szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

30 MarcaNajnowsze wiadomości

30 Marca Najnowsze plotki

Wywiad z zespołem Faithless

2001-10-09   A A A
 

9 października odbył się w Warszawie koncert promujący najnowszą płytę zespołu FAITHLESS zatytułowaną 'Outrospective'. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z MAXI JAZZEM i SISTER BLISS.

- Żadna z waszych poprzednich płyt nie zawierała tak wielu optymistycznych utworów co 'Outrospective'. Jednym z nich jest wasz ostatni singiel, 'Muhammed Ali'.

SB: W porównaniu z 'Sunday 8 p.m.' ten materiał powstawał w znacznie bardziej komfortowych warunkach. Poprzednią płytę nagrywaliśmy w przerwach w trasie koncertowej, która trwała prawie cztery lata. Za każdym razem wchodziliśmy do studia prosto z autobusu, ciągnąc za sobą cały ten bagaż zmęczenia, kłótni, rozstań etc. Tym razem zrobiliśmy sobie roczną przerwę od FAITHLESS. Każde z nas mogło wreszcie robić to, na co tylko miało ochotę: ja zajmowałam się dj'owaniem, MAXI JAZZ brał udział w wyścigach samochodowych. Miało to duży wpływ na 'Outrospective', która z pewnością jest płytą dość optymistyczną, choć ma również swoje ciemne strony. Zresztą jak nasz każdy krążek.

- Jednym z waszych pierwszych koncertów po przerwie spowodowanej nagrywaniem 'Outrospective' był występ na festiwalu w Roskilde.

SB: Graliśmy późno (o 1:00 nad ranem, przyp. rm), padał deszcz i było potwornie zimno, a ludzie nie uciekli do swoich namiotów, bo chcieli nas zobaczyć. Byłeś tam, więc wiesz o czym mówię. Poza tym jedną z głównych zalet grania na dużych festiwalach jest to, że można zobaczyć wiele bardzo różnych formacji, od LIMP BIZKIT przez R.E.M. po PJ HARVEY. Spotkanie za kulisami BOBA DYLANA, którego pokój znajdował się tuż obok naszej garderoby jest naprawdę wielkim wydarzeniem.

- Waszym zdaniem muzyka FAITHLESS lepiej sprawdza się w klubie czy na dużym festiwalu?

MJ: Nie znoszę grać w klubach. FAITHLESS nie należy do nurtu muzyki dance czy muzyki klubowej, choć od samego początku naszego istnienia media zapewniają, że jest przeciwnie. Jesteśmy zespołem koncertowym, który bazuje na muzyce house, ale występujemy na tych samych scenach co gwiazdy popowe czy rockowe.

- Po wydaniu 'Reverence' rozpoczęliście ponad czteroletnią trasę koncertową.

SB: Był to wspaniały, a zarazem potworny okres. Fantastyczne, bo trafiliśmy do tylu nowych niezwykłych miejsc na całym świecie, w których zdobywaliśmy tysiące nowych fanów; straszne, bo te cztery lata kompletnie zniszczyły nasze życie osobiste. Czasami było naprawdę bardzo ciężko. Właśnie o tamtym okresie opowiada 'Bring My Family Back'.

- Graliście koncerty w bardzo egzotycznych miejscach od Koła Arktycznego po Turcję. Które z tych miejsc najbardziej wbiły wam się w pamięć?

MJ: Prawdę mówiąc tych koncertów było tak dużo i w większości były naprawdę świetne, że wielu z tych miejsc już nie pamiętam. Choć oczywiście niektóre z nich zapamiętam do końca życia. Któregoś razu występowaliśmy za darmo w małym miasteczku w południowych Niemczech na festiwalu rokrocznie organizowanym dzięki pieniądzom, które wykładały wszystkie tamtejsze firmy i przedsiębiorstwa. Graliśmy na scenie usytuowanej na podnożu olbrzymiego wzgórza, na którym zebrało się mnóstwo ludzi, podobno 80 tysięcy i wszyscy świetnie się bawili. Kiedy poprosiłem by unieśli ręce do góry, całe wzgórze, od wierzchoła aż po samą scenę zaczęło falować. To był niesamowity widok.

- Jak wspominacie trasę koncertową z PRODIGY w Afryce Południowej.

SB: Było to bardzo interesujące przeżycie: granie wspólnych koncertów z formacją, która tak bardzo różni się od FAITHLESS. Co więcej okazało się, że było to dobre zestawienie. Jednak najbardziej niesamowite było to, że przy naszej muzyce tańczyli razem czarni i biali. Jeszcze 25 lat temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

- A co pamiętacie z wasej poprzedniej wizyty w Warszawie?

MJ: Byłem bardzo zmęczony, bo mieliśmy za sobą potwornie długą trasę. Zamiast oglądać Warszawę, większość czasu spędziłem w garderobie zbierając siły do wieczornego koncertu. Zresztą nie mieliśmy zbyt dużo czasu.

SB: Wszystko działo się potwornie szybko. Jechaliśmy do Polski prosto z uroczystości rozdania nagród MTV w Mediolanie i była to chyba najdłuższa podróż autobusem w moim życiu. Po kilku godzinach okazało się, że gdzieś utknęliśmy i pod eskortą policji odwieziono nas do Warszawy. Jednak sam koncert był niesamowity. Pamiętam też, że było piekielnie zimno. Tym razem nie zapomnę zabrać czapki.

Rozmawiał Rafał Morusiewicz

pełna wersja wywiadu na stronie Faithless">MagazynuMuzycznego XLonline
WP
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!