szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

20 KwietniaNajnowsze wiadomości

20 Kwietnia Najnowsze plotki

Krzysztof Zalewski: nieustanne odklejanie nalepki Idola

2004-02-03   A A A
 

1 marca wydaje swoją pierwszą płytę zatytułowaną 'Pistolet'. Album zapowiada rockowy cover 'What I Am' z repertuaru EDIE BRICKEL. Po wygraniu drugiej edycji "Idola" KRZYSZTOF "ZALEF" ZALEWSKI przygotowuje się do trasy koncertowej i opowiada o nowych doświadczeniach na polu zawodowym.

Kris, słyszałeś, że menager Tony'ego Iommi'ego podpytywał, czy nie zaśpiewałbyś w zespole Tony'ego? Usłyszał gdzieś przypadkiem Twoją wersję 'What I Am' i poprosił, żeby mu podesłać więcej Twoich kawałków i zdjęcia.

Żartujesz sobie, co? Robisz sobie jaja?

Nie, nie żartuję.
Żartujesz! Nie mów mi takich rzeczy, bo oszaleję.

Kris. Ta historia jest prawdziwa. Zgodziłbyś się? Nie wystraszył?

Stary, nie wystraszyłbym się. Ja się nie boję sceny. Pewnie, że bym zaśpiewał. Jeszcze jakbym nie musiał grać na gitarze? Przy Tony'm Iommim w ogóle nie założyłbym gitary. Rozumiesz, to prawdziwy bohater. Zresztą, wiesz, ja zapierdalam cały czas. Tyle riffów już wymyśliłem, cały czas ćwiczę śpiewanie. Pracuję non stop. Układam wciąż nowe numery. No, ale Tony Iommi... Ja mam 19 lat i dla mnie to wszystko są mega sytuacje. Wiesz, gdy dorastałem znałem polskie gwiazdy. Rozmawiałem z Dżemem, bo zawsze ich szanowalem, choć Riedla nie mogę pamiętać - jestem za młody, spotkałem kiedyś ludzi z TSA, no i Hey, którzy dla mnie są gigantami. Nie mówię tego dlatego, że Kasia zgodziła się napisać parę tekstów.

Właśnie, jak to się stało?

Chyba przyczynił się do tego Flipper, który produkowal moją płytę, trochę wytwórnia... Wiesz, na maksa trudno jest napisać tekst po polsku, który nie byłby bez sensu, nie byłby przeintelektualizowany i jeszcze nieźle brzmiał. Więc zastanawialiśmy się, czy nie warto byłoby poszukać jakieś pomocy. Ja, oczywiście tak luźno, coś tam przebąkiwałem o Kasi, no a że Flipper jeździł z Heyem jako akustyk, więc poprosiłem go, czy by nie podpytał delikatnie, czy Kasia zaszczyciłaby mnie swoim wsparciem. Przez długi czas cisza - pewnego dnia graliśmy koncert, w Grodzieńcu dla 30 tysięcy ludzi, bo to duża impreza, grały też Piersi, fajerwerki na koniec itp... Po koncercie wciąż jeszcze byłem nabuzowany, euforyczny, gdy zadzwonil Flipper, mówiąc, ze ktoś chce ze mną pogadać. Okazało się, że to Kasia, która zapytała mnie 'Pamiętasz, kiedy ostatnio byłeś w Radiu Lublin, jakaś panna zadzwoniła na antenie z pytaniem dlaczego nie było Cię na koncercie Nosowskiej i Dezertera?'. Przypomniałem sobie coś takiego, bo chciałem pójść na ten koncert, ale miałem już wcześniej umówione spotkanie w radiu. I zacząłem się tłumaczyć na antenie.I wtedy w Grodzieńcu Kasia mówi mi 'Wiesz, to ja wtedy dzwoniłam'. Ja poczułem się podobnie, jak dziś, kiedy powiedziałeś mi o Iommim. Takie rzeczy mnie po prostu rozwalają. Kasię spotkałem parę razy, to absolutnie fenomenalna osoba.

A jak pracowało Ci się z Flipperem i ekipą z Wrocławia.

