A
A
A
W katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęło wiele wybitnych postaci. Jedną z nich był poseł PO Arkadiusz Rybicki.
Aram - takim kryptonimem nazwała go ubecja inwigilująca go w czasach PRL-u, gdy był działaczem opozycyjnego Ruchu Młodej Polski.
Ale tak też mówili do niego przyjaciele i ludzie dla których był kimś bliskim. Aram podobnie jak ja był uczniem gdańskiej Jedynki liceum z którego okien widać bramę Stoczni. Ja chodziłem do Jedynki dziesięć lat później. Jedynka to była taka szkoła pod murami, której działa się Wielka Historia. W grudniu 1970 roku w Jedynce milicja przebierała się za żołnierzy, by w ten sposób zdobyć zaufanie i oszukać robotników. W sierpniu 1980 ludzie modlili się pod bramą Stoczni tuż przy naszej szkole. W stanie wojennym aby dojść do szkoły na lekcje przechodziło się przez kontrole, co najmniej kilku patroli ZOMO. „Jedynka" była więc siłą rzeczy i miejsca kolebką dla wielu buntowników. Tu korytarzami szkolnymi biegało wiele późniejszych opozycyjnych legend, artystów, dziwaków, poetów, podróżników i prekursorów.
Na początku lat 70 tych chodziła do tej szkoły grupa, która później założyła opozycyjny Ruch zwany „Młodą Polską". Aram obok Aleksandra Halla (też absolwenta Jedynki) był jednym z głównych strategów i działaczy tego aktywnego w Gdańsku środowiska. Jako nastolatek słuchał rocka spod znaku Jimmiego Hendrixa i nosił się jak hipis. Jego przyjaciel Maciej Grzywaczewski wspomina, że Aram sam szył sobie dżinsy z dzwonami, bo w sklepach takich cudów nie było. Wanda Szafran nasza nauczycielka polskiego znalazła prace maturalną młodego Rybickiego. Po jego śmierci uczniowie Jedynki czytali ją na uroczystym apelu. Informacja o tej spontanicznej akcji uczniów i zasłużonej polonistki bardzo mnie wzruszyła.
Aram to był człowiek o nienagannych manierach. Jak na konserwatystę przystało ubierał się zawsze elegancko, co bardzo odróżniało go od innych opozycjonistów z czasów Polski Ludowej. Całe to towarzystwo to były brody, powyciągane swetry, papierochy i ostry język. Aram ani nigdy nie przeklinał, ani nie podnosił głosu. To było rzadkie. U niego ta elegancja była naturalna.
Bliżej poznałem się z nim pracując w latach 90-tych w Agencji Filmowej ProFilm. To było niesamowite jak ten nienagannie ubrany konserwatysta znosił takich artystycznych ekscentryków jak ja czy Paweł Końjo Konnak. Miał do nas cierpliwość i wiele wyrozumiałości. W ProFilmie realizowaliśmy dla telewizji nieco zwariowany program Lalamido. Aram był naszym parasolem i często chronił nas przed zdjęciem z anteny. Rybicki trafił do Agencji ProFilm po tym jak na skutek konfliktu z Mieczysławem Wachowskim przestał pracować w kancelarii prezydenta Wałęsy. Polityczny dystans pozwalał mu bardziej rozumieć artystów.