
2010-01-29
Wychodzą, jak na występ w knajpie przed znajomymi. Naturalni, uśmiechnięci i rozluźnieni. Corey Glover, wokalista po raz pierwszy ogolony na łyso i z posiwiałą bródką, po prawej basista Doug Wimbish, po lewej wirtuoz gitary Vernon Reid, a za nimi, za bębnami ze swoim nazwiskiem nadrukowanym livingcolourową czcionką Will E. Calhoun.


A CO TO ZA MUZYKA
SZATANA I BZYKA Z PUSZCZY KAMPINOSKIEJ TO LEPIEJ ZUBRY WYJĄ.
kapele to grają na weselach i pogrzebach
pora zmienić słownictwo
super zespół, mega koncert, totalny rozwał! jednak są ciągle w formie, po prostu cudowni!
Rządzą!
Living Colour i dłuuuugo, dłuuuugo nic! :)
Byłem i nieomal nie umarłem...
Byli,są i będą wielcy.Po koncercie wyszli do fanów-zero gwiazdorstwa i zadęcia.To też jedna z miar ich klasy.Bo muzycznie to stratosfera.