Świetnie. Ja swoje demo nagrywałem w Łodzi i ludzie tam bardzo mi pomogli, ale myślę, że bez Flippera i Borsa i reszty nie ruszyłbym do przodu. Fliper robił już wcześniej kilka dobrych rockowych rzeczy z ludźmi od Acid Drinkers, z Kazikiem, grał z Ziyo. To on wiedząc ile przed nami pracy skontaktował się z załogą z Wrocławia. Bors to dla mnie ewidentnie zalążek geniuszu. Ja takiego kolesia nie spotkałem nigdy. Gość ma 25 lat, wie o muzie 300 razy więcej ode mnie i jeszcze ma zajebiste gadane. Wiesz, ja przychodzę z jakiegoś tam programu i myślę, że palma mi nie uderzyła, no ale coś się dzieje, ludzie Cię chwalą, Tobie się zaczyna wydawać, że umiesz śpiewać i w ogóle w porzo. Przyjeżdżam do Borsa i okazuje się, że na gitarze nie potrafię jednej dziesiątej tego, co on, zamiast śpiewać beczę jak koza. Współpraca z nim to naprawdę dobra szkoła.

Z kim jeszcze chciałbyś pracować?

Trudno mi odpowiedzieć. Wszystko dzieje się tak nagle. Jest mnóstwo ludzi, których po prostu bardzo szanuję. O niektórych już wspomniałem. W piątek grałem koncert z Litzą, tzn. z Tymoteuszem, w mojej byłej szkole. Zagrali znakomicie. Trzy niezwykłe osobowości - Litza, Maleo, Budzy, no i zajebisty, jak zawsze, Stopa. Litza jeśli chodzi o pomysły to jeden z najlepszych gitarzystów w Polsce, dla mnie wzór, chyba nie zrobił jeszcze nic obciachowego, a poza tym niesamowity człowiek. Bardzo uprzejmy, a to facet, który miał przecież ogromny wkład w rozwój muzyki rockowej w Polsce. A tu przychodzą do niego jacyś dziwni kolesie z Lublina, jeszcze ja, który dostałem się gdzieś tylnymi drzwiami, a Litza pożycza nam swój sprzęt, pomaga się podłączyć. Po prostu odpadłem.

A dlaczego ta płyta jest tak krótka?

Wiesz, nie ma tu co dorabiać jakieś wielkiej ideologii. To obraz jakieś metamorfozy, którą przeszedłem, najlepsze co w danej chwili zdołałem z siebie wykrzesać, oczywiście z pomocą wszystkich ludzi. Uważam, że lepiej, żeby była krótka, konkretna intensywna niż sklecona na siłę. Chciałem esencji, wolałem zostawić delikatny niedosyt, niż wypełniać luki utworami, co do których nie jestem przekonany. Ale ostatnio mam pomysły na nowe zajebiste kawałki.

A chłopaki z Lublina się nie wkurzają, że nie nagrałeś krążka z nimi?

Wiesz, nie wiem, co każdemu z nich w duszy gra. Może ich trochę boli, że nie grali na tej płycie, ale tu nie było co karmić swojego ego, po prostu Bors i ekipa grali lepiej od nas wszystklich. A myślę, że dla chłopaków to też ogromna szansa - z nimi będę grał koncerty, oni wystąplili w pierwszym clipie i myślę, że z czasem będziemy coraz lepsi. Oni na pewno nie mają żalu do losu, czy do mnie. To tylko kwestia jakiegoś tam wewnętrznego delikatnego rozliczenia. Na szczęście oni nie mają przerostów ambicji i wiedzą, że wszystko przed nami, wymaga to tylko dużej pracy. Oni podchodzą do tego bardzo poważnie, ćwiczą i często mnie mobilizują. Tam jest kilka pomysłów, które wymyśliłem wraz ze swym zespołem, więc płyta nie jest też zupełnie bez nich. Część tych kawałków gramy już od dawna.

Można się było spodziewać, że nagrasz płytę w klimatach Ironsów. Niektórzy się tego bali, bo to w pewnych kręgach jednak obciach. Tymczasem Twój debiut brzmi zupełnie inaczej. Słychać tu i Sabbath, ale też Alice In Chains czy starsze Soundgarden.

