i w efekcie płyta jest o dużo bardziej żywiołowa. Jest jednak kilka zabawnych kawałków, które nie zmieściły się na płycie, jak np. walc R. STRAUSSA wykorzystany w filmie KUBRICKA; przepuściliśmy go przez filtr, potężnie wykręciliśmy, ale ostatecznie, ku mojej rozpaczy, nie znalazł się on na płycie. Dlatego, chcę umieścić niektóre z tych kawałków na naszej witrynie w internecie: www.jamiroquai.co.uk , którą właśnie zdołaliśmy odzyskać od naszej firmy płytowej. Teraz jest już nasza, więc co parę tygodni, uraczę was nowinkami i fragmentami filmów, na których wyprawiamy różne głupoty. Jeśli macie taką możliwość, to zajrzyjcie tam. Bardzo chciałbym umieścić na naszej stronie dłuższe wersje utworów i pominięte fragmenty, tak by ludzie mogli połączyć je w całość i zaobserwować, jak przebiegał proces nagrywania płyty, myślę, że może to być całkiem interesujące.

Jak bardzo zaangażowałeś się w tworzenie waszego website'u?

JAY KAY: Zajmowałem się kilkoma drobiazgami, nie byłem przesadnie zaangażowany w jego powstanie, ale teraz łamię sobie głowę, jak sprawić, by nasza witryna była ciekawa i ekscytująca. Chociaż, jak do tej pory, spotkaliśmy się z ogromnym odzewem ze strony fanów, już pierwszego dnia działalności strony, odwiedziło ją około 350 tysięcy internautów, co jest całkiem niezłym wynikiem. Pragnę więc, by ludzie nie stracili zainteresowania naszą stroną i mogli na niej znaleźć wiele ciekawych rzeczy. Oczywiście, mam tyle zajęć, że muszę oddać prowadzenie strony w dobre ręce, przynajmniej częściowo.

(Na podstawie materiałów promocyjnych Sony Music)
Sony Music Polska
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!