A
A
A
Artysta Adam Darski będzie miał kolejną sprawę z powodu podarcia Biblii na koncercie swej grupy Behemoth w gdyńskim klubie Ucho. Pozywającym jest niejaki pan Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami. Choć nie utożsamiam się z aktem niszczenia Biblii, jestem zaprzysięgłym antyklerykałem i moje poglądy mogą być zbliżone do poglądów kolegi Darskiego.
Uważam Jezusa za świetnego faceta i tak dalej (zresztą John Lennon wyraził tę skomplikowaną myśl w sposób lakoniczny i celny, jak na geniusza przystało: „Jezus był w porządku, ale jego uczniowie byli gruboskórni oraz pospolici. Moim zdaniem to oni zrujnowali chrześcijaństwo“). A jednak katolicyzm postawiłbym na trzecim miejscu podium globalnych dopustów historii, zaraz po faszyzmie i komunizmie... Krucjaty, konkwista, działalność jezuitów i Świętej Inkwizycji, obojętność wobec Holokaustu, akcja „Odessa“ i nagminne tuszowanie pedofilii – oj, nazbierało się Kościołowi katolickiemu.
Szatan już się cieszy i grzeje smołę w swym infernalnym garze...
Z kolei jeśli chodzi o Biblię, mówimy o dwóch zbiorach kiepsko przystających do siebie historii. Podoba mi się Nowy Testament: jego tekst, choć wielokrotnie zmieniany i wypaczany, jest świadectwem działalności pewnego bardzo mądrego i współczującego człowieka. Stary Testament jawi się natomiast świecką kompilacją historycznie niewiarygodnych klechd i bajań, pośród których wybija się kilka artystycznie i duchowo intrygujących pieśni. Owszem, darcie Biblii jest aktem dziecinady i nie ma większego sensu. To artystycznie pusta, skandalizująca transgresja, który może obrazić uczucia wierzących. Z drugiej strony, co to znaczy – obrazić uczucia wierzących? I czemu obraża nieobecnych, skoro dany czyn nie nosi znamion przestępstwa i dokonywany jest w ograniczonej, niejako artystycznej przestrzeni, wobec ludzi, którzy spodziewają się tego typu przekroczeń? Wierzących w Polsce jest wielu – niekoniecznie katolików. Mnie, jako wierzącego buddystę, obraża w Polsce mnóstwo rzeczy. I wcale nie to, co się dzieje w zamkniętej przestrzeni kościoła – raczej to, co się dzieje w sejmie, w szkołach, na ulicy. Obraża mnie niedawna sprawa krzyża. Obraża mnie to, że mój syn nie otrzymał świadectwa z czerwonym paskiem, bo nie chodził na lekcję religii (a szkoły nie stać było na nauczyciela etyki). Czemu w tym pseudo-katolickim kraju prawo ma być równe dla wszystkich, a równiejsze dla tzw. katolickiej większości? Komu mam wytoczyć o to proces? Wyznaniowemu państwu polskiemu?...
Nawiasem mówiąc, historia lubi się powtarzać. W roku Pańskim (czy też bezpańskim, jak kto woli) 1564 sąd sejmowy w Lublinie badał sprawę zniszczenia monstrancji przez młodego arianina Erazma Otwinowskiego. Widząc katolicką procesję i jawne bałwochwalstwo, dziarski junak uległ emocjom, wyrywając księdzu z rąk i depcząc monstrancję. Sądzę, że wielu ludzi drażniły i będą drażnić procesje, powszechne epatowanie chrystusową męką. Wszak „evangelion“ oznacza „radosną nowinę“, która w naszym smętnym, północnym klimacie stała się „nowiną ponurą“. Historią, akcentującą cierpienie, krew, śmierć i wielce wątpliwe zmartwychwstanie, które, tak między nami, nie powiodło się jeszcze żadnemu z wybitnych denatów... Jednym z przysięgłych lubelskiego trybunału był niejaki Mikołaj Rej, poeta i duchowy autorytet. Pan Rej (panta rei?) wyraził na temat rzeczonego wandalizmu takie oto zdanie: „Otwinowski winien zapłacić za zniszczoną kosztowność. A jeśli Pan Bóg uważa się za obrażonego, niechaj sam sobie wymierza sprawiedliwość“. Skoro tak mądry arbitraż zdał egzamin pięćset lat temu, czemuż – u licha - nie może i dzisiaj?...
P.S.
TEN GRZECZNY I DOŚĆ WYWAŻONY FELIETON NAPISAŁEM DO PIĄTKOWEGO WYDANIA GAZETY MORSKIEJ. PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU SPOTKAŁEM SIĘ Z ODMOWĄ WYDRUKOWANIA MOJEGO TEKSTU W WYBORCZEJ Z POWODU - JAK MI DYPLOMATYCZNIE OZNAJMIONO - JEGO ZBYTNIEJ PRYWATNOŚCI. WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE FELIETON TO GATUNEK PREZENTUJĄCY POGLĄDY WŁAŚNIE PRYWATNE. JAKO ŻE NIE JESTEM DZIENNIKARZEM, TYLKO DOŚĆ ZNANYM ARTYSTĄ - NIE MUSZĘ STROIĆ SIĘ W PIÓRKA ARBITRA OBIEKTYWNOŚCI. NIE MA JEDNAK TEGO ZŁEGO, CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO - NIE KIJEM GO, TO PAŁKĄ!