Wiesz, to proste. W "Idolu" mogło się wydawać, że jakoś tam jestem muzycznie ukształtowany, natomiast od tego czasu poznałem po prostu mnóstwo innej muzyki. Nie mam kompleksu małego miasteczka, dobrze mi w Lublinie, ale po prostu wiele rzeczy tam do mnie nie docierało. Jakoś załapałem się na tę bajkę metalową i tego się trzymałem, natomiast dzięki "Idolowi" poznałem masę nowych ludzi, którzy puszczali mi najrożniejsze rzeczy. Na przykład bracia Tużnikowie, którzy tańczą w Teatrze Wielkim, moi dobrzy koledzy. Na imprezie po paru piwkach zacząłem włączać starocie w stylu Helloween, 'Painkillera' Judasów itp. a oni każdy numer łapali, znali teksty, więc się zgadaliśmy i przez nich poznałem Audioslave, część rzeczy Alice In Chains, których nie znałem. I siedzieliśmy podjarani, świeciły nam się oczy i tak zaczęliśmy się odwiedzać i słuchać wspólnie płyt. Bors, to kolejny tego typu świr. Wiesz, ja mam 19 lat i słucham teraz wszystkiego co mi wpadnie w rękę. A Iron Maiden? Nadal myślę, że jest zajebiste, ale mam świadomość, że szczyt kariery mieli 20 lat temu i w tej chwili ładowanie się w takie klimaty jest wtórne i dość śmieszne.Mam kilka koszulek Maidenów i cała ta jazda wydaje mi się zabawna. Myślę, że oni sami mają już duży dystans do całej tej otoczki i chyba zawsze mieli. To wszystko jest podane z jakimś tam przymrużeniem oka. Po prostu swoisty rockowy teatr - malowanie się, przebieranie, robienie groźnych min. To samo z Dream Theatre. Już sama nazwa to potwierdza. To spektakl. Gdy miałem 15 lat to mi się naprawdę podobało. Nawet Manowar, byłem na koncertach Atrosis, wtedy to mnie bawiło, bo w tym wieku to rajcuje. Ale nie będę już przecież śpiewał o "zranionym dziewiczą krwią księżycu" i takich bzdur.

Maiden ok., ale nie zrażały cię klimaty gotyckie, poważne miny, sekciarska aura?

To kwestia ludzi. Swego czasu grałem dużo w "War Hammera", choć nie zdarzyło mi się to już chyba od prawie dwóch lat. Gdybym spotkał kumatych kolesi, którzy nie mają kompleksu rycerzy to nadal z chęcią bym się w to pobawił, ale wśród fanów rolleplay'ów o takich trudno. W Lublinie są zjazdy miłosników fantastyki, ale to nie dla mnie.

A czytujesz fantasy?

Przebrnąłem przez Tolkiena i jest OK, ale fantastyka jako taka niezbyt mnie bawi, poza Sapkowskim, bo 'Sagę' czytałem chyba z cztery razy. Ja jestem raczej laikiem jeśli chodzi o literaturę, natomiast czuję, że Sapkowski, niezależnie od tego, o czym pisze po prostu czaruje stylem. Nie przebrnąłbym jednak przez większość fantasy i historie w stylu 'Conan Barbarzyńca'. Wolę 'Biesy' Dostojewskiego, za które się właśnie zabrałem. Mój ojciec, Stanisław Brejdygant opieprza mnie nieustannie, że nie znam kanonu. On jest znanym aktorem, zdaje się, że najmłodszym Hamletem polskiej sceny, pisze, reżyseruje. A mama? Moja mama to też świetna osoba, bardzo się tym wszystkim przejmuje, a ja cieszę się, że mogę odwdzięczyć się jej jakoś za to, co dla mnie zrobiła.

Wracając do muzyki - myślisz, ze metal wraca? Słyszałeś The Darkness? Znasz bandy tzw. nu-metalowe?

