A
A
A
W miniony weekend wiosna wywiała Big Cyca do stolicy Albionu. Zaraz po przylocie do Londynu wybraliśmy się na Camden Town. To kolorowa dzielnica pełna klubów, punków i sklepów muzycznych.
Pięć lat temu gdy graliśmy z Big Cycem pierwszy koncert w mieście nad Tamizą, Camden było bardziej undergroundowym i zadziornym miejscem. Teraz stało się wielką atrakcją turystyczną Londynu, gdzie za kilka funciaków można dobrze zjeść u Hindusa lub Chińczyka, czy kupić sobie odlotową koszulkę, ewentualnie pogrzebać w stoisku ze starymi płytami. Dawna zbuntowana, rockowa dzielnica zamieniła się w wielki jarmark.
Takich sklepów i pubów jak na Camden nie znajdzie się jednak w całej Europie. To miejsce ma zwariowany, artystyczny klimat mimo, że jest już tylko cyrkiem dla turystów. Prawdziwe punki patrzą na to miejsce pewnie jak na jakiś skansen czy Disneyland. Kilku z nich daje sobie robić fotki niczym misie w Zakopanem. Atmosfera jest tu jednak niezwykle rozrywkowa, pozytywna, w naszym stylu i dlatego siedzimy w pubie do późna w nocy już pierwszego dnia. Dzień później mamy koncert i nie ma już czasu na bieganie po ciekawych zakamarkach. Tego dnia ma odbyć się wielka manifestacja antyrządowa przeciwko podwyższaniu podatków. Pół miliona londyńczyków wylega na ulice i paraliżuje centrum. Nie chodzi główna linia metra. Niestety przez to zamieszanie wielu naszych fanów nie dociera na koncert.
Gramy w zacnym miejscu – sali widowiskowej O2 Shepherds Bush Empire. Dawno temu był to teatr, potem przez lata było to miejsce w którym BBC realizowało wielkie widowiska muzyczne, a od lat 90-tych są tu organizowane koncerty. W ciągu ostatnich dziesięciu lat grali tu m.in. Rolling Stones, Black Sabbath, Sex Pistols, Elton John, Iggy Pop, Lenny Kravitz, Perl Jam, Radiohead, Foo Fighters, The Who, Coldplay i wiele, wiele innych wielkich gwiazd rocka. Cieszy nas fakt, że gramy w dobrym miejscu, a nie w jakiejś polonijnej stołówce z bigosem. Oczywiście na koncert szykują się sami „nasi”, bo przecież jaki Anglik zna „Balladę o smutnym skinie”, „Berlin Zachodni” czy „Moherowe berety”. Mimo wielkiej historii jaka unosi się nad klubem jego zaplecze przypomina stary Grand Hotel w Sopocie przed remontem. Organizator Tomek Zięba poprawia nam humor dostarczając do garderoby odpowiednią ilość dobrych trunków. Przybywa wielu znajomych z Londynu i nie tylko. W garderobie robi się tłok jak w autobusie w godzinach szczytu. Nasza menago Kasia wypędza znajomych i dziennikarzy, aby zespół mógł się przygotować do akcji. Na pierwszy ogień idą Czarno Czarni, a potem Jarek Janiszewski zapowiada Big Cyca i jedziemy z naszym show tak, że królowej Elżbiecie spadają gacie.
Zawsze podczas podróży zagranicznych można zaobserwować dziwne lokalne zwyczaje. Ochrona klubu nie pozwala facetom brać dziewczyn „na barana”, a także goni wszystkich, którzy fruwają ponad głowami widowni unoszeni przez pozostałych widzów. Podobno chodzi o ewentualne odszkodowania gdyby doszło do wypadku. Anglia jest totalnie wyluzowana, ale w Polsce na klubowych koncertach publiczności wolno o wiele więcej. Spora grupa osób spóźnia się na koncert. Niestety kasa i drzwi klubu zamykają się o godzinie ósmej i nikt już nie może wejść. Kilkadziesiąt osób koczuje przed klubem. To absurd, bo Big Cyc wchodzi na scenę dopiero po dziewiątej. Organizator Tomek jest wściekły na Angoli. W Polsce bilety sprzedaje się do bólu i nikomu nie wpadnie do głowy zamykanie drzwi, gdy jest wielu chętnych.
Siedemset osób, którym udało się dostać do klubu bawi się świetnie. Bisujemy kilka razy i śmigamy na balangę do restauracji Tatra gdzie trwa miłe przyjęcie na naszą cześć. Dajemy autografy i pozwalamy sobie robić zdjęcia mimo, że mało kto trzyma się prosto na nogach. Następnego dnia lądujemy ponownie na Camden Town. Pogoda jest wybitnie nie angielska. Słoneczko grzeje jak na Teneryfie. Pijemy piwo w kolorowym tłumie i kupujemy sobie koszulki z wielkimi trupimi czaszkami.
Wieczorem wracamy samolotem do Gdańska. Po powrocie czeka nas seria klubowych koncertów. Wiosna uderzy nam do głów w Warszawie (29.03 Hard Rock Cafe) , Rzeszowie (30.03 Klub Kot) i Krakowie (31.03 Carpe Diem).