szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

więcej o...

płyty

recenzje

Za talerz fasolki i szklankę coli. Tak zaczynali Beatlesi

2014-02-11

Marcin Bąkiewicz/ fot. SQN

Za talerz fasolki i szklankę coli. Tak zaczynali Beatlesi
  A A A
 

Aż 45 lat przyszło polskim fanom The Beatles czekać na rodzime wydanie jedynej autoryzowanej biografii grupy, autorstwa Huntera Daviesa. Gdyby poczekać jeszcze 5, mielibyśmy okrągłą, 50 rocznicę!

A na poważnie - cieszmy się, że książka wreszcie znalazła się w polskich księgarniach, bo to kawał ciekawie opowiedzianej historii o, jakby nie patrzeć, najsłynniejszym zespole grającym muzykę popularną na świecie.

Warto na początku pochylić się nad okolicznościami powstania książki. Jej autor w latach sześćdziesiątych prowadził w „The Sunday Times” kronikę towarzyską. Dziś takie określenie może nieco trąci myszką, ale w tamtym czasie była to poważna rubryka, redagowana przez nie byle jakich dziennikarzy (jednym z nich był choćby Ian Fleming, autor książek o przygodach Jamesa Bonda, który zrezygnował z posady w 1959 roku). Davies wprowadził do niej nieco świeżego powietrza i skupił się na nowych „celebrytach” ówczesnego Londynu: pisarzach, fotografach, projektantach mody. A także na popularnych zespołach, do których oczywiście zaliczali się Beatlesi. Tym samym poznał Wielką Czwórkę, a szukając informacji o grupie zauważył, że nie ma na rynku żadnej pozycji w ciekawy sposób pokazującej jej początki. Tak narodził się pomysł napisania biografii, który po kilkunastu miesiącach został wreszcie przez Daviesa przedstawiony Paulowi McCartneyowi. Ten ideę zaakceptował, po czym dziennikarz napisał (z pomocą Paula) list do managera zespołu, Briana Epsteina który to dał Daviesowi swoje błogosławieństwo (i pokaźną listę telefonów do osób z zespołem związanych).

Z tą sytuacją wiązały się dwie konsekwencje: po pierwsze dziennikarz miał możliwość dotarcia do bardzo wielu osób, związanych z zespołem oraz oczywiście do członków grupy. Po drugie biografia miała być przez zespół (oraz inne osoby w książce występujące) autoryzowana. Pierwszą z możliwości Davies wykorzystał wzorowo: rozmawiał z Beatlesami, ich rodzinami, przyjaciółmi, współpracownikami, wybrał się do Hamburga, aby na własne oczy zobaczyć miejsca, w których panowie grali na początku swojej kariery, wziął udział w sesjach nagraniowych. To wszystko znalazło odbicie w książce, choć autor przyznaje że momentami ciężko było ustalić pewne fakty, szczególnie z początków kariery – muzycy zasłaniali się lukami w pamięci, podawali sprzeczne informacje, albo po prostu z jakichś przyczyn nie chcieli o tym czy innym wydarzeniu za dużo mówić. A nawet jeśli powiedzieli… punkt drugi –autoryzacja. Hunter Davies poświęca temu procesowi sporo miejsca w przedmowie, opisując perypetie, jakie musiał przechodzić, co ciekawe nie z samymi członkami grupy, ale z osobami z ich otoczenia (najwięcej uwag miała ciotka Lennona, Mimi). W końcu jednak książka, pisana przez kilkanaście miesięcy w latach 1967-1968 została wydana i oczywiście stała się przebojem na wygłodniałym wszelkich informacji o zespole rynku.

Opowieść podzielona została na trzy części. Akcja pierwszych dwóch toczy się w miarę chronologicznie. Najpierw wprowadzenie: opowieść o trzech chłopakach, którzy tworzyli trzon zespołu. Potem mozolna droga do sławy: granie na liverpoolskich „domówkach” (jak wspomina Harrison - grali za colę lub talerz fasolki), robotniczych knajpach, a nawet (uwaga) udział w telewizyjnym „talent show” (bez sukcesu). Akcja nabiera rumieńców, gdy grupa, w pięcioosobowym składzie, czyli ze Stu Sutcliffe i Pete Bestem wyjeżdża na pierwszy „dżob” do Hamburga. Tam panowie (właściwie chłopcy, siedemnastoletni George w momencie wyjazdu „chyba nawet jeszcze nie całował się z dziewczyną”) szlifują swoje umiejętności, grając po podejrzanych knajpach w systemie dwunastogodzinnym: czyli na zmianę, razem z drugą kapelą, zmieniając się co godzinę. Na prośbę, czy też żądanie gospodarzy zaczynają na koncertach „robić show” (John „robił widowisko bez przerwy, skacząc ekstatycznie po scenie, lub turlając się po podłodze (…)”) i grać coraz głośniej. Poznają też pierwsze uroki rock and rollowego życia – z jednej strony lokalna sława, alkohol i pierwsze kontakty z narkotykami, z drugiej: spanie w kiepskich warunkach, zmęczenie i podłe żarcie. Tam wreszcie mają zrobione pierwsze poważne zdjęcia, których autorką jest niemiecka fotografka i przyjaciółka zespołu Astrid Kirchherr.

Jednak wyjazd do Hamburga kończy się katastrofą. Najpierw wychodzi na jaw niepełnoletność Harrisona, potem reszta przez nieuwagę wywołuje pożar i zostaje w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach deportowana do Wielkiej Brytanii. Zespół po powrocie jest bliski rozpadu, na szczęście muzycy zbierają się do kupy i zaczynają znowu grać… Nie ma sensu dalej opisywać historii kapeli, kto chce ją poznać, niech sięga po książkę. Wróćmy zatem do recenzji: obok perypetii Beatlesów Davies przedstawia nam osoby najbliższe grupie, czyli przede wszystkim Briana Epsteina (bardzo ciekawy rozdział o młodości późniejszego managera zespołu) oraz George Martina (producenta płyt) i Dicka Jamesa (wydawcę). Ciekawostka – Epstein i James mieli polskie korzenie. Oczywiście w odpowiednim momencie do historii wkracza Ringo, zespół krzepnie, odnosi pierwsze sukcesy i wreszcie… pojawia się Beatlemania.

Temu zjawisku autor poświęca sporo miejsca i trzeba przyznać, że nawet z dzisiejszego punktu widzenia, gdy tabuny znanych z tego, że są znani niemal wyłażą nam z lodówek, jest ono wciąż fascynujące. Chyba żaden artysta przed ani po Beatlesach nie przeszedł czegoś podobnego. Beatlemania nie oznaczała tylko tysięcy fanów, wędrujących dosłownie krok w krok za zespołem. Oznaczała światowe szaleństwo na punkcie zespołu. Poznać ich chciał każdy, łącznie z przywódcami państw, którzy chcieli zdobyć punkty u młodzieży, pokazując się z muzykami (przynajmniej z tamtej strony żelaznej kurtyny, choć i u nas Beatlesi byli bardzo popularni, ale niestety nigdy do nas nie dotarli. Swoją drogą ciekawe, czy Władysław Gomułka chciałby się z nimi spotkać?). Dziennikarze marzyli o choćby najkrótszym wywiadzie z zespołem, fani o każdym drobiazgu związanym z grupą. Domy rodzinne muzyków przeżywały oblężenie, w końcu każdy z Beatlesów kupił swoim bliskim nowe, oddalone od wścibskich fanów siedziby. Oczywiście wokół kapeli pojawiło się mnóstwo osób, chcących zrobić na zespole interes – rozkwitła produkcja pamiątek (dziś merchandising to całkiem pokaźny element rynku muzycznego), pojawiały się oferty „odkupienia” zespołu od Epsteina, który konsekwentnie odmawiał. A gdy na horyzoncie pojawiły się Stany Zjednoczone, szaleństwo sięgnęło zenitu. Ringo: „To, co wydarzyło się w Stanach, przypominało to co działo się w Wielkiej Brytanii, tylko okazało się dziesięć razy mocniejsze”. Grupa grała na stadionach, gaże za koncerty zaczęły sięgać niebotycznych kwot, a o rozmiarach popularności niech świadczy taka historia: zespół miał wolny dzień w trasie, gdy pojawiła się oferta zagrania w Kansas City. Jej autorem był lokalny biznesmen, który obiecał, że sprowadzi Beatlesów. Zaproponował najpierw 100, a potem 150 tysięcy dolarów za 35 minut koncertu. To była najwyższa stawka, jaką zaproponowano w tamtym czasie jakiemukolwiek artyście za występ. Grupa zagrała, a poszewki na poduszki, na których spali muzycy w hotelu zostały sprzedane za 375 funtów (około 1200 dolarów) dwóm innym biznesmenom, którzy pocięli je na 160 tysięcy dwuipółcentymetrowych kawałeczków i ze stosownym certyfikatem sprzedali po dolarze za sztukę! W końcu zespół, zmęczony całym tym cyrkiem, postanowił w sierpniu 1966 roku zakończyć działalność koncertową.

Druga część książki kończy historię zespołu. Autor dochodzi do „teraźniejszości”, czyli do 1968 roku. Warto jednak jeszcze pochylić się nad bardzo ważnym wydarzeniem z sierpnia 1967 roku: śmiercią Briana Epsteina – człowieka, bez którego Beatlesi nie zaistnieliby w masowej świadomości. To on, choć starszy od reszty zaledwie o kilka lat, uformował ich, nakazując dyscyplinę (autor przytacza instrukcje, jakie pisał muzykom przed każdym koncertem, zakazując na przykład jedzenia, czy palenia na scenie), ubierając w jednakowe garniturki, co spowodowało powszechną swego czasu opinię o „grzecznych chłopcach”, choć w rzeczywistości byli z nich nieźli zadymiarze (szczególnie Lennon, który zresztą w wywiadzie dla magazynu „Rolling Stone”, już po rozpadzie zespołu nazwał książkę „kupą gówna”, bowiem jego zdaniem nadmiernie ich wybielała. Za swoje słowa potem przeprosił Daviesa). Z drugiej strony to Epstein doprowadził do pierwszych sesji nagraniowych, próbował przez dłuższy czas zainteresować zespołem prasę i prowadził grupę przez lata największego zamieszania.

Ostatnia, trzecia część książki poświęcona jest życiu zespołu i osób z nim związanych w 1968 roku. Autor przedstawia relacje muzyków z rodzinami i powiązania biznesowe. Bardzo ciekawe są opowieści o powstawaniu piosenek – Davies brał udział w próbach i sesjach nagraniowych utworów, które później trafiły na „Magical Mystery Tour” i „Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band”. Jego historie pokazują, że Lennon i McCartney potrafili stworzyć piosenkę niemal z niczego, często improwizując, czy też próbując dopasować do siebie słowa. Co ciekawe, w książce brak typowych dla innych biografii muzycznych recenzji płyt. Autor jest bardziej kronikarzem, niż recenzentem i skupia się na opowiadaniu samej historii, nie wchodząc w detale, związane z brzmieniem kolejnych albumów.

Wreszcie w ramach przybliżania fanom życia ich idoli, Davies opisuje codzienność każdego z muzyków: domy, w jakich mieszkają, ich podejście do życia (sporo tu miejsca na monologi Beatlesów), do sławy, charakterystyczne „brytyjskie” poczucie humoru, z którego zespół był zresztą znany, czy hobby którym się oddają. A w zakończeniu książki snuje rozważania o przyszłości grupy… Grupy, która rozpadła się zaledwie dwa lata później.

Kulisy rozpadu i dalsze dzieje muzyków znalazły się w napisanym w 1985 roku posłowiu, do którego autor dopisał w 2009 roku jeszcze jedną część zatytułowaną „Memento Mori”. Znalazły się tu wspomnienia o osobach związanych z zespołem, które odeszły. A także, co ciekawe dalsze losy muzyków, którzy razem z Johnem, Paulem i Geroge tworzyli grupę The Quarrymen. Panowie po latach „normalnego” życia zagrali ze sobą w 1997 roku, z okazji czterdziestolecia pierwszego występu zespołu i od tamtego czas koncertują i wydają kolejne płyty pod starym szyldem. Ku radości fanów Paul i Ringo też nie spoczęli na laurach, a nowy album i koncert, jaki mieliśmy okazję zobaczyć w czerwcu ubiegłego roku w wykonaniu pierwszego z nich pokazują, że forma cały czas dopisuje.

Bardzo dobrze się stało, że autoryzowana biografia Beatlesów ukazała się wreszcie w naszym kraju. Książka była pisana w samym środku wydarzeń, w bardzo istotnej dla popkultury drugiej połowie lat sześćdziesiątych. I nawet jeśli na fanowskich forach zdarza się znaleźć narzekania na pojawiającą się rozbieżność z faktami, pamiętajmy że Hunter Davies opierał się na gorących relacjach świadków, które nie zawsze zgadzały się ze sobą. Zostawmy te rozważania historykom... „The Beatles” to godna polecenia pozycja nie tylko dla fanów Wielkiej Czwórki z Liverpoolu, ale i tych wszystkich, którzy chcieliby „poczuć klimat” tamtej epoki.



oceń
22
4
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: -2 [2]
~artur [2014-02-14 20:40]

KTOS PONIaZEJ CHCaIAL LINaK DO STROaNY GDZIE MOZNA OGLaADAC NOWE FIaLMY, JA OGLADaAM TUTAJ: kessay.pl BEZ REKLaAM zaraz bede oglaadal 47 roninow chwala :)

odpowiedz

Ocena: -1 [1]
~alex [2014-02-14 20:25]

KTOS PONIbZEJ CHCbIAL LINbK DO STRObNY GDZIE MOZNA OGLbADAC NOWE FIbLMY, JA OGLADbAM TUTAJ: kessay.pl BEZ REKLbAM zaraz bede oglabdal igrzyska smierci: W pierscieniu ognia fabuly :)

odpowiedz

Ocena: +3 [11]
~antoni [2014-02-14 15:39]

najbardziej lubieich dwie piosenki-"satisfaction" i jeszcze "house of the rising sun".

odpowiedz

pokaż 4 ukryte odpowiedzi

Ocena: -1 [1]
~wojtek [2014-02-14 19:58]

KTOS PONIcZEJ CHCcIAL LINcK DO STROcNY GDZIE MOZNA OGLcADAC NOWE FIcLMY, JA OGLADcAM TUTAJ: kessay.pl BEZ REKLcAM zaraz bede oglacdal hobbit pustkowie smauga maluje :)

odpowiedz

Ocena: -1 [1]
~adam [2014-02-14 19:31]

KTOS PONIvZEJ CHCvIAL LINvK DO STROvNY GDZIE MOZNA OGLvADAC NOWE FIvLMY, JA OGLADvAM TUTAJ: kessay.pl BEZ REKLvAM zaraz bede oglavdal ja frankenstein czaszy :)

odpowiedz

Ocena: +1 [5]
~jasiu [2014-02-14 17:15]

A kiedy oni wystąpią w Polsce ?

odpowiedz

Ocena: -2 [2]
~bobi [2014-02-14 18:09]

moja mama pracuje w the beatles codzienie niższe ceny

odpowiedz

Ocena: -1 [1]
~yoko [2014-02-14 16:18]

Dodaj jeszcze tego gostka, dla którego jakaś solara tańczy.

odpowiedz

Ocena: +2 [10]
~żuczek [2014-02-11 11:40]

The Beatles to byli dzieci New Age.Posłuchajcie jak drastycznie zmienił się ton ich muzyki po powrocie z Indii od Sai Baby.Jaki wywarł na muzykach wpływ nauk pobieranych u tego człowieka. Nie od dziś wiadomym jest,że również na późniejszą twórczość zespołu wpłynęła ,,ideologia'' Alistera Crowley'a.

odpowiedz

pokaż 6 ukrytych odpowiedzi

Ocena: +2 [4]
~histeria [2014-02-14 16:02]

kiedyś widziałam fragment takiego filmu dokumentalnego z lat sześćdziesiątych - koncert the beatles, dziewczyny w pełnej histerii, tylko jedna jedyna pośród nich (przynajmniej w kadrze), która tylko się rozglądała na lewo i prawo z niedowierzaniem i przerażeniem

odpowiedz

Ocena: -4 [8]
~razi [2014-02-14 13:50]

Ja tam lubię tylko "let it be" i tą piosenkę co Harrison nagrał oddzielnie w latach 80tych szału nie ma

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +2 [4]
~xxx [2014-02-14 15:17]

Czy oni będą na open'erze w tym roku?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -2 [8]
~pol [2014-02-14 15:33]

A po ch..j mi ta biografia. I tak na gitarze nie gram.

odpowiedz

Ocena: +4 [4]
~zxcv [2014-02-14 14:53]

Ale żeby ożenić się z kobitą, którą zwano Yake Uono......

odpowiedz

Ocena: +2 [4]
~tom75 [2014-02-14 14:27]

Byli i są NAJLEPSI :0

odpowiedz

Ocena: -3 [5]
~frick [2014-02-11 12:16]

a już myślałem, że John przyleci na koncert do Polszy....razem z Yoko "Chono"

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +3 [5]
~ala [2014-02-11 11:30]

Lubiłam i lubię słuchać Ich Muzyki, hmmmmmm ale dlaczego Lenon zwłaszcza intronizował lucyferka żeby mieć powodZenie sukces pomysły muzyczne na wyciągnięcie ręki. Dziwne prawda?

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: -1 [1]
~tom [2014-02-11 12:08]

Czy John też ją autoryzował??

odpowiedz

Ocena: +10 [10]
alek_coś_tam [2014-02-11 11:49]

A ja z innej beczki. "Na początku grali za talerz fasolki i szklankę coli". Wyobrażacie sobie jakie efekty procesu trawiennego mogła powodować taka mieszanka?

odpowiedz

Ocena: +4 [6]
~halo [2014-02-11 11:45]

Przecież ta książka jest już od zeszłego roku dostępna w księgarniach. Co to za nowość?

odpowiedz