Nie jestem socjologiem, żeby oceniać takie rzeczy. The Darkenss nie bardzo mi pasuje, jest zbyt kiczowate. Co do nu-metalu, to takie pojęcie jak grunge, nie wiadomo za bardzo, co znaczy. Np. Perfect Circle to kapela, która od pewnego czasu powala mnie na maksa, choć gdy kumpel przyniósł mi ich pierwszą płytę jakieś trzy lata temu, to stwierdziłem, ze jest słaba. Wtedy nie byłem chyba jeszcze przygotowany. Wiadomo, że jest jeszcze Tool. Nie chcę już mowić o nu-metalu. Doceniam bardzo Rage Against The Machine - to proste granie, no i Audioslave, który w mojej percepcji zmienił bardzo dużo, choć to przystępne granie, które łykają też laski. Wiesz, spektakle rockowe w pewnym wieku bawią - Ironsi, Dream Theatre, ale gdy jednak szukać w muzyce potężnych emocji, a przeceż dlatego muzyka tak fascynuje, z czasem zaczynasz doceniać inne rzeczy. Nie musi być popisowych solówek, skomplikowanych form, chodzi tylko o to, by celnie uderzać. Dlatego wciąż tak fenomenalni są Led Zeppelin. Oni generują niesamowite emocje. To samo Korn, Alice In Chains czy np. Sepultura na 'Roots'.

A Twoja dziewczyna? Czego słucha? Chodzi na koncerty?

Wiesz, Sara nie lubi spędów. Gdy jechałem na Maidenów, czy na Stonesów w Pradze, to nie dała się namówić. Ona lubi muzykę, ale nie jest tak opętana jak ja. Woli raczej słuchać w domu. I dobrze. Oczywiście śledzi to, co robię. Cały ten rozgłos, to, że spędzałem ostatnio tyle czasu w Warszawie, we Wrocławiu nagrywając płytę, na koncertach na pewno ma wpływ na nasz związek. Wiesz, jesteśmy razem już kilka lat, chodziliśmy razem do klasy, bliżej zaprzyjaźniliśmy się po miesiacu od pierwszego spotkania w szkole, no ale wciąż jesteśmy młodzi i emocjonalnie chyba nie do końca jeszcze ukształtowani. Takie rozstania na miesiąc czy nawet krótsze nie są łatwe.

Nie boi się, że Ci odwali, że będziesz bawił się w rock'n roll?

Boi się, jasne. Ja sam jestem świadom wszystkich zagrożeń. Widzę, że muzycy w trasie piją i wóda niejednemu rozpieprza życie. Wiesz, ja lubię się bawić, a z drugiej strony staram się postępować według jakichś jasnych zasad. To dla mnie przyspieszona edukacja. Gdy pojechałem na kilka koncertów ze starszymi muzykami, poczułem, że zaczynam zawalać ileś rzecz, bo gdzieś się za długo bawiłem, trochę za dużo wypiłem. Nie mogłem śpiewać. Na szczęście Sara mnie porządnie opieprzyła i sprowadziła na ziemię i teraz mogę się cieszyć, że jakoś niegroźnie przeszedlem taki "szybki kurs", niż później się wygłupić i zawalić ważne zreczy. Teraz mam za wiele obowiązków, żeby sobie na coś takiego pozwolić.

Nie boisz się, ze trudno będzie Ci zdobyć wiarygodność po "Idolu"?

Gdy obserwuję trzecią edycję tego programu, widzę zagrożenie. Wiadomo, że chciałbym wydać płytę wcześniej, ale wiem też, że tego czasu było trzeba, by ją przygotować. Z drugiej strony chcę już pokazać, że nie jestem tylko kolesiem z "Idola", że mam coś do zaproponowania. Rozumiesz - chciałbym to udowodnić jak najwcześniej. Bors, gdy przyszedłem do jego studia po raz pierwszy przywitał mnie żartem 'Czesć Klaudiusz, czy jak ci tam na imię'. Zdaję sobie sprawę, że wielu stawia ten program na równi z "Big Brotherem", i dla mnie to mogłoby być jakoś upokarzające. Ja wolę być jednak wdzięczny za to, że dzięki "Idolowi" dostałem szansę, bo nie wiem jak by się to potoczyło bez tego programu. Ta cena, którą muszę zaplacić to nieustanne odklejanie nalepki "Idol" jest niczym w porównaniu z profitami, z możliwością grania z moimi bohaterami, nagrywania ze znakomitmi ludzmi. Myślę, że będę robił coraz fajniesjze rzeczy, rozwijał się. Wolę tak, niż być wiarygodnym jak Borysewicz czy Kukiz i potem walnąć wielkie gówno.
BMG Poland
oceń
5
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!