Krzysztof Skiba / fot. Digiton (wkładka albumu "Pod Prąd")
AAA
Zespół rockowy, który dorobił się książki na swój temat to na polskim rynku muzycznym wyjątek. Powstały już wydumane książki o zespołach takich jak Dżem, Kult, Maanam czy T.Love. Ma swoje biograficzne wydawnictwa Niemen, Czerwone Gitary, Acid Drinkers, Myslovitz czy nawet Big Cyc.
Do grona polskich zespołów z książką na koncie dołączył teraz stary, punkowy KSU. I jest to chyba zdecydowanie najciekawsza, a na pewno najbardziej oryginalna pozycja z dotychczasowo wydanej u nas literatury poświęconej rodzimej scenie rockowej.
KSU to punkowa legenda z Bieszczad. Proste chłopaki, które w 1978 roku w przaśnych Ustrzykach Dolnych na końcu Polski postanowiły zostać anarchistami. „KSU- rejestracja buntu" to opowieść o tym, jak młodzi ludzie w czasach późnego Gierka i epoce stanu wojennego starali się wbrew systemowi zachować własną osobowość. Autor książki Krzysztof Potaczała wydobył nie tylko stare fotografie zespołu i opowiastki o trasach i balangach, ale dotarł także do wstrząsających materiałów Służby Bezpieczeństwa. Czytając dokumenty SB czy raporty milicji obywatelskiej dotyczące punków z Ustrzyk, można momentami pękać ze śmiechu, ale czasem robi się groźnie. Czytelnik uświadamia sobie, że jeszcze nie tak dawno był system, który pragnął wszystko kontrolować, a tak błahe zjawiska jak zabawa w muzykę w rówieśniczym gronie nastolatków traktował jak śmiertelne zagrożenie.
W książce Potaczały szeroko cytowane są dokumenty z ubeckich teczek KSU zwanych fachowo Sprawą Operacyjnego Rozpoznania. Każda taka sprawa musiała mieć swój kryptonim. Kryptonim pod którym rozpracowywano punków w Bieszczadach nie budzi żadnych wątpliwości. Jest to kryptonim "Żyletka". I tu aż prosi się jeden mały cytat z tych dokumentów. Pisownia oryginalna.
Ustrzyki Dolne 1.12.1979
Notatka służbowa
W czasie przeprowadzania rozmów ze społeczeństwem, a szczególnie z młodzieżą na terenie Miasta i Gminy w trakcie której dowiedziałem się , że na terenie miasta istnieje i działa nowopowstała organizacja młodzieżowa występująca pod nazwą PUNK. Hasła te są popisane po blokach mieszkalnych i prywatnych jak również na dworcu PKP. Wg posiadanych informacji organizacja ta działa w sposób demoralizujący na młodzież szkolną, agitując do przeciwdziałania przepisom prawnym i porządkowym występują przeciwko ZSRR, namawiają by młodzież nie chodziła na filmy radzieckie, a jedynie namawiają by młodzież popierała poglądy anglo-amerykańskie, sposób ubioru, zachowania się i szczególnie wybredną dla ludzkiego ucha swoją wybraną muzykę bitową (...)
Komendant Miejsko-Gminnego Sztabu ORMO
Chor. Rez. Franciszek Mazurkiewicz
Czy to nie perełka! Chciałoby się zawołać: ORMO czuwa! Oto pierwszy chyba na terenach Polski opis zjawiska pod nazwą punk i pierwsza pisana recenzja muzyki punkowej dokonana piórem czujnego ormowca. Ten specyficzny styl oceniający kompletnie nieznany sobie gatunek muzyczny, który zmaterializował się w postaci soczystego zdania „szczególnie wybredna dla ludzkiego ucha" do dziś może jeszcze bawić.
Książkę Potaczały warto przeczytać nie tylko dla barwnego języka stróżów prawa. To naprawdę świetny opis przygód KSU na przestrzeni dziejów. Pijane koncerty, bójki z harcerzami, gonitwy z milicją, przyjaźń z Kazikiem Staszewskim czy pobyt Siczki w wojsku, to wszystko niesamowicie barwne punkowe historie. Potaczała opisuje środowisko bieszczadzkich punków z dobrym wyczuciem i znawstwem tematu, bo sam przed laty był w załodze fanów KSU i jeździł z nimi na koncerty. Natomiast zebrane dokumenty SB na temat muzyków sprawiają, że książka będzie ciekawa nie tylko dla starych punków i zagorzałych fanów zespołu. Także dla tych którzy interesują się historią PRL-u nie tylko przy okazji oglądania komedii Stanisława Barei. Powinni ją przeczytać szczególnie wszyscy ci dzisiejsi papierowi buntownicy, którzy na co dzień śliniąc się do sponsorów i mediów udają przed publicznością, że uprawiają coś co się nazywa „alternatywnym rockiem".
25 maja w Klubie 55 w Warszawie duet Skinny Patrini zagra koncert promujący najnowsze wydawnictwo "SEX". Mamy dla was dwa podwójne zaproszenia na ten koncert.
Jonsi, znany z alternatywnej formacji Sigur Ros, nie ma nic przeciwko muzyce rozrywkowej - wręcz przeciwnie, bardzo lubi niektóre gwiazdy popu czy hip-hopu.
Nic tak nie podnosi temperatury spotkań na wizji jak mała awanturka. Ostatnio zdarzyło mi się ściąć z Wojtkiem Jagielskim na planie programu „Tomasz Lis na żywo”. Mieliśmy dyskutować o tym, czy nowe konkursy telewizyjne, których ma być teraz zatrzęsienie w telewizji wyłonią wreszcie jakieś gwiazdy.