
Uwielbiam oglądać stare teledyski rockowe i to nie tylko dla świetnej muzyki, ale głównie dlatego, że tam nikt nie tańczy. Obecnie, zrobienie teledysku bez stu półnagich tancerek jest praktycznie niemożliwe. Kiedyś liczyła się muzyka, przesłanie, zabawna historia, ciekawy plastycznie pomysł... teraz takie clipy też się trafiają, ale na obrzeżach głównego nurtu. Bez gołego pępka ani rusz!

W sobotę wieczorem nie zdążyłem wpaść na koncert kwintetu Wojtka Mazolewskiego w gdańskim Żaku, promującego drugi album grupy pt. "Smells Like Tape Spirit".
Z teledysków zespołów rockowych najbardziej lubię takie, które mają alternatywną wersję performance (czyli sam grający zespół). Do tej kategorii należą ZZ Top "Pincushion", Bon Jovi "Always", Radiohead "Just" czy Korn "Thoughtless". Mam takie skrzywienie, że zamiast tych wszystkich półnagich tańczących panienek, wolałbym przez kilka minut non stop (od 4:30 do 6:00) poooglądać pięciu ubranych facetów, którzy tylko wykonują piosenkę w pewnym ciekawym miejscu (jeden śpiewa a czterech gra na instrumentach), bez żadnych innych dodatkowych scen wyrwanych z kontekstu. Mam cichą nadzieję że gdzieś znajdę alternatywną wersję teledysku "Cryin'" Aerosmith w której nie ma ani jednej sceny z Alicią Silverstone i jest tylko sam grający zespół. To samo dotyczy także obrazka "Amazing" tego samego zespołu. W końcu za realizację tych teledysków Aerosmith odpowiadał Marty Callner, który zrobił ponadto wspomniane wcześniej "Always" Bon Jovi.
TYLKO ROCK
Oj jeszcze wróci stary dobry Rock, gitary i potężna perkusja zobaczycie!!! Wystarczy posłuchac The Pretty Reckless, jedna jaskółka może uczyni wiosny ale kto